Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty

#42 Recenzja - Zdrada [PRZEDPREMIEROWO]


Czasem myślisz, że bardzo czegoś potrzebujesz,
a tak naprawdę powinieneś pozwolić temu odejść.

Niecierpliwie oczekiwałam kolejnego tomu serii Niezwyciężona. Po genialnym Pojedynku, który przecież był dopiero pierwszą częścią nie mogłam się doczekać premiery Zdrady. To miała być przyjemność dawkowana - rozdział jednego dnia, rozdział drugiego... jednak książka Marie Rutkowski wciągnęła mnie bez reszty i już po pierwszym rozdziale wiedziałam, że nie będę mogła się na niczym skupić, jeżeli nie dowiem się, jak się skończy. Czego nie przewidziałam? Tego, że nie będę mogła się na niczym skupić również po jej przeczytaniu oraz tego, że pozostawi po sobie ogromnego kaca książkowego.

Poza opisem recenzja NIE zawiera spojlerów z poprzedniej części.


Czasem zbrodnią jest słuchanie głosu swojego serca…

Większość dziewcząt marzy o królewskim ślubie, o balach, fajerwerkach i ucztach do świtu. Dla Kestrel jednak ślub oznacza życie w klatce, którą sama zbudowała. Obawia się wyznać Arinowi prawdę o zaręczynach: że zgodziła się na małżeństwo z księciem pod warunkiem, że Arin odzyska wolność. Bo czy może mu ufać? I czy może w ogóle ufać samej sobie? Jest przecież mistrzynią iluzji jako szpieg na królewskim dworze. Jeśli zostanie nakryta, jej własny kraj ogłosi ją zdrajczynią. Nie może jednak zrezygnować z podjęcia próby zmiany swojego bezwzględnego świata… co doprowadzi ją do szokującego sekretu.
Jak wysoka może być cena niebezpiecznych kłamstw i niegodnych zaufania sojuszy?

(Źródło: Wydawnictwo Feeria Young)

Marie Rutkowski zdecydowanie wzięła sobie za cel sprawienie, że jej czytelnicy będą zwijać się i skamleć w oczekiwaniu na kolejną część. Naprawdę się jej udało, no bo proszę Was - jak można tak skończyć książkę? I to znowu?! Ja naprawdę nie jestem wyrozumiała, ale polecam zaopatrzyć się w piłeczkę antystresową, bo powieść urywa się w takim momencie, że chce się biec do sklepu i zatopić w kolejną część. Aktualnie mam ochotę przeglądać księgarnie w poszukiwaniu oryginału, choć nigdy nie robię tego, jeśli dana seria ma szansę pojawić się u nas przetłumaczona. To powinno Wam wiele powiedzieć, jak bardzo pragnę kolejnego tomu. Już. Teraz.

Nieczęsto, ale zdarza się, że po przeczytaniu ostatniego zdania w książce ze złami w oczach patrzę przed siebie i zadaję sobie to magiczne pytanie "Jak to się mogło stać?" okraszone najczęściej paroma dodatkowymi, niecenzuralnymi słowami. Oznacza to dwie rzeczy: pierwsza i zapewne dla Was ważniejsza, przeczytana historia zatrzęsła na chwilę moim światem i naprawdę, naprawdę warto po nią sięgnąć oraz drugą, że nienawidzę autora seria/książka awansuje do moich ulubionych. Od dawna wychodzę z założenia, że bardzo dobra powieść to taka, która zatrzęsie moim światem i sprawi, że nie będę beznamiętnie odkładać jej na półkę. Pojedynkowi udało się mnie zachwycić, ale to Zdrada złapała moje serce w żelazną pięść i to po jej zakończeniu mam ochotę zwinąć się w kłębek z przytulonymi do sobie książkami Marie Rutkowski i właśnie tak oczekiwać kontynuacji. 

Najważniejsza sprawa - absolutnie nic nie potoczyło się tak, jak myślałam. Autorka wzięła moje domysły, zwinęła w kulkę i rzuciła do kosza, udowadniając, że potrafi wstrząsnąć czytelnikiem. Dorzucie do tego wspaniale wykreowany świat i bohaterów, którzy potrafili podbić moje serce i macie przepis na powieść, którą pokocham. Arin i Kerstel to jedna z tych niewielu par, których kibicuję z całego serca i nie do końca chodzi mi o sam romans. W momentach pełnych napięcia, kiedy nic nie toczy się po ich myśli, zaciskam pięści i marzę, że jednak uda im się wybrnąć z kolejnej niebezpiecznej sytuacji, że być może tym razem wszystko się uda. Wspomniałam już o tym przy okazji recenzji Pojedynku - uwielbiam Arina, ale jestem zaskoczona, że aż tak zżyłam się z Kestrel, ponieważ niestety rzadko się zdarza, abym pałała sympatią do głównej żeńskiej postaci. Autorce udała się trudna sztuka - wykreowanie głównych bohaterów, takich, że jednej nie jest tylko tłem dla decyzji drugiego, ale oboje są tym rodzajem ludzi, że czytelnik po prostu chce im kibicować.

Zdrada unika symptomu drugiej części i zachwyca niebanalnym rozwojem wydarzeń oraz historią, która pochłania czytelnika bez reszty. Dzięki temu mogę raz jeszcze podpisać się pod własnymi słowami na temat Pojedynku, a seria Niezwyciężona awansowała do grona moich ulubionych powieści. Jeśli macie jeszcze jakiekolwiek wątpliwości czy sięgnąć po książki Marie Rutkowski to nie wahajcie się ani chwili dłużej i wyruszajcie na podbój księgarni, bo ta historia absolutnie nie może Wam przejść koło nosa.

Moja ocena: 10/10

Skończyłam czytać: marzec 2016 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 8,45/10
Ilość stron: 408
Okładka: miękka
Data wydania: 17 marca 2016 r.
Wydawnictwo: Feeria Young
Tłumaczenie: Joanna Wasilewska
Cena (z okładki): 34,90 zł



Te wspomnienia były dziwne.
Były jak sieć krzyżujących się ze sobą, nawarstwiających się blizn, w których
można byłoby próbować dostrzec jakiś schemat, gdyby nie świadomość tego,
że bat trzymał ktoś, kto bił bez umiaru i bez zastanowienia.
Dawne rany wciąż broczyły uczuciami i wciąż piekły.



Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young.


Książka przeczytana w ramach wyzwania:

Książkę możecie nabyć między innymi na empik.com

#10 Recenzja - Pisane szkarłatem



-Wrona w recepcji, szczeniak w sortowni,
 a na zewnątrz szalony Wilk – mruknęła
 do siebie – Czy ten dzień może być gorszy?
Najwyraźniej mógł – ale na szczęście
 Meg zauważyła robaka,
którego Jake wrzucił jej na przeprosiny do herbaty,
zanim go połknęła

Tak jakoś się złożyło, że dawno nie było tu fantastyki. Dlatego powraca ona w recenzji książki jednej z moich ulubionych autorek Anne Bishop. Zakochałam się w jej twórczości dzięki ,,Córce Krwawych" i ta miłość trwa do dziś, także nie mogłam przejść obojętnie obok jej następnej serii ,,Inni".

Bishop kreuje swoje światy w dość specyficzny sposób, dlatego sprawia mi pewną trudność opis fabuły. Z tego powodu będę posiłkować się opisem z okładki i Krótką historią świata. Czuję potrzebę przytoczenia fragmentu zwłaszcza tego drugiego, ponieważ to właśnie dzięki temu dostajemy wgląd w uniwersum stworzone przez autorkę i na tej podstawie możecie dowiedzieć się czy jest to powieść w stylu, który przypadnie Wam do gustu :)

,,Dawno, dawno temu Namid zrodziła wszelkie istoty żywe - w tym te nazywane ludźmi. Podarowała ludziom żyzne obszary samej siebie [...], a znając ich delikatną naturę, jak również naturę innych swoich dzieci, odizolowała ich, by mieli szansę przeżyć i rozwijać się. [...] Rozmnażali się i rozprzestrzeniali się po swojej części świata, aż natrafili na dzikie miejsca. To wtedy odkryli, że resztę świata zasiedlają inne dzieci Namid. Jednak Inni nie dostrzegli w ludziach zdobywców. Dostrzegli w nich nowy rodzaj mięsa.
Tak zaczęły się wojny o dzikie miejsca.[...]
Obecnie sytuacja kształtuje się następująco: na ogromnych terenach należących do Innych rozrzucone są niewielkie ludzkie osady. W większych miastach znajdują się ogrodzone parki nazywane Dziedzińcami, gdzie mieszkają Inni, których zadaniem jest obserwowanie ludzi i pilnowanie przestrzegania umów, jakie zawarli z terra indigena. [..] Ale jeśli ludzie będą ostrożni przeżyją. Przynajmniej większość z nich."

Simon Wilcza Straż jest przywódcą Dziedzińca w Lakeside i to przed nim odpowiadają wszyscy jego mieszkańcy. Inni pilnie poszukują kogoś na stanowisko łącznika z ludźmi. Meg Corbyn jest wieszczką krwi i pragnie ukryć się przed Kontrolerem, dla którego jedyną wartością jest jej skóra. Dlatego skuszona napisem L.P.T.N.D.(Ludzkie Prawo Tu Nie Działa) postanawia zgłosić się na łącznika. Simon wie, że dziewczyna przed czymś ucieka, lecz mimo to niechętnie daje jej tę pracę. ..Kiedy już pozna prawdę i dowie się, że Meg jest ścigana przez rząd, będzie musiał zdecydować, czy jest warta rozpętania wojny między ludźmi a Innymi."

Pierwsza zaleta twórczości Anne Bishop - ta która mnie urzeka najbardziej - podczas czytania nigdy nie mam wrażenia, że gdzieś to już wdziałam - a to jest dla mnie cechą dobrej fantastyki. Nie mam tutaj nawet na myśli bohaterów czy akcji, ale głównie konstrukcję świata przedstawionego. W tej książce po raz pierwszy mogłam przypisać geografię w powieści pod naszą Ziemię, ale powieść zupełnie na tym nie traci. Bishop wstrząsa znanym nam motywom, nadaje im nowe nazwy i znaczenia, krótko mówiąc, czuć, że potrafi bawić się językiem. ,,Pisane szkarłatem" to książka, która łączy wiele humorystycznych scen (przy których naprawdę się uśmiałam) z poważnymi tematami, które rozgrywają się na oczach czytelnika, między innymi sprawa z dobroczynnym posiadaniem czy nawet sama sytuacja porucznika Montgomery'ego. Powieść rozpoczyna się Krótką historią świata, więc przynajmniej tym razem autorka nie wrzuca nas na głęboką wodę i daje nam krótki zarys jego historii. Pozwala to na lepsze zrozumienie relacji, które łączą terra indigena z ludźmi, wczucie się w całą opowieść oraz odnalezienie się w mnogości wątków. A tych jest dosyć wiele ;) i, co watro zauważyć, są bardzo dobrze dopracowane. Nie odczułam niedosytu czy żalu z powodu pominięcia jakiejkolwiek treści, która wzbudziła moją ciekawość. To samo dotyczy bohaterów - na pierwszy plan wyraźnie wysuwają się Meg i Simon, ale autorka poświęciła dużo czasu na przybliżenie postaci drugoplanowych. Cieszy mnie, że zdawała sobie sprawę, że ta historia wiele by straciła na ich braku, natomiast w następnych częściach zabrakłoby jej materiału, z którym można pracować. Anne Bishop nigdy nie stroniła od brutalności i przelewu krwi w swoich opowieściach, więc nie spodziewajcie się żywej wersji pluszowych zwierzaczków ;). Mimo że przez większość akcji w książce niby nic takiego się nie dzieje, a jednak jest coś takiego w stylu autorki, że nie można się od tej opowieści oderwać, a takie sprawy jak wyprawa do centrum handlowego pochłaniały mnie bez reszty.

To wszystko sprawia, że ,,Pisane szkarłatem" to wspaniała, nietuzinkowa fantastyka, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Jest też dobrą opcją na pierwsze spotkanie z Anne Bishop i jej stylem pisania, gdyż zdecydowanie łagodniej obchodzi się tu z czytelnikiem, niż na przykład w Serii Czarnych Kamieni. A wszystkim, którym przypadnie do gustu jej styl pisania zdecydowanie polecam moją ukochaną ,,Córkę krwawych" :).

Moja ocena : 10/10
Ocena z Lubimy Czytać : 8,39/10
Ocena z empik.com : 4,9/5
Ilość stron : 558
Data wydania : 25 września 2013 r.
Okładka : miękka
Wydawnictwo : Initium
Cena (z okładki) : 44, 90 zł

[...] -Ale najpierw panie Wilcza Straż jest ból. W momencie przecięcia
skóry, zanim wieszczka zacznie mówić, czuje wielki ból. [...]
Czy wie Pan jak każe się takie jak ja? [...]
Przywiązuje się je do krzesła, jak zwykle. Potem się je knebluje.[...]
Jeśli przepowiednia nie zostanie wypowiedziana, nie ma euforii.
Jest tylko ból.


#6 Recenzja - Kochając Pana Danielsa

Pragnę, abyś zaprosił mnie do swojego serca i pozwolił przeczekać noc.


,,Śmierć nie jest straszna, nie jest potępieniem.
Choć cholernie bym chciał, by zabrała najpierw mnie.
~Misja Romea"

Historia wielkiej płomiennej miłości, takiej która rozsypie ci serce na kawałki i samemu będzie trzeba je sobie poskładać.

Zobaczyłam tytuł, opis i już to mnie zauroczyło, jednak po skończonej lekturze jestem zakochana. Książka, którą zauważyłam przez przypadek na stałe wyryła mi się w sercu i tam pozostanie, koło moich ulubionych perełek. Na pewno jeszcze nie raz ją otworzę.

Skończyłam czytać dosłownie dziesięć minut temu i zastanawiam się, czy przybliżając wam opis, nie wejdę w ogromne spojlery. Mam ochotę napisać o wszystkim, każdy pojedynczy szczegół ,,Kochając Pana Danielsa" wydaje mi się tak okrutnie ważny... Dlatego tym razem posłużę się tyłem okładki.

To historia wielkiej miłości. Takiej, która zdarza się wtedy, gdy na swojej drodze spotykasz prawdziwą bratnią duszę. Mężczyznę, którego śmieszy to, co bawi ciebie. Mężczyznę, który mówi to co sama chcesz powiedzieć, który myśli jak ty.
Ja spotkałam Pana Danielsa.
Chociaż wiem, że nasza miłość nie miała prawa się wydarzyć, nie żałuję ani jednej chwili. Nasza historia to nie opowieść o miłości. Opowiada także o rodzinie. O stracie. O byciu żywym. Jest pełna bólu, ale i śmiechu. To nasza historia.
Z tych wszystkich powodów nigdy nie przeproszę za to, że kochałam Pana Danielsa.

Jak mam ująć w słowa wszystkie uczucia, które mną targają w tej chwili? Przynajmniej tak, aby nie wyszedł z tego bełkot... Nie wiem, naprawdę. Czuję się jakby moje serce zostało rozbite na tysiące kawałeczków i teraz sama muszę złożyć je w całość. Powieść była dosłownie jak emocjonalny rollercoaster. Brittainy C. Cherry stworzyła niebanalną historię...Taką, która jest piękna, nawet jeżeli jest o cierpieniu, a akurat tego bezsprzecznie dotyczy. Bo mimo że jest to książka o różnych rodzajach miłości - od tej, w której występują motylki w brzuchu, przez te ważne, łączące przyjaciół, które są tak podobne do tych występujących między rodzeństwem, aż po bezwarunkową, choć czasem trudną miłość rodzicielską - jest ona także naznaczona stratą, bólem i rozpaczą. Podziwiam talent autorki, która swoimi słowami wycisnęła ze mnie hektolitry łez. Dosłownie. Poza paroma wzruszeniami na samym początku, przez ostatnie 150 stron nawet na chwilę nie przestałam płakać, gdzie przy książce jest taki problem, że jak się nie uspokoisz, to dalej nie przeczytasz. Konsekwentnie więc, co 3 zdania częstowałam moją poduszkę nową dawką słonych kropel. Nie mam też nic do zarzucenia stronie technicznej. Autorka używa lekkiego zrozumiałego języka, który sprawnie przeplata się z cytatami z Szekspira, co nadaje powieści niesamowitego uroku.

Polecam tą pozycję wszystkim, którzy szukają czegoś, co poruszy ich serce, ale nie jako lekką opowiastkę na lato. Jeżeli tego właśnie oczekujecie w te wakacje, lepiej odłóżcie ,,Kochając Pana Danielsa" na później, ale absolutnie jej nie porzucajcie. Powiem szczerze, że ta książka wysoko zawiesiła poprzeczkę na te wakacje odnośnie moich zaplanowanych lektur, jednocześnie nie wiem czy nie sprawiła, że jeszcze raz przemyślę, co absolutnie muszę przeczytać w tym okresie, a co mogę sobie zostawić na później.

Moja ocena : 10/10

Skończyłam czytać : 9 lipca 2015 r.
Ocena z Lubimy Czytać : 8,53/10
Ocena z empik.com : 5/5
Okładka :  miękka
Ilość stron : 432
Data wydania : 17 czerwca 2015 r.
Wydawnictwo : Filia
Cena (z okładki) : 39,99 zł
,,Rayan szlochał jeszcze chwilę, drżąc.
Ja również płakałam, bo łkanie w samotności
było zawsze tak przytłaczająco smutne."



Książka przeczytana w ramach wyzwania : Czytam Opasłe Tomiska
1/52






Drogi Czytelniku,
Bardzo miło gościć Cię w moich skromnych progach. Jeśli podobało Ci się tutaj lub masz jakieś zastrzeżenia czy uwagi, daj mi o tym znać. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej :).
Całusy
Ola

PS. Jeśli sam prowadzisz bloga, zostaw link, łatwiej będzie mi Cię odwiedzić, jednak poza nim, chyba wypadałoby napisać coś więcej? ;)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka