Stosik #18 i podsumowanie stycznia


Pisząc podsumowanie poprzedniego roku, wiedziałam, że zbliża się sesja i będzie mnie tutaj mniej niż więcej. Cóż, nie spodziewałam się, że będzie to wymagało aż dwutygodniowej przerwy, ale niestety studia mają większy priorytet niż blog ;). Pozostały mi do zaliczenia tylko trzy rzeczy, więc trzymajcie za mnie kciuki, bo im wcześniej skończę, tym więcej będę mogła czytać!

Stosik #18 
Świąteczny przypływ gotówki zawsze sprawia, że trochę mi odbija na punkcie książkowych zakupów, więc w styczniu pokusiłam się na wyjątkowo promocyjną ofertę na nieprzeczytane.pl ;)
  • Louise O'Neill Sama się prosiła - egzemplarz od Wydawnictwa Feeria Young, przejmująca historia i naprawdę świetnie napisana książka (RECENZJA)
  • Colleen Hoover Ugly Love - coś mnie ciągnęło do tej książki, choć nie trafiłam na ani jedną opinię, która przekonałaby mnie do niej w stu procentach. Jestem już po lekturze (recenzja się pisze) i póki co powiem Wam tak - szału nie ma ;).
  • Leslye Walton Osobliwe i cudowne przypadki Evy Lavender - jakiś czas temu miałam ogromną ochotę na tę powieść i w sumie okazało się że mam do niej dostęp w abonamencie Legimi, ale im dłużej patrzyłam na okładkę, tym bardziej byłam przekonana, że chcę ją zobaczyć fizycznie w swojej biblioteczce ;). Mam nadzieję, że środek będzie równie zachwycający, co oprawa
  • Remigiusz Mróz Rewizja - Kasacja wprawdzie jeszcze przede mną i mam ją już od dłuższego czasu, jednak mój brat dostał na święta Immunitet i wspólnie zgodziliśmy się połączyć siły i nabyć dwie środkowe części :D
  • Remigiusz Mróz Zaginięcie - j.w.
  • Aleatha Romig Konsekwencje pożądania - początek trylogii Konsekwencje, która to chodziła za mną już jakoś od roku, ale nawet w moich ulubionych księgarniach odstraszały mnie ceny i w końcu udało mi się ją nabyć tak, że jestem zadowolona z ceny ;). Zdecydowanie warta przeczytania.
  • Aleatha Romig Konsekwencje namiętności
  • Aleatha Romig Konsekwencje pragnień
  • Anne Bishop Naznaczona - książka, na którą czekałam naprawdę długo, bo to kolejna powieść mojej ukochanej autorki. Już nie mogę się doczekać, żeby poznać dalsze Losy Meg i Simona <3


Podsumowanie stycznia 

Egzaminy, zaliczenia, kartkówki, kolokwia - to zdecydowanie hasła przewodnie minionego miesiąca i na tym skupiała się cała moja uwaga. A co jeszcze zabawniejsze - ta właściwa sesja zaczęła się dopiero 2 lutego. Mam nadzieję, że wybaczycie mi moją nieobecność na blogu, ale naprawdę nie miałam ani czasu, ani weny żeby coś naskrobać. Choć przyznam szczerze, że w tak zwanym między czasie udało mi się przeczytać całkiem pokaźną ilość książek, choć nie pytajcie mnie jak to zrobiłam. Okazało się, że rozdział tu, rozdział tam, fragment do obiadu, albo pomiędzy nauką jednego a drugiego zagadnienia stworzył całkiem ładną listę ;). W sumie w styczniu przeczytałam 13 książek, z czego połowę podczas przerwy świątecznej :D. Daje to 5 707 stron, czyli statystycznie 185 dziennie ;).

   
   
   

Najlepsza książka
Miałam naprawdę trudny wybór, bo stanowcza większość z powyższych książek była naprawdę rewelacyjna. Jednak to, co totalnie i absolutnie mnie zachwyciło to Dwór mgieł i furii oraz Konsekwencje pożądania. Pierwsza część - ACOTAR - była fantastyczna, ale kontynuacja jest jeszcze lepsza, zwłaszcza patrząc jak się skończyła. Tak bardzo chcę wiedzieć, co będzie dalej, że aż mnie skręca, dlatego byłam zachwycona, że Uroboros planuje wydanie kolejnego tomu już w tym roku. Natomiast książka Aleathy Romig okazała się być czymś zupełnie innym, niż się spodziewałam. To powieść bardzo psychologiczna, posiadająca drugie dno dla działań bohaterów. A zakończenie po prostu wcisnęło mnie w fotel ;).

Najgorsza książka
Ten tytuł wędruje do Niepokornej, ale nie będę się ponownie rozwodzić dlaczego (obrazek przeniesie Was do recenzji i tam na pewno znajdziecie odpowiedź).


Blogowo:
Liczba wyświetleń: 3 386 (+586)
Obserwatorzy: 299 (+2)
Dodane posty: 4 (-1)
Facebook: 325 (+25)

Recenzja - „Sama się prosiła” Louise O'Neill


Wszyscy są niewinni, dopóki nie udowodni im się winy. Ale nie ja. 
Ja jestem kłamczuchą, dopóki nie udowodnią, że mówię prawdę.

Nie wiem, co konkretnie przyciągnęło mnie do książki Louise O'Neill - czy to opis zapowiadający trudną lekturę czy też przejmująca okładka, ale od pierwszej chwili wiedziałam, że to jedna z tych pozycji, które po prostu muszę przeczytać.

Emma jest piękną dziewczyną i świetnie zdaje sobie z tego sprawę, wykorzystując swoją urodę na każdym kroku. Dziewczyna nie jest miłą osobą i świetnie zdaje sobie z tego sprawę, ale mimo to wszystko uchodzi jej na sucho. Ma swoje przyjaciółki, jednak traktuje je bardziej jak tło, niż prawdziwych bliskich. Gdy pewnego dnia wybierają się na imprezę, Emma nie wie jeszcze, że ten dzień zmieni wszystko, bo rano budzi się na przed własnym domem i nie ma pojęcia, co właściwie się wydarzyło.

Pewnego dnia, po imprezie, Emma O’Donovan budzi się na progu swojego domu, a właściwie znajdują ją tam rodzice. Dziewczyna krwawi, jest brudna i zdezorientowana. Pamięta, że była z przyjaciółkami na imprezie, ale nie ma pojęcia, co się właściwie wydarzyło. Wie tylko tyle, że nikt nie odpowiada na jej esemesy. Do tej pory wszyscy chcieli być blisko niej, teraz w szkole odwracają się od niej i szepczą za jej plecami. Nic nie pamięta z imprezy, ale ktoś wstawił na Facebooka jej zdjęcia. Zdjęcia, których nigdy nie zapomni.
Naznaczona. Odrzucona. Sama przeciw wszystkim.
(Źródło: Wydawnictwo Feeria Young)

Nie tak dawno temu miałam okazję przeczytać Co mnie zmieniło na zawsze, powieść o podobnej tematyce, ale jednocześnie zupełnie inną. Amber Smith skupiła się na pokazaniu wewnętrznych zmian w ofierze gwałtu i  uświadomieniu jak wielkie spustoszenie wywołuje takie wydarzenie w psychice człowieka. Tam wszystko było czarno-białe: współczułam głównej bohaterce, mogłam zrozumieć i usprawiedliwić jej zachowanie i ani przez chwilę nie wątpiłam, że jest tylko ofiarą. Natomiast Louise O'Neill wpuszcza czytelnika do zupełnie szarej strefy. Emma jest zadufaną w sobie młodą dziewczyną, o bardzo nieprzyjemnym charakterze, taką która nie wzbudziła we mnie żadnej sympatii (założę się, że tak było u większości czytelników). Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, o ile łatwiej przechodzi nam bronienie i usprawiedliwianie ludzi, na których nam zależy. Podobny mechanizm działa w przypadku bohaterów - cieszymy się z sukcesów naszych faworytów, współczujemy im, gdy spotyka ich krzywda i cieszymy się, gdy złoczyńcy dostają zasłużoną karę. To jak mam się czuć w stosunku do Emmy? Nie zrozumcie mnie źle, nikt nie zasłużył sobie na taki los, jaki ją spotkał - to była okropne i druzgocące, ale... sama się o to prosiła?

Mam problem z oceną tej książki. Mam problem z pisaniem jakie emocje we mnie wzbudziła. Bo pozostawiła po sobie zupełny i absolutny mętlik. Mam wrażenie, że autorka chciała z historii Emmy zrobić przestrogę i jeśli taki był jej cel, to świetnie się jej to udało. Obserwowałam, jak bardzo zmienia się charakter dziewczyny oraz jak wielkie piętno odcisnęły na niej te wydarzenia i zmianę w relacjach z bliskimi. To, gdy całe miasto przykleiło do niej etykietę puszczalskiej i kiedy spotkała się z ogólnym ostracyzmem, bo "to przecież tacy dobrzy chłopcy". Ponieważ musicie coś wiedzieć - to nie jest miła książka, w której ofiara dostaje zadośćuczynienie, a złoczyńcy karę. Sama się prosiła to powieść o dziewczynie, która popełniła błąd i to... zmieniło całe jej życie. Napiętnowało. Zniszczyło. Zdruzgotało. 

Jednak z tego wszystkiego to co najbardziej mną wstrząsnęło to relacje Emmy z jej rodzicami i ich zachowanie po tym, jak ich córka została wykorzystana. Ale nawet brak wsparcia i obwinianie nie były tak okropne, jak ich zachowanie na końcu tej historii. Bo w tym momencie nie mogłam ich zrozumieć, a jedynym 'normalnym' członkiem tej rodziny wydaje się brat głównej bohaterki. Tylko, że Bryan chciał dobrze, ale jednocześnie nie było go w pobliżu, żeby mógł zapoczątkować jakąś zmianę i choć wspierał Emmę oraz robił co mógł, żeby jej pomóc, jednocześnie zostawił ją tak jak wszyscy inni. Przez to wszystko nie ma w tej powieści ani jednego bohatera, który wzbudziłby moją sympatię. To nie tak, że nie współczuję Emmie - dziewczyna przeszła przez piekło, a sposób w jaki opisała to autorka jest bardzo obrazowy. Wzdrygałam się czytając przemyślenia dziewczyny i zatopiłam się tak bardzo w jej historię, że dosłownie pochłonęłam ją w jedno popołudnie. Tylko, że sympatia i współczucie to nie koniecznie to samo uczucie. 

Ta powieść to przestroga. I mam ogromną, szczerą nadzieję, że tak właśnie odbiorą ją wszyscy, którym wpadnie w ręce. Dlatego, że Emma mogła podjąć inne decyzje, takie które byłyby "właściwe", jednak - podobnie jak w prawdziwym życiu - tak się nie stało. Louise O'Neill zwraca uwagę na istotny problemy dręczące dzisiejsze społeczeństwo, nie tylko skupiając się na wykorzystywaniu seksualnym, ale także kłopotach, które mogą stworzyć social media. Sama się prosiła to dobra książka (ze względu na warsztat) i naprawdę warta zapoznania się, choćby po to, że historia Emmy może być ostrzeżeniem dla każdej z nas.

Moja ocena: 7/10

Skończyłam czytać: styczeń 2017  r.
Ocena z Lubimy Czytać: 6,91/10
Ilość stron: 342
Okładka: miękka
Data wydania: 11 stycznia 2017 r.
Wydawnictwo: Feeria Young
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Cena (z okładki): 34, 90 zł


To słowo jest jak bicz, który smaga mnie po policzkach. Wypełnia pokój, aż nic nie zostaje,
a ja oddycham tym słowem (gwałt), słyszę wyłącznie to słowo (gwałt),
czuję wyłącznie to słowo (gwałt) i smakuję wyłącznie to słowo (gwałt).



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Feeria Young

Recenzja - „Niepokorna” Madeline Sheehan


Spotykamy ludzi nie bez powodu. Potrzebujemy ich, by odmienić nasze życie,
albo to my mamy zmienić ich życie.

Nie miałam zamiaru czytać Niepokornej - ani opis fabuły, ani oceny na LC mnie do tego nie zachęcały. Ale oczywiście w końcu znalazłam taką recenzję, która ostatecznie przekonała mnie żeby dać tej powieści szansę, a że znalazłam ją w abonamencie... jak to mówią reszta jest historią. 

Metal i skóra. Lojalność i zdrada. Gniew i seks.
Eva Fox jest córką prezesa Klubu Motocyklowego Srebrzyste Demony. Wychowywana przez harleyowców, nie zna innego świata niż ten. Jej życie jest twarde jak źle wyprawiona skóra, surowe jak krajobraz pustyni i odurzające niczym zapach wiatru we włosach.
Deuce West to twardziel, emanujący testosteronem przywódca klubu Jeźdźców z Piekła Rodem. Podobnie jak Eva urodził się i dorastał wśród motocyklistów – ale na tym podobieństwa się kończą.
Los sprawia, że połączy ich miłość pełna pożądania i niepohamowanej namiętności. Gorzka i bolesna. Miłość, która nie zna granic.
To nie jest ckliwa love story. Nie znajdziecie w niej łzawych westchnień, listów pisanych o blasku księżyca, płatków róż rozsypanych pod stopy ukochanej i innych tego typu bzdur. To historia dzika i nieprzyzwoita. Pełna gniewu i nieokiełznanego seksu rozgrywająca się w świecie władanym przez gwałtowne emocje oraz mroczne żądze. Surowa i szorstka opowieść o bezkresnej miłości, która wymaga poświęcenia i sprawia ból. Opowieść, która całkowicie druzgocze i zniewala czytelnika.
(Źródło: Wydawnictwo Czwarta Strona)

To nie będzie długa recenzja, bo szczerze mówiąc będę w szoku jeśli wykrztuszę z siebie więcej niż trzy akapity. Zaczynając od plusów - fajnie, że historia Evy i Deuce'a potrzebowała czasu żeby się rozegrać. Nie żebym po opisie oczekiwała ckliwego love story, ale mimo to, dobrze, że autorka potrafiła rozłożyć w czasie fabułę tak, że całość obejmuje naprawdę długie lata. To sprawiło, że faktycznie chciałam wiedzieć, co będzie dalej, nawet pomimo szerokiej gamy nieprzyjaznych uczuć do tej powieści, które ogarniały mnie podczas lektury.

Styl autorki jest wyjątkowo wulgarny i średnio mogłam go strawić podczas czytania. Potrafię być naprawdę wyrozumiała pod tym względem, bo z reguły przymykam oko na przekleństwa czy wyzwiska i jakoś myślę sobie, że najwyraźniej autor właśnie tak wyobraził sobie danego bohatera czy też grupę. Ale tu... to był po prostu dramat. Nie dość, że naprawdę nie dało się nie zwrócić uwagi na ich ilość to nazywanie wszystkich kobiet określeniem na s już porządnie mnie zdenerwowało. No bo co przepraszam chciała udowodnić autorka? Że niezależnie od jaką rolę dziewczyny odgrywały w gangu czy w życiu męskich bohaterów zawsze traktowano je tak samo? Serio niech mnie to ktoś wyjaśni, bo na pewno nic to nie wniosło ani do fabuły, ani do portretów psychologicznych bohaterów, a pojawiło się częściej niż ich imiona.

Zachowanie i decyzje obojga - zarówno Evy jak i Deuce'a -  sprawiły, że miałam ochotę zadać sobie pytanie, czy Madeline Sheehan świadomie kreowała ich na niezdecydowanych, niekonsekwentnych idiotów (przepraszam za określenie).  Dziewczyna była kochana przez ojca, autorka cały czas było podkreśla, jak wielką ma on władzę, i jednocześnie uwielbiana przez członków Klubu, a mimo to dała się wciągnąć w toksyczną relację z Frankim i nikt nie zwrócił uwagi (łącznie z nią samą), że to psychopatyczny morderca i - tylko być może - życie z nim jej nie służy? Pominę milczeniem fakt, że im była starsza, tym jej decyzje gorsze. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że Madeline Sheehan naprawdę chciała wykreować ją na śliną i niezależną dziewczynę, znającą ciemne strony życia, wychowaną przez twarde środowisko - ale jej działania błyskawicznie zacierały te starania. Plus nie mam pojęcia, dlaczego tak wiele czytelniczek np. patrząc na opinie na Goodreads może uważać Deuce'a za bohatera, w którym można się zakochać. Mam ogromną słabość do bad boy'ów, przez co wszystkie przewinienia wybaczam im znacznie szybciej niż bohaterkom, ale ten tu był po prostu świnią. I serio nie obchodzi mnie, że jego zachowanie można by w jakikolwiek sposób wytłumaczyć czy usprawiedliwić, bo jego działania skutecznie i szybko zmiażdżyły wszystkie ciepłe uczucia, które pojawiły się u mnie na samym początku lektury, albo gdy przypadkiem znów chciałam powiedzieć o nim coś miłego. Och, nie wspominając nawet, że pomiędzy tą dwójką jest osiemnastoletnia różnica wieku.

Jeśli to ma być dark erotic to niech ktoś mnie ostrzega. Moim plusem jest to, że pierwszą książką z tego gatunku, jaką miałam okazję przeczytać był Dotyk ciemności, który pozostawił moje emocje splątane i zagmatwane tak bardzo, że absolutnie nie wiedziałam, co myśleć o tej powieści, poza tym że chcę więcej. Z tym że C.J. Roberts nie kończyła każdego zdania wulgaryzmami i jakoś nie potrzebowała udowadniać na każdym kroku charakteru bohaterów - to po prostu czuło się podczas czytania. Dlatego nie skreślam jeszcze tej odmiany erotyków i nadal mam nadzieję, że w końcu znajdę coś, co mnie zachwyci. Madeline Sheehan zdecydowanie się to nie udało i ja generalnie odradzam Wam Niepokorną, bo jednym jej plusem było to, że faktycznie chciałam wiedzieć jak się skończy, więc w jakimś tam stopniu ta historia jednak wciąga - tylko, że to nie wynagradza jej wad.

Moja ocena: 4/10

Skończyłam czytać: styczeń 2017 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 6,12/10
Ilość stron: 320
Okładka: --- (e-book)
Data wydania: 26 października 2016 r.
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cena (z okładki): 36 zł

Recenzja - „Piętno Midasa” Agnieszka Lingas-Łoniewska


Nic nie jest łatwe na początku. Trzeba być zdeterminowanym, nieustępliwym i upierdliwym.
Głównie względem siebie.

Ci z Was, którzy są ze mną od dłuższego czasu powinni zauważyć, że praktycznie nie czytam twórczości polskich autorów. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia dlaczego, jednak zdecydowanie dużo trudniej mi się przemóc, żeby sięgnąć po powieść naszego rodzimego pisarza niż zagranicznego. Co sprawiło, że Piętno Midasa było inne? Dwie rzeczy - tematyka (po prostu kocham facetów z bronią ;) ) oraz istnienie dwóch alternatywnych zakończeń (czyli coś, z czym zetknęłam się pierwszy raz).

Brudne podwórka wrocławskiego Trójkąta Bermudzkiego... Chłopak, który urodził się w niewłaściwej rodzinie i człowiek, który dał mu szansę. Tylko… na co?
Jakub Rojalski, zabójczo przystojny pasjonat fotografii, podczas przyjęcia weselnego poznaje inspektor Karolinę Linde, szefową wydziału śledczego wrocławskiej policji. Kobieta jest sfrustrowana i przemęczona, ponieważ dochodzenie w sprawie płatnego zabójcy utknęło w martwym punkcie, tymczasem Midas uśmierca kolejne ofiary. Wbrew woli obojga jednorazowy incydent powoli zamienia się w romans, a Jakub uświadamia sobie, że nie potrafi dłużej żyć, tłumiąc w sobie wszelkie emocje. Jednocześnie w jego życiu pojawia się Anka, magister farmacji i maltretowana żona gangstera, marząca o zemście na mężu. Któregoś dnia okazuje się, że Jakub potrafi jej pomóc…
(Źródło: Wydawnictwo Novae Res)

Tak jak wspomniałam, pierwsze co przyciągnęło mój wzrok do tej książki to zapowiedź wizji gangsterskiego półświatka i faceci z bronią. Nie jestem jakoś przesadnie zafiksowana na punkcie mafijnych klimatów, ale skłamałabym mówiąc, że takie powieści mnie nie przyciągają, zwłaszcza jeśli są to romanse :D. Winię za to moje upodobanie do złych chłopców, bo nie ma co ukrywać, że wszyscy moi książkowi mężowie mają coś na sumieniu, więc jak mogłam się oprzeć Midasowi? Ano nie mogłam. Wizja poznania jego historii przyciągała mnie do tej książki jak magnes, ale czy to by wystarczyło, aby przemóc moje opory do polskich pisarzy - tego nie wiem. (Dla jasności to nie jest tak, że moim zdaniem nasi autorzy tworzą złe książki, to tylko moje osobiste uprzedzenia...) Jednak Agnieszka Lingas-Łoniewska pokusiła się na odważny zabieg, który naprawdę chciałam zobaczyć na własne oczy - umieściła w swoim dziele dwa alternatywne zakończenia.

Właśnie wezmę jako pierwsze na tapetę. Przyznam, że to było ciekawe doświadczenie - przypomnijcie sobie ile razy psioczyliście na autora, że ta książka nie powinna się tak skończyć - czyż możliwość wyboru nie jest niebem? Okazuje się, że dla mnie nie do końca ;). Nie żebym klasyfikowała to jako wadę tej powieści, czy miała autorce za złe, ponieważ ponownie stwierdzę, że to coś, czego do tej pory nie widziałam i przyjemnie jest zobaczyć coś innego w książkach. Ale po zakończonej lekturze doszłam do wniosku, że nie koniecznie chciałabym się z tym spotkać ponownie. Widzicie pierwsze z nich było dokładnie takie, jakie z przyjemnością bym zobaczyła, a jednocześnie nie wywołało we mnie żadnych większych emocji. Drugie było odważne, normalnie byłabym pod wrażeniem brawury autorki i tego, że nie boi podejmować się trudnych dla bohaterów decyzji. Tylko, że przez to, że najpierw przeczytałam pierwszy epilog, wiedziałam, że historia Midasa mogła potoczyć się inaczej i przez to jakoś nie poczułam emocji, które serwowała mi alternatywna wersja - a było ich tam sporo. Gdybym miała wybierać? Postawiłabym na drugie zakończenie, bo lepiej pasowało mi do świata Midasa oraz było bardziej nieprzewidywalne.

Jakub i Midas - dwa oblicza jednego człowieka. Pierwszy jest fotografem, troszczy się o starszą sąsiadkę oraz nie potrafi przejść obojętnie obok czyjeś krzywdy. Natomiast drugi... to płatny morderca, nie znający litości, skupiony na swoim celu i spowity gęstą mgłą tajemnic. Ta dwoistość to zdecydowanie nie jedyny problem z jakim przyjdzie się zmierzyć czytelnikowi. Autorka nie podaje mu na tacy oczywistych odpowiedzi i zmusza do stawiania sobie pytań o pojęcie dobra i zła - bo czy nie powinnam nienawidzić człowieka, który morduje z czystą krwią? Niby tak, ale w głębi serca usprawiedliwiam bohaterów, których zdążyłam pokochać i nie inaczej było w przypadku Kuby. Naprawdę lubię też żeńskie bohaterki, choć odrobinę działy mi na nerwy - Karolina trochę bardziej niż Anka. Tę drugą jakoś bardziej mogłam zrozumieć, choć jej działania nie zawsze do mnie przemawiały, Natomiast z panią inspektor miałam ten problem, że naprawdę chciałam, żeby okazała się twardą babką, która nie sobie w kaszę dmuchać, a czasami w obecności Kuby bardziej przypomniała lekko mdłą i naiwną kobietkę. Takich sytuacji nie było wprawdzie dużo, no ale jednak.

Piętno Midasa czyta się naprawdę błyskawicznie. Autorka pilnuje żeby dostatecznie często serwować czytelnikowi 'smaczki', tak aby fabuła nie zdążyła zrobić się nużąca. Mamy tu sporo emocjonujących wydarzeń, które trzymają w napięciu, jednocześnie przeplecionych ze spokojniejszymi wątkami, tak że całość tworzy bardzo przyjemny efekt. Styl jest plastyczny i dość prosty, taki że naprawdę nie wiadomo kiedy skończyła się kartka - po prostu dobrze się to czyta. Książka Agnieszki Lingas-Łoniewskiej byłą pierwszą od dawna, która naprawdę mi się spodobała, a została napisana przez naszego rodzimego autora. Cieszę się, że po tylu nieprzyjemnych spotkaniach z ich twórczością (no dobra nie było ich aż tak dużo), w końcu znalazła się powieść, która zamiast mnie odpychać, sprawiła, że naprawdę jestem ciekawa, co jeszcze może mi zaoferować nie tylko pani Agnieszka, ale także inni polscy pisarze. A uwierzcie mi, że to spore osiągnięcie.

Słowem podsumowania: Piętno Midasa to bardzo dobra powieść, obracająca się w klimatach, które po prostu uwielbiam i za samo to zyskała duży plus, a dodatkowo główny bohater skradł moje serce i jego historia na pewno na dłużej zostanie mi w pamięci. Jeśli lubicie trochę sensacyjnych wydarzeń z gorącym, zakazanym romansem to ta książka na pewno Was nie zawiedzie i potrzyma w niepewności aż do ostatnich stron.

Moja ocena: 7/10

Skończyłam czytać: styczeń 2017 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 7,88/10
Ilość stron: 360
Okładka: miękka z zakładkami
Data wydania: 10 czerwca 2016 r.
Wydawnictwo: Novae Res
Cena (z okładki): 34,90 zł 



Tak bardzo pragnął zapłakać. Wylać łzy, które może w jakiś pokrętny sposób oczyściłyby jego duszę. Lecz z suchych oczu nie popłynęła nawet odrobina wilgoci. Jego zamrożone serce nie potrafiło się rozpuścić. A on nie umiał płakać. Tak jak nie potrafił czuć żalu, wyrzutów sumienia, wzruszeń. Empatia? Twój ból w moim sercu? Nie rozumiał tego wyrażenia. Nie pojmował. 
Kiedyś tak, ale nie teraz.

Podsumowanie roku 2016

W zeszłym roku taki post pojawił się w Sylwestra, ale ponieważ ostatnio jakoś nie idzie mi wyrabianie się w terminarzu, tym razem miniony rok podsumowuję dopiero dziś ;). Koniec grudnia i początek stycznia to ten specyficzny czas, gdy spoglądamy w przeszłość, tworzymy plany oraz postanowienia. Dla mnie ten okres to moment na zerknięcie co można by poprawić lub zmienić (zarówno w moim życiu prywatnym, jak i blogowym) oraz zrobienia podsumowania czytelniczego i jako takich - bardzo luźnych - planów na nadchodzące dwanaście miesięcy.
Poniżej znajdziecie zestawienie książek, które przeczytałam w ubiegłym roku, od najstarszych po najnowsze. Jeżeli na blogu pojawiła się recenzja danej powieści, na pewno jest podlinkowana (wystarczy kliknąć w tytuł).
  • Lauren Oliver Panika     (358)

  • Faye Kellerman Pętla     (495)
  • Laurelin Paige Pokusa     (355)
  • Marie Rutkowski Zdrada     (408)
  • Jojo Moyes Zanim się pojawiłeś     (384)
  • Sarah Dessen Ktoś taki jak ty     (256)



  • Tarryn Fisher Mimo moich win     (304)
  • Laurelin Paige Hudson     (496)
  • Tillie Cole Raze     (400)
  • L.H. Cosway Sześć serc     (480)
  • Estelle Maskame Czy wspominałam, że Cię kocham?     (408)
  • Alice Clayton Nie dajesz mi spać     (400)
  • Virginia Boecker The witch hunter. Łowczyni     (396)
  • Mhari McFarlane Kim jest ta dziewczyna?     (511)
  • Katy Evans Manwhore     (400)
  • Jenny Han, Siobhan Vivian Ogień za ogień     (487)
  • Alice Clayton Z tobą się nie nudzę     (336)
  • Amber Smith Co mnie zmieniło na zawsze     (391)
  • Estelle Maskame Czy wspominałem, że Cię potrzebuję?      (360)
  • J. Daniels Słodkie opętanie     (352)
  • Estelle Maskame Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?     (330)
  • Alice Clayton Nie dzwoń do mnie     (208)
  • Kendall Ryan Working it. Kusząca kariera     (400)
  • Kendall Ryan Jesteś zagadką     (214)
  • Emma Chase Unieważnienie     (416)
  • Emma Chase Skazanie     (424)
  • Katie Alender Bardziej martwa być nie może     (456)

  • Olivia Cunning Za sceną     (304)
  • Olivia Cunning Ostra gra     (320)
  • Olivia Cunning Gorący rytm      (335)
  • Olivia Cunning Mocne uderzenie      (336)
  • Laurelin Paige Znajdź mnie     (336)

Podsumowując...
W sumie w 2016 roku przeczytałam 79 książek i tego wyniku jestem bardzo zadowolona :D. Zwłaszcza, że nie liczyłam tutaj powieści, do których udało mi się wrócić, a musicie wiedzieć, że są miesiące, gdzie mam ochotę tylko odświeżać historie, które już poznałam. Jak widzicie były okresy, gdzie czytałam więcej, a były takie, gdzie mniej... największą niemoc złapałam w lutym, ale jeśliby go pominąć utrzymałam swoje postanowienie dotyczące przynajmniej trzech powieści miesięcznie. W sumie udało się przeczytać ponad 30 000 stron, statystycznie około 2 500 na każde 30 dni - to o 29 powieści i 4 000 stron więcej niż w ubiegłym roku ;).

Na blogu tradycyjnie nie pojawiły się recenzje wszystkich tych książek, z wielu powodów - czasami winny był absolutny brak czasu wolnego w domu (np. w listopadzie), w innych wypadkach okazywało się, że nie mam nic do powiedzenia na temat danej pozycji (np. w przypadku twórczości Olivii Cunning), a czasem okazywało się, że zanim zdążyłam coś napisać nie pamiętałam praktycznie niczego, o czym miałam mówić (więc dochodziłam do wniosku, że dana powieść nie jest warta wspomnienia).

Daruję sobie wybieranie najlepszych i najgorszych książek - tutaj udało mi się wyrobić w grudniu, więc jeśli ciekawi Was, co zrobiło na mnie wrażenie, a co należy omijać szerokim łukiem to serdecznie zapraszam na Hity i kity roku 2016

Przejrzałam też statystyki i wychodzi, że w 2016 r. odwiedziliście mój blog ponad 40 000 razy i to więcej niż mogłam sobie wymarzyć w zeszłorocznym podsumowaniu <3. Dziękuję Wam, że nawet jeśli ja nie mam czasu tu zaglądać, Wy nadal wpadacie, zwłaszcza za wszystkie miłe słowa, które zostawiacie, gdy ja wylewam swoje żale - to naprawdę, naprawdę wiele dla mnie znaczy :). 



Postanowienia noworoczne...
Nie lubię robić noworocznych postanowień, bo rzadko udaje mi się ich trzymać, ale tym razem uczynię wyjątek - tak bardzo jak bym tego chciała, nie mogę wydłużyć swojej doby, a czasem trzeba spać - chciałabym, żeby blog na powrót stał się bardzo ważną częścią mojego tygodnia. Od października było z tym różnie, ale raczej stawiałam go na ostatnim miejscu swojej listy priorytetów, a to bardzo chciałabym zmienić. W styczniu i lutym czeka na mnie całe mnóstwo zaliczeń, stąd nie wiem czy uda mi się zrealizować moje plany od razu, ale chciałabym jakoś unormować choćby pojawianie się postów - i tak podsumowanie będzie pojawiać się pierwszego dnia nowego miesiąca, a posty w każdą środę i sobotę. Postaram się też w końcu pisać coś regularnie do Porozmawiajmy o..., jednak z tym zawsze jest różnie, ponieważ nie cierpię lania wody, a więc brak inspiracji = brak posta.

Czy jest coś, czego Waszym zdaniem tu brakuje? Ten blog jest ważną częścią mojego życia i uwielbiam pisać, ale przecież nie robię tego tylko dla siebie ;). Jeśli macie jakieś uwagi, zastrzeżenia, propozycje... proszę dajcie mi znać, a ja w klimacie noworocznych postanowień postaram się coś zmienić/ulepszyć, żebyście mieli po co tu zaglądać.





Hity i kity mijającego roku


Jako że już jutro pożegnamy rok 2016 i zewsząd otacza nas ten specyficzny klimat podsumowań, ja również mu uległam i przygotowałam dla Was zestawienie pięciu najlepszych i najgorszych książek (prawie) minionego roku. 
Dodatkowo gorąco zachęcam Was do zajrzenia jutro na bloga, gdzie pojawi się faktyczne, czytelnicze i blogowe podsumowanie roku 2016 :).




TOP 5 najlepszych książek przeczytanych w 2016 r.








Zanim się pojawiłeś Jojo Moyes
Powieść Jojo Moyes rozbiła moje serce na milion kawałków, zachwyciła, zasmuciła, sprawiła, że pokochałam całym sercem historię Lou i Willa i jednocześnie ją znienawidziłam. To książka, która na stałe wbiła się do grona moich ulubionych powieści, bo jest rewelacyjna - po prostu.

Zdrada Marie Rutkowski
Kontynuacja Pojedynku, która przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Okazało się, że Marie Rutkowski wie jak ciągać czytelnika za serce i nie waha się go złamać. Genialna fabuła, rewelcyjni bohaterowie, gęsta sieć kłamstw i intryg - to właśnie największe zalety tej powieści, sprawiające że ta pozycja wyróżnia się wśród innych książek młodzieżowych i spokojnie można ją polecić i starszym odbiorcom, bo na pewno się nie zawiodą. RECENZJA

Taniec w ogniu Josephine Angelini
Pisząc o Próbie ognia stwierdziłam, że była to książka, która przywróciła moją wiarę w to, że młodzieżowa fantastyka ma jeszcze do zaoferowania coś nowego, intrygującego, coś co faktycznie może mi się spodobać. I uwierzcie mi, że druga część jest jeszcze lepsza ;). Nie brak tu nagłych zwrotów akcji, odrobiny miłości i przede wszystkim magii. RECENZJA

Magia zabija Ilona Andrews
Jak widzicie moje zestawienie opanowały kontynuacje i ta pozycja nie jest wyjątkiem. Na piąty tom o Kate czekałam pawie pięc lat (!) i było na co. To rewelacyjna seria urban fantasy, która podbiła moje serce jeszcze w gimnazjum i od tej pory cały czas utrzymuje się w górnych pozycjach mojego osobistego rankingu.

Z mgły zrodzony (seria Ostatnie imperium) Brandon Sanderson
Sanderson zdobył moje serce jeszcze w zeszłym roku dzięki Drodze królów. Cała seria Ostatnie Imperium jest genialna i ma w sobie dokładnie to, co wyróżnia fenomenalne powieści od tych po prostu dobrych - wartką akcję, rewelacyjnych bohaterów, fabułę, która naprawdę potrafi zaskoczyć i wątek romantyczny nie dominujący, ale jako taka malutka, czerwona wisienka na torcie.



TOP 5 najgorszych książek przeczytanych w 2016 r.
#1 W ogień Ewa Seno (2/10)
Najgorsza książka, jaką przeczytałam w tym roku - absurd goniący absurd, bohaterowie, których wręcz nie da się polubić, fabuła przewidywalna do szpiku kości. Nie chcę się w to jeszcze raz zagłębiać, więc jeśli chcecie się dowiedzieć czegoś więcej to odeślę Was do recenzji - KLIK.

#2 Working it. Kusząca kariera Kendall Ryan (3/10)
Powieść, która miała być odskocznią na jeden wieczór, a okazała się tak fenomenalnie zła, że miałam ochotę walić głową o ścianę. Czytając pierwszą połowę tej książki, nie spodziewałam się, że w drugiej będzie tak źle. Brr - nawet wspominanie tego doświadczenia boli. RECENZJA

#3 Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno Kristy Mosley (4/10)
Mogło być dobrze, wyszło fatalnie. Przesłodzona fabuła i nieznośni bohaterowie oraz próba grania na uczuciach czytelnika za pomocą złych zwrotów akcji. Jaki jest sens przez 3/4 książki opierać się na cukierkowym romansie, żeby w ostatnich stronach zarzucić bohaterów wszelkiego rodzaju gównem? RECENZJA

#4 Druga runda Caren Lissner (5/10)
Książka Caren Lissner zupełnie do mnie nie przemówiła - nie była najgorsza (obiektywnie), ale rzadko przebrnięcie przez fabułę powieści zajmuje mi tyle czasu. Generalnie najgorsze było to, że autorka nie wprowadziła absolutnie żadnych wydarzeń, które trochę podkręciłyby tempo, przez co ta pozycja była po prostu nudna.

#5 Ocalenie Callie i Kaydena Jessica Sorensen (5/10)
Pierwsza część była naprawdę rewelacyjna - Jessica Sorensen potrafiła tak przedstawić fabułę, że choć schemat wydawał się znajomy, to i tak z niecierpliwością odwracałam kolejne strony, chcąc się dowiedzieć wszystkiego o bohaterach. Natomiast w życiu nie spodziewałam się, że po tak dobrym pierwszym tomie, ten będę oceniać tak nisko. Ponieważ ogólnie nie musiałam go czytać - wszystko potoczyło się dokładnie takim torem jak we wszystkich innych książkach tego typu, tyle że było bardziej rozwleczone. To chyba mój największy tegoroczny zawód. RECENZJA



A jak takie zestawienie wyglądałoby u Was? ;)

O tym jak studia odbierają chęci


Jak pewnie mogliście ostatnio zauważyć ostatnio tak rzadko zaglądam na bloga, że prawie zapominam, że go mam, co mnie absolutnie przeraża  :D. Nie czytam, nie piszę, nie oglądam seriali... wszystko zaczyna i kończy się na nauce... I tak słowem wyjaśnienia mojej nieobecności i potrzeby wyżalenia się o godzinie 1:30 postanowiłam napisać ten post. Dlaczego tak późno? To bardzo smutno zabrzmi (patrząc na to, że wstałam o 7), ale to moja pierwsza wolna chwila dzisiaj.

Słowem wstępu
Aktualnie jestem studentką Politechniki Wrocławskiej, na wydziale Podstawowych Problemów Techniki.Nikt nie neguje faktu, że PWr to jedna z najlepszych uczelni technicznych w Polsce i że od wybranego kierunku będzie zależała ilość nauki - wiedziałam to, wybierając miejsca, gdzie chcę złożyć papiery po maturze. Czego nie wiedziałam? Cóż poza faktem, że mam naprawdę wymagający, wyjątkowo interdyscyplinarny kierunek, to że sporo zależy również od wydziału na jakim będzie się on znajdował. Nie żebym miała jakiś wybór w tym zakresie, ale dopiero później dotarło do mnie, że z jakiegoś powodu władze naszej katery uznały, że studentowi jest potrzebne tu wszystko - począwszy od typowych przedmiotów na uczelniach technicznych takich jak analiza, algebra, czy podstawy fizyki przez chemię, biologię, anatomię, fizjologię, elektronikę, programowanie itd., aż po wprowadzenie do filozofii, przedsiębiorczość czy komunikację społeczną. I oczywiście wszyscy sądzą, że to właśnie ich przedmiot jest najważniejszy.

To nie tak, że nie lubię swoich studiów
Naprawdę! Kiedy myślę sobie o swoim kierunku podoba mi się to, co wybrałam. Jasne, że mam chwile zwątpienia, ale tak serio jestem całkiem zadowolona... Poza momentami, kiedy nienawidzę tego, co muszę zrobić, a ilość obowiązków i nauki zwala mnie z nóg. Ciekawych zajęć jak ze świecą szukać, ale coś tam udaje mi się znaleźć - szkoda tylko, że jest tego tak mało. 
Pierwszy vs drugi rok
Nie wiem, czy to ja byłam mądrzejsza, ale mam wrażenie, że z semestru na semestr nie dość, że potrzebuję coraz więcej czasu na naukę, to mam coraz mniej wolnego. Wszyscy powtarzali, że jak się przebrnie przez pierwszy rok, to później jest już tylko lepiej. No cóż ja tam tego jeszcze nie widzę. I zaczynam mieć dość - autentycznie powoli wysiadam. W poprzednim roku nawet jak były te cięższe tygodnie to jakoś nie miałam problemów ze znalezieniem godziny dziennie dla książki, serialu czy bloga. Teraz nie mam nawet tego. I wiecie, co jest najgorsze? Że mam świadomość, że brak odpoczynku wcale nie zwiększa mojej produktywności, ale ponieważ brakuje mi czasu na sen, nawet nie myślę, żeby dotknąć jakoś powieść. 

Wiem, że się nad sobą użalam
Serio mam taką świadomość. Ale gdzie wylać swoje smutki, jak nie tu? :D I przy okazji trochę wyjaśnić okoliczności swojego zniknięcia ;). Nie porzuciłam czytania, pisania ani bloga, ale aktualnie te trzy rzeczy są na końcu mojej listy priorytetów. Mam nadzieję, że w trakcie przerwy świątecznej (yay, to już za dwa dni!) znajdę trochę czasu na blogowanie, bo naprawdę za tym tęsknię. Jednak prawda jest taka, że na horyzoncie majaczy już widmo sesji zimowej, a zaraz po wolnym czekają mnie zaliczenia z wykładów, ćwiczeń i laborek. I powiedzcie mi jak tu żyć? 




Drogi Czytelniku,
Bardzo miło gościć Cię w moich skromnych progach. Jeśli podobało Ci się tutaj lub masz jakieś zastrzeżenia czy uwagi, daj mi o tym znać. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej :).
Całusy
Ola

PS. Jeśli sam prowadzisz bloga, zostaw link, łatwiej będzie mi Cię odwiedzić, jednak poza nim, chyba wypadałoby napisać coś więcej? ;)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka