Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Colleen Hoover. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Colleen Hoover. Pokaż wszystkie posty

Recenzja - „Maybe someday” Collen Hoover


Dziwne, czasami wystarczy, że ktoś nas przytulał kilka minut, żebyśmy potem już nigdy nie czuli się tak samo. W chwili, gdy ten ktoś wypuszcza cię z objęć, czujesz się tak, jakby zabrał ze sobą jakąś część ciebie.

Ponad rok temu w recenzji Ugly love napisałam, że moja przygoda z twórczością Collen Hoover dobiegła końca i pewnie byłaby to prawda, gdyby nie to, że zanim to powiedziałam, na mojej półce wciąż zalegało Maybe Someday. Zakładam, że ta książka czekałaby na swoją kolej jeszcze dłużej, gdyby nie to, że podczas przeprowadzki znalazła się na samej górze pudła i to właśnie ją zgarnęłam do czytania w aucie. Jak się udało moje spotkanie z kolejną książką Hoover?

On, Ridge, gra na gitarze tak, że porusza każdego. Ale jego utworom brakuje jednego: tekstów. Gdy zauważa dziewczynę z sąsiedztwa śpiewającą do jego muzyki, postanawia ją bliżej poznać.
Ona, Sydney, ma poukładane życie: studiuje, pracuje, jest w stabilnym związku. Wszystko to rozpada się na kawałki w ciągu kilku godzin.
Wkrótce tych dwoje odkryje, że razem mogą stworzyć coś wyjątkowego. Dowiedzą się także, jak łatwo złamać czyjeś serce…
(Źródło: Wydawnictwo Otwarte)

Już o tym wspominałam, ale napiszę jeszcze raz - byłam pewna, że książki Collen Hoover po prostu nie są dla mnie. Przy Hopeless, Pułapce uczuć czy wspomnianego wcześniej Ugly love nie uznałam je za nic więcej niż po prostu urocze historie. Nie mogłam się zżyć z bohaterami, a ich dramaty zamiast dotykać mnie żywego, wcale nie wpływały na moje emocje, bo bądź co bądź byłam pewna, że wyjdą z nich i odejdą razem w stronę zachodzącego słońca. I to trochę śmieszny zarzut, bo przecież książek bez happy endu szuka się jak igły w stogu siana. Stąd też nigdy nie nazwałam Hoover złą pisarką, ale odpuściłam sobie jej twórczość. Wyobraźcie sobie więc moje zdziwienie, kiedy okazało się... że ta książka naprawdę mi się podoba. 
Czasami potrzebujemy złych dni, żeby spojrzeć z właściwej perspektywy na te dobre.
Maybe someday opiera się na zagmatwanym romansie, a przy tym brak jej typowych dla tych historii gigantycznych dramatów, bo i losy Ridge'a i Sydney jest wystarczająco skomplikowane bez nich. Dziewczyna właśnie dowiedziała się, że chłopak zdradza ją z najlepszą przyjaciółką aka współlokatorką i została bez domu. Ridge jest utalentowanym muzykiem, który świetnie pisze muzykę, ale przeżywa blokadę twórczą i nie może ułożyć do niej tekstów. Teksty do piosenek w zamian za zakwaterowanie - taką umowę zawierają bohaterowie. I w tradycyjnej książce tu właśnie rozpoczynałby się płomienny romans, gdyby nie to, że to właśnie nie jest aż tak tradycyjny romans. Tu zakończę swój wywód o fabule, bo reszty musicie dowiedzieć się sami - przecież nie mogę zdradzić wszystkich niespodzianek.
Nie chcę się z nią żegnać, skoro tak naprawdę wcale nie chcę, żeby odchodziła.
Za to mogę powiedzieć, że bohaterowie podbili moje serce. Nie są idealni, oboje mają swoje słabości, ale to chyba właśnie to tak mnie w nich urzekło. Sydney to silna dziewczyna, która stara się pozbierać po paskudnym rozstaniu i ułożyć sobie życie na nowo. Za to Rigde ma poukładane życie - cel, przyjaciół, zespół - wszystko komplikuje się właśnie po poznaniu Sydney. I choć były momenty, kiedy naprawdę go nienawidziłam, to uczciwie przyznam, że podbił moje serce. Jasne, popełnił mnóstwo błędów, będących skutkiem gównianych decyzji, ale kurczę jest w nim coś takiego, co sprawiło, że trzymałam za niego kciuki do samego końca. Czytelnik ma okazję zerknąć na fabułę z perspektywy obu bohaterów, bo narracja jest prowadzona dwutorowo, a rozdziały z perspektywy Sydney i Ridge'a przeplatają się. To daje nam okazję do poznania uczuć ich obojga, dzięki czemu fabuła sporo zyskuje. 

Całość dopełniają piękne teksty piosenek, które pojawiają się co parę rozdziałów. Tak jak wiersze z Pułapki uczuć raczej nie przypadły mi do gustu, tak te idealnie się wpasowały się w fabułę Maybe someday i były po prostu piękne. Całość dopełnia naprawdę lekki styl Hoover, który chwaliłam już poprzednio, nawet mimo rozczarowania treścią. Kolejne rozdziały dosłownie przelatują między palcami, więc całość czyta się bardzo szybko. Dodatkowo pisarka bardzo plastycznie operuje historią, płynnie przechodząc między wątkami, co nie pozwala się nudzić. No i na dodatek do mojego zeszytu trafiło kilka nowych, wspaniałych cytatów. 
Często usiłujemy ukryć nasze uczucia przed tymi, którzy powinni je poznać. Ludzie skrywają emocje, zupełnie jakby ujawnienie ich było czymś złym.
Jestem zdziwiona, że ta książka tak bardzo mi się podobała. Po poprzednich, nieudanych podejściach do książek Hoover Maybe someday pewnie przeleżałaby na półce jeszcze trochę, a ja nie wiedziałabym jak świetną historię tracę. A ta, choć do pewnego stopnia przewidywalna i tak trzymała mnie w napięciu, na tyle, że nie mogłam się od niej oderwać. Okazało się, że to była idealna książka, żeby zacząć wakacje - nie tak ciężka jak dobra fantastyka i nie typowe, denne, odmużdżające romansidło. Jeśli jesteście fanami Collen na pewno Was nie zawiedzie. A jeśli, podobnie jak ja, nie zachwycała Was poprzednia twórczość autorki, to zachęcam do dania jej kolejnej szansy. Kto wie, może nie tylko dla mnie okaże się przyjemnym zaskoczeniem? 

Moja ocena: 8/10

Skończyłam czytać: lipiec 2018 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 8,28/10
Ilość stron: 440
Okładka: miękka z zakładkami
Wydawnictwo: Otwarte
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
Cena (z okładki): 36,90 zł


And if I can’t be yours now
I’ll wait here on this ground
Till you come, till you take me away
Maybe someday...

Recenzja - „Ugly Love” Colleen Hoover


Miłość nie zawsze jest ładna. Czasami wciąż masz nadzieję, że w końcu będzie inaczej. Lepiej.
A potem, zanim się zorientujesz, znowu jesteś w punkcie wyjścia, a serce zgubiłeś gdzieś po drodze.

Z bólem serca stwierdzam, że chyba nigdy nie zostanę fanką Colleen Hoover. Naprawdę starałam się dostrzec w jej twórczości "to coś", iskrę która sprawia, że ma całe rzesze oddanych fanów. Tylko, że... nie umiem. Dotychczas miałam okazję zetknąć się z Hopeless (której fenomenu do dziś nie rozumiem), Losing Hope, Pułapką uczuć czy Nieprzekraczalną granicą - czyli jak widzicie trochę tego było. Jednak zastanawiam się, czy Ugly Love nie zostanie ostatnią książką autorki w moim czytelniczym dorobku.

Serca zaczynają szybciej bić, obietnice zostają złamane, reguły przestają obowiązywać…
Kiedy Tate, początkująca pielęgniarka, wprowadza się do mieszkania swojego brata, nie spodziewa się tak gwałtownych zmian w życiu. Wszystko przez przystojnego pilota Milesa Archera. 
Miles ustala tylko jedną regułę ich związku: nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości. Gdy ta sytuacja staje się nie do wytrzymania i prowokuje do pytań, ożywają jego dramatyczne wspomnienia.
Tej powieści się nie czyta, tylko przeżywa – całą sobą, sercem i duszą, a po zakończeniu nic już nie jest takie samo.
(Źródło: Wydawnictwo Otwarte)

Jest coś takiego w twórczości Colleen Hoover, że choćbym nie wiem jak się starała, jej książki nie wywołują we mnie praktycznie żadnych emocji. Nie mam pojęcia dlaczego, ale nie potrafię wczuć się w sytuacje, z którymi muszą zmierzyć się bohaterowie i przeżywać ich razem z nimi. Być może problem leży w tym, że choćby nie wiem jak koleiste będą ich drogi, tak czy siak skończą razem, pełni szczęścia i nadziei na lepsze jutro. I tak, wiem, że u innych również braku happy endu szuka się jak igły w stogu siana, ale z jakiegoś powodu u Hoover wyjątkowo mi to przeszkadza. Chociaż może to złe słowo - chodzi mi bardziej o to, że nie mam wątpliwości, że takowy się pojawi. I tak też było w przypadku Milsa i Tate, choć byłam ciekawa co się zdarzyło w przeszłości mężczyzny, to ich wspólne losy były dla mnie pewne. To sprawiło, że nie porwały mnie ich perypetie i reagowałam na nie z wyjątkową wręcz (dla mnie) obojętnością.

W książce czytelnik dostaje dwa różne wątki czasowe - teraźniejszość z  perspektywy Tate przeplata się z przeszłością opowiadaną przez Milesa, przy czym pierwsze rozdziały są napisane tradycyjnie, a drugie... już nie tak bardzo. Autorka postanowiła wyśrodkować tekst i napisać go w formie przypominającej wiersz (?). Tak mi się zdaje, bo pierwsze skojarzenie miałam ze poezją, którą Colleen Hoover umieściła w Pułapce uczuć i teraz - tak jak wtedy - tu również bardziej mnie to zirytowało niż zachwyciło. To po prostu nie moja bajka, mogłabym przymknąć oko, gdyby były to tylko wstawki, ale w momencie, gdy stanowiło to połowę powieści oraz fabuły, sprawiło, że nie najlepiej mi się to czytało.

Nie wiem dlaczego, ale nie polubiłam ani Tate ani Milesa. Dziewczyna na zmianę albo wszystko analizuje albo roztkliwia się jak bardzo pożąda pewnego pilota. Zupełnie brak jej wyrazistości, czegoś co sprawiłoby, że warto ją zapamiętać. Miles natomiast w przeważającym stopniu jest dupkiem - przepraszam za wyrażenie. I jasne że, można go usprawiedliwiać, ale dlaczego powinnam? Nie wspominając nawet, że jakoś nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek mógłby wejść w układ z facetem, który jasno ci mówi, że nie możecie rozmawiać o niczym poza aktualną chwilą i generalnie wyrzuca cię z mieszania po zakończonym stosunku. No proszę Was - takie rzeczy po prostu się nie dzieją. Zastanawiam się, co jeszcze mogłabym napisać, ale prawda jest taka, że to po prostu książka, o której łatwo zapomnieć i nie mam nic więcej do powiedzenia, bo po prostu nie wywołała we mnie żadnych emocji, poza pewną dozą irytacji.

Zawsze mam problem z oceną książkę Hoover, bo (w teorii) obiektywnie rzecz biorąc wiem, że nie jest to najgorsza książka. To nie jest nawet tak, że mi się nie podobała. Jednakże jest wyjątkowo... płaska. Nie poczułam praktycznie żadnych emocji, fabuła była stosunkowo przewidywalna, a bohaterowie nie do końca w moim guście. Ot, takie czytadło na jeden wieczór, które nie wywarło na mnie większego wrażenia.

Moja ocena: 5/10

Skończyłam czytać: styczeń 2017 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 8,22/10
Ilość stron: 340
Okładka: miękka z zakładkami
Data wydania: 13 kwietnia 2016 r.
Wydawnictwo: Otwarte
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
Cena (z okładki): 36,90 zł




Zabawne. Czasem milczenie jest bardziej wymowne niż wszystkie słowa świata.
Czasami moje milczenie mówi : nie wiem jak z tobą rozmawiać. Nie wiem, co sobie myślisz.
Mów do mnie. Powtórz mi wszystko, co kiedykolwiek powiedziałeś.
Wszystkie słowa. Zacznij od pierwszego.


#9 Recenzja - Pułapka uczuć



,,Nie podchodźcie do życia zbyt poważnie. 
Dajcie mu w pysk, kiedy na to zasługuje."

Długo zabierałam się za książkę Colleen Hoover, mimo że spotkałam się wcześniej z tą autorką w ,,Hopeless", które przypadło mi do gustu. Żałuję jednak, że sięgnęłam po nią zaraz po,,Kochając Pana Danielsa", chociaż na własne usprawiedliwienie, nie spodziewałam się fabuły o tej tematyce, gdyż nawet nie zajrzałam do innych recenzji, a w opisie nie znalazłam takiej sugestii. I, tak, wiem, że ,,Pułapka uczuć" była pierwsza na polskim rynku i to tylko moja wina, że tak sobie dobrałam kolejność lektury, ale co poradzić? 

Layken jest kompletnie załamana po stracie ukochanego ojca, a do tego jej mama postanowiła sprzedać rodzinny dom w Texsasie i wyprowadzić się do odległego Michigan. Dziewczyna wraz z młodszym bratem starają się dostosować do nowej sytuacji, ale jak poradzić sobie, kiedy twoje życie wywraca się o trzysta sześćdziesiąt stopni? Zarówno Lake, jak i Kel nie spodziewają się, że rodzeństwo Cooper'ów, z naprzeciwka, tak bardzo wpłynie na ich życie i pomoże im przebrnąć przez tajemnicę, którą skrywa Julia.

Może zacznę od pozytywów - w zasadzie uwielbiam lekkie pióro Colleen. Nigdy nie zastanawia mnie co dokładnie chciała przekazać autorka, albo czy tu przypadkiem tłumacz nie popełnił błędu. Dzięki temu książkę czyta się niesamowicie szybko, kolejne kartki wręcz same się przewracają. Doceniłam to, tym bardziej, przy długich fragmentach slamu. Hoover porusza w swoich dziełach tematy trudne, bolesne i ta książka nie jest wyjątkiem.

Zastanawia mnie tylko, co miało mnie zaintrygować w ,,Pułapce uczuć"? Czy był jakiś krótki wątek nie kręcący się w okół Willa i Lake, który miał sprawić, że z niecierpliwością będę odwracać strony, a ja go przegapiłam? Nawet sama tajemnica Juli tylko na chwilę przykuła moją uwagę. Bolało mnie to, że mogłam w każdej chwili odłożyć tę książkę i wcale nie miałam potrzeby czytać dalej. Nie przepadam też za poezją, a jednak sporą część powieści stanowi slam, może nie aż tak istotną fabularnie, ale naładowaną wiadomościami i mnóstwem emocji. Ale to akurat potraktujcie jako moją osobistą dygresję... Poza tym niesamowicie irytowała mnie "nieżyciowość" Layken. To nie tak, że była aż tak samolubna i zapatrzona w siebie - ale właśnie tak wypadała na tle odpowiedzialnego, rozsądnego Will'a. Mam wrażenie, że autorka za bardzo się zagalopowała przy kreacji tych bohaterów i powinna oboje trochę wypośrodkować (zwłaszcza, że nie dzieliła ich wcale taka duża różnica wieku)... Nie przypadł mi też do gustu początek... Wszystko działo się zbyt szybko i było stanowczo przesłodzone.

Zdaję sobie sprawę, że ta książka ma wielu fanów - mam nadzieję, że wam się nie naraziłam - i bardzo dobre opinie. Mnie jednak zawiodła, choć tak jak już pisałam, żałuję sięgnięcia po nią zaraz po książce Brittainy C. Cherry, ponieważ mogłabym ją inaczej odebrać powiedzmy za pól roku... Nie mówię, że nie widziałabym jej wad, ale chyba inaczej odebrałabym całokształt. Od siebie mogę polecić tą pozycję wszystkim fanom romansów, którzy oczekują trochę przeszkód na drodze zakochanych oraz wszystkim wielbicielom gatunków Young i New Adult :)

Moja ocena : 6/10

Skończyłam czytać : lipiec 2015 r.
Ocena z Lubimy Czytać : 8,1/10 
Ocena z empik.com : 4,8/5 
Ilość stron : 286 
Okładka : miękka
Data wydania : 23 kwietnia 2014 r.
Wydawnictwo : W.A.B.
Cena (z okładki) : 39,90



,,Twoje serce mówi: mam dość
W co ty mnie pakujesz?
Ale kiedy coś czujesz
Możesz wznieść się wysoko, dokąd tylko chcesz.
-Living of Love, The Avett Brothers"


Książka przeczytana w ramach wyzwania : Czytam Opasłe Tomiska
4/52

Czytaliście? Co Wy myślicie o "Pułapce uczuć" Colleen Hoover? :)

PS. Czy tylko mnie boli, że za książkę, która nie ma nawet trzystu stron wymaga się czterdziestu złotych? 


Drogi Czytelniku,
Bardzo miło gościć Cię w moich skromnych progach. Jeśli podobało Ci się tutaj lub masz jakieś zastrzeżenia czy uwagi, daj mi o tym znać. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej :).
Całusy
Ola

PS. Jeśli sam prowadzisz bloga, zostaw link, łatwiej będzie mi Cię odwiedzić, jednak poza nim, chyba wypadałoby napisać coś więcej? ;)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka