Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książkowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książkowo. Pokaż wszystkie posty

Moje ulubione cytaty #5

Walentynki już wprawdzie prawie za nami, ale nie mogłam się powstrzymać, żeby jednak czegoś z tej okazji nie wrzucić. Mieliście już okazję na zerknięcie na 10 moich ulubionych par i książkowych mężów. Tym razem mam dla was kolejną odsłonę zeszytu z cytatami, w którym głównym motywem jest... miłość ;). 













Porozmawiajmy o... tym czy warto czytać serie w odpowiedniej kolejności

Dziś będzie szybko, sprawnie i na temat, bo i sam temat nie jest rozbudowany ;). Ostatnio po lekturze Alight Scotta Siglera i naskrobaniu recenzji (tradycyjnie) weszłam na LC, żeby sprawdzić opinie. Jest to poniekąd mój substytut rozmowy o danej powieści, bo w moim otoczeniu ludzie wcale tak chętnie nie sięgają po książki, a jeśli już to rzadko pokrywają nam się tytuły. Ale wracając do tematu - znalazłam opinię, zaczynającą się od tego, że autor/ka nie zna pierwszego tomu serii. Stąd inspiracja do dzisiejszych rozważań.

Serie czy "jednotomówki" i dlaczego?
Teoretycznie akapit zupełnie zbędny w odniesieniu do tytułu posta, ale jak już jesteśmy w temacie to jestem ciekawa Waszych odpowiedzi :D. Nie chodzi mi tu o opinie, że to zależy od książki, bo... no cóż to raczej oczywiste (w myśl jeśli coś jest dobre, niech trwa oraz więcej nie znaczy lepiej), ale bardziej ogólny zarys. Osobiście jestem zwolenniczką serii, bo mam wrażenie przy większości powieści jednotomowych zwykle mam żal, że autor nie pokusił się na rozwinięcie któregoś wątku. Wiąże się z tym fakt, dlaczego tak bardzo lubię seriale - po prostu jeśli coś mnie do siebie przekona, nie lubię kończyć naszej wspólnej przygody. 
Weźmy jako przykład serię Patricii Briggs o Mercedes Thompson. Aktualnie jestem po 9 tomach (przeczytanych częściowo w oryginale) i dalej nie mam dość. Podobnie zresztą wygląda sytuacja w przypadku Anne Bishop, Ilony Andrews czy Brandona Sandersona, a mówimy tu tylko o tych w trakcie pisania. Chyba jeszcze nie zdarzyło mi się żałować, że cykl ma zbyt wiele części, ponieważ jeśli coś podbije moje serce to z przyjemnością wracam na spotkania z moimi ukochanymi bohaterami. Natomiast jeśli nie... cóż nigdy nie mam problemu z odrzuceniem kontynuacji, jeśli poprzednie tomy uważam za średnie. To wcale nie oznacza, że nie lubię powieści jednotomowych, bo w zależności od poruszanego przez autora tematu, z reguły są one w zupełności wystarczające, ale jeśli miałabym wybierać - zawszę wezmę stronę serii :D.

Prequele, sequele i inne takie
Teoretycznie nie należą do oryginalnej - weźmy jako przykład - trylogii, to jak to z nimi jest? Czytać jak się chce, czy może warto by zacząć od prequelu, przejść przez bazowy cykl, a dopiero później sięgać po kontynuację? Ja zwykle tak robię, jeśli zaczynam serię, gdy takie dodatki już się pojawiły (co zdarzało się niezwykle rzadko). Nie mam nic przeciwko poznaniu wydarzeń sprzed pierwowzoru w dowolnym momencie, bo szansa na zaspojlerowanie sobie jakiś ważnych elementów, choć istnieje, to jest nikła. Natomiast nie wyobrażam sobie sięgnięcia po np. Trylogię Zdrajcy, przed Trylogią Czarnego Maga. Nawet pomijając, że moim zdaniem ta druga była znacznie lepsza, to przecież automatycznie wiedziałabym, kto przeżyje wielką bitwę, czyli cały mój zachwyt finalnymi scenami szlag by trafił (ci, którzy czytali Canavan, na pewno wiedzą, o co mi chodzi). Podobnie jest z dodatkami - jeśli już mam na nie ochotę, to dopiero na sam koniec. 

To jak jest z tą kolejnością?
Tak ogólnie - kto z Was sięga po serie nie w kolejności, w jakiej zostały wydane, ale na chybił trafił? Dlaczego? I nie zadaję tego pytania z ironią, autentycznie jestem ciekawa, bo ja nie potrafię sobie tego wyobrazić.
Nie dlatego, że przez to nie poznam przeszłych wydarzeń, bo bądźmy szczerzy, autorzy na tyle często wracają lub nawiązują do nich w dalszych tomach, że czasami czytając je jeden po drugim, można wręcz się zirytować. Ale nadal, jeśli książka okazałaby się ciekawa, nie mogłabym sobie wybaczyć, że nie zaczęłam od pierwszego tomu i nie poznałam tej historii od początku d końca, nie widząc co się wydarzy.
Trochę inaczej ma się sprawa z wielotomowymi kryminałami, w których część wspólną stanowi z reguły maksymalnie trzech bohaterów. Uwielbiam Alex Kavę za jej serię thrillerów psychologicznych z Maggie O'Dell i ten cykl zaczęłam od samego początku i czytam po kolei. Jednak zabrałam się również za lekturę Pętli Faye Kellerman, będącą bodajże szóstą częścią przygód o detektywie Decekrze i nie przeszkadzał mi  ten fakt podczas czytania. To jednak nie znaczy, że zupełnie nie odczułam braku znajomości poprzednich tomów. A skoro tak było przy powieści, która praktycznie nie skupiała się na wątkach osobistych, ale na rozpatrywanej sprawie, to jak można wpaść w sam środek fabuły i tego nie czuć? Co więcej czy można z czystym sumieniem krytykować fabułę, skoro nie ma się jej pełnego obrazu?

Kto z Was ma podobne zdanie? Kto zupełnie się ze mną nie zgadza? ;)




Stosik #21, podsumowanie lipca i garść zdjęć



Początki lipca skupiały się na końcówce sesji, potem pakowanie, wyjazd i powrót ;). Z tego wszystkiego poprzedni miesiąc miałam na początku dość intensywny, a później dwa tygodnie spędziłam wylegując się na plaży. Południowa Dalmacja jest przepiękna i byłyby to wakacje idealne, gdyby tylko... na całym półwyspie nie panowała aktualnie plaga os, których okrutnie się boję nienawidzę. Tak jak zawsze w Chorwacji nie spędzałam w domku ani godziny poza snem, tak tym razem nie dało się wyjść spokojnie, bo momentalnie zlatywał się rój - mówię Wam, prawdziwy dramat. Dobrze, że po krótkich poszukiwaniach znaleźliśmy plażę, gdzie te cholery pojawiały się tylko sporadycznie, więc co rano pakowaliśmy cały nasz majdan w samochód i wio. Widoczki za to były wspaniałe (co mieliście okazję zobaczyć przy okazji recenzji Blisko ciebie), więc pokażę Wam kilka zdjęć ;). 
Uliczki Korculi <3
 
Nasz domek u stóp góry, prawie po środku niczego. W nocy w okół chodziły sobie kojoty :'D
Osy. W okół domku porozwieszane było z pięć takich butli O.o
Ale wracając do rzeczy... 

Stosik #21
Tak jak byłam silna (a przynajmniej to ograniczyłam) z niekupowaniem książek od początku roku to wakacyjne promocje podbiły moje serce no i nie mogłam się powstrzymać ;). Stąd przybyło mi aż 10 nowych powieści.
  • Kasie West Blisko ciebie - autorka podbiła moje serce Chłopakiem z innej bajki, więc musiałam sięgnąć i po kolejną jej książkę, która notabene również okazała się świetna (RECENZJA). Egzemplarz od Wydawnictwa Feeria Young
  • Dinah Jefferies Rozłąka - słyszałam dużo dobrego o poprzednich powieściach pisarki, dodajcie do tego intrygujący opis, i już wiecie dlaczego ta książka do mnie trafiła. Od Wydawnictwa HarperCollins Polska
  • Jenny Han, Siobhan Vivian Popiół za popiół - zakończenie trylogii Ból za ból. Polubiłam tę serię (gdyby nie ten jeden nieszczęsny wątek), ale to mnie trochę dobiło - więcej w recenzji, która powinna pojawić się na dniach. Kolejna powieść od Feeri Young.
  • Diana Gabaldon Obca - na tę książkę miałam ochotę od dłuższego czasu, a że Świat Książki przecenił ją na 15 zł, to jak mogłam się powstrzymać? :D A skoro zamawiałam już tę, to jak mogłam się oprzeć innym...
  • Leigh Bardugo Królestwo kanciarzy - nie żebym nie przeczytała jeszcze poprzedniego tomu, ale hej, przezorny zawsze ubezpieczony, a jak już robić zakupy to z rozmachem... dlatego to samo tyczy się dwóch kolejnych pozycji ;)
  • Sarah J. Mass Imperium burz
  • Erika Johansen Losy Tearlingu
  • Tarryn Fisher Bad Mommy - pokochałam autorkę za Mimo moich win, więc nie mogłam się nie skusić i na jej najnowszą książkę. Efekt zakupów na Arosie.
  • Neal Shusterman Głębia Challengera - lata temu czytałam Podzielonych, których dobrze wspominam, ale to nie to mnie przekonało do sięgnięcia po tę powieść. Bardziej była to tematyka choroby psychicznej i ciekawość, jak postanowi ją ukazać autor. Aros
  • Jill Santopolo Światło, które utraciliśmy - zakochałam się zarówno w opisie, jak i okładce, stąd to jedna z niewielu książek, które kupiłam w ciemno. Jestem już po lekturze i absolutnie nie żałuję. Również zakup na Arosie
Podsumowanie lipca
W poprzednim miesiącu przeczytałam 11 książek, około 3 384 strony, statystycznie 110 dziennie. To z jednej strony świetny wynik, a z drugiej czuję pewien niedosyt. Przez dwa tygodnie byczyłam się na plaży i naprawdę nie wiem, dlaczego nie czytałam. Może dlatego, że zaczęłam od Światła, które utraciliśmy i od początku wiedziałam, że ta historia mnie przygnębi. W rezultacie, choć uważam ją za rewelacyjną, męczyłam ją chyba z tydzień. Mam nadzieję, że przez resztę wakacji uda mi się przynajmniej trochę wyczytać mój powiększający się stos zaległości ;).
    
   
  
Część recenzji mam już zaczętych, część w ogóle się nie pojawi - tradycyjnie. Poza dwiema podlinkowanymi wyżej, dodatkowo na blogu pojawiły się również dwie inne opinie:
 

Najlepsza książka
Szczerze mówiąc w lipcu przeczytałam masę świetnych powieści, ale na prowadzenie wysuwa się chyba Światło, które utraciliśmy, głównie ze względu na absolutnie ujmującą formę narracji. Nie wspominając o tym, że Jill Santopolo po prostu złamała mi serce.

Najgorsza książka
Niestety Popiół za popiół. Wyjaśnienie oczywiście znajdziecie w recenzji, jednak autorki wyjątkowo zdenerwowały mnie swoimi pomysłami. To jakby nie mogły się zdecydować w jaki gatunek pójść, więc postawiły na paranormalne wstawki, które wypadły wręcz tragicznie. Być może to kwestia mojego nastawienia, ale dla mnie ta kombinacja zupełne nie podziałała. 


Blogowo:
Liczba wyświetleń: 1 632
Obserwatorzy: 311
Dodane posty: 4
Facebook: 364

Porozmawiajmy o... tym, że ludzie powinni się czasami pohamować


Nie o tym miałam dzisiaj pisać. Wczoraj skończyłam naprawdę dobrą książkę i przede wszystkim miałam w planach napisać jej recenzję oraz podzielić się moimi przemyśleniami. Zaczęło się od tego, że po zakończonej lekturze jak zwykle weszłam na LC, żeby - że tak powiem - zmienić jej status na przeczytaną. Nie wiem dlaczego, ale naprawdę lubię, gdy moja wirtualna biblioteczka jest aktualna i zgodna ze stanem rzeczywistym, więc zrobiłam z tego swego rodzaju rytuał, zarówno przy czytaniu jak i zamawianiu książek. Ale wróćmy do tematu. Skoro już więc byłam na LC to tradycyjnie sprawdziłam też, jakie opinie towarzyszą powieści, którą przeczytałam, zwłaszcza w przypadku innych blogerów, których witryny śledzę. I tu właśnie pojawił się zgrzyt, który przywiódł mnie na bloga do poruszenia tego tematu.

Nie wiem, czy znacie to uczucie, kiedy ktoś krytykuje Waszą ulubioną książkę (lub jedną z ulubionych). I nie mam na myśli umiarkowanie złej opinii, tylko objechanie po całości absolutnie wszystkiego. Ja osobiście w takim momencie przechodzę przez trzy etapy - które przedstawiłam Wam poniżej. Oczywiście całość trwa kilka sekund i nie zawsze wyglądają tak samo, dlatego potraktujcie moje słowa z lekkim nieprzymrużeniem oka ;), nie mniej jednak tak zwykle wygląda moja reakcja.

1) Zdziwienie i gniew
 
To ta chwila kiedy moje myśli wyglądają dokładnie tak: ,,Czekaj, czekaj... czy my czytaliśmy tę samą książkę?! Bo jeśli tak, to WTF? ".

2) Obrona
W tej chwili myślę sobie, że ktoś musi być smutnym człowiekiem skoro nie dostrzegł jak rewelacyjne jest to arcydzieło ;). Mam ochotę siąść i wytłumaczyć krok po kroku, dlaczego myli się w każdym zdaniu, bo wiem, że akurat argumentów mi nie zabraknie...

3) Akceptacja
To ten moment, kiedy wzruszam ramionami i przechodzę nad wszystkim do porządku dziennego, bo... po co właściwie się tym przejmować? Każdy z nas ma inny gust, nic tego nie zmieni i zwykle ogromnie to lubię. Dlatego, że o jednej książce będzie tyle opinii ile czytelników, a każdy zauważy w niej coś innego. Jednak to właśnie ta różnica zdań prowadzi mnie do dzisiejszych rozważań...

Tolerancja
Broń boże nie uważam się w tym temacie za świętą i uwierzcie, że nie zawsze udaje mi się to, do czego chciałabym Was dzisiaj przekonać. O co mi chodzi? O fakt, że nie mając za grosz pojęcia o gustach drugiego człowieka mieszamy go z błotem, bo na swoje nieszczęście spodobała mu się powieść, którą my nienawidzimy. Żeby nie rzucać na wiatr pustych słów, przytoczę Wam tu dokładny przykład - nie tak dawno temu pewna blogerka wrzuciła na swój facebookowy fanpage to zdjęcie:
W pierwszej chwili wpadłam w gniew i już szykowałam się do wyrażenia swojego zdania (bardzo dosadnie), jednak ostatecznie stwierdziłam, że nie warto i zagryzłam zęby. Czyli coś, co niestety zdarzało mi się wtedy na tyle często, że poczułam głęboką irytację - wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że warto by ruszyć ten temat. Widzicie czytałam pięć powieści z powyższego zdjęcia, z czego dwie absolutnie uwielbiam, a do jednej mam ogromny sentyment. I poczułam się naprawdę wkurzona, że gdzieś tam w odmętach internetu zginęła tolerancja dla upodobań drugiego człowieka. Nie bez powodu istnieje powiedzenie, że o gustach się nie dyskutuje, bo to bardzo osobista sprawa co się komu podoba czy też nie. Szczerze nie znoszę stylu E.L. James i głównej bohaterki, ale sama oś fabularna nigdy mi nie przeszkadzała - nie poczułam się oczarowana, ale są książki, które naprawdę przypały mi do gustu, a opierają się na tym samych schemacie (Uwikłani, Manwhore...). Jest to moja bardzo prywatna opinia, więc dlaczego do diabła miałabym nie rozumieć, że ktoś uwielbia tę książkę? 

Czytanie dla samego czytania
Czytanie przede wszystkim powinno być przyjemnością, źródłem radości, odskocznią od trudnych, codziennych obowiązków i jeżeli dla kogoś oznacza to czytanie harlequinów lub komiksów to mi nic do tego, choć prywatnie mogę uważać, że są to twory nie warte funta kłaków. Jeśli ktoś nie znosi klasyki, to dlaczego ma się nią katować, bo ktoś kiedyś uznał, że jest fantastyczna? Osobiście studiuję kierunek, który wymaga ode mnie poświęcenia mu czasu i zapamiętania mnóstwa informacji, których nie znajdę w swoich powieściach... i absolutnie tego nie chcę. Książka jest moim wytchnieniem po ciężkim dniu, momentem, kiedy mogę się skupić na wyimaginowanym świecie i na chwilę odsunąć od siebie problemy. Nie wymagam od niej niczego więcej. Jeśli fabuła niesie ze sobą jakieś przesłanie i może mnie czegoś nauczyć - świetnie. Jeśli nie - absolutnie nic się nie stało. Jeśli ktoś czyta tylko i wyłącznie te pozycje, które wnoszą coś do jego życia to rewelacyjnie dla niego, tylko niech nikt mi na siłę nie wciska tego punktu widzenia i wykaże się takim samym zrozumieniem dla moich motywów, jak ja dla jego. Czy proszę o tak wiele?


Internetowi krzykacze, czyli nie dajmy się sprowokować
Przysięgam, że są osoby, którym powinno zabrać się dostęp do internetu, bo patrząc na ich wypowiedzi jestem w szoku, że ktoś może się aż tak cieszyć prowokowaniem innych. Najgorsze jest to, że jako inteligentni ludzie powinniśmy wykazać się mądrością i uciąć temat w zarodku, a zbyt często dajemy się wciągnąć w "komentarzowe kłótnie". A po co? Tak czy siak takich osób nie da się przekonać do zmiany zdania. Pod powyższym zdjęciem pojawiły się właśnie wypowiedzi takiej osoby, która usilnie chciała przekonać wszystkich do swojego punktu widzenia - choć nie wiem, czy można nazwać przekonywaniem. Wdawała się w dyskusję ze wszystkimi (dosłownie), a ja miałam ochotę przynieść popcorn i obserwować rozwój wypadków. Jedyne co mi się kołatało po głowie, to pytanie dlaczego właściwie ludzie jej odpowiadają, dając się wciągnąć w kłótnię, która najwyraźniej ich irytowała, a ją cieszyła?

Generalizowanie 
Czyli coś, czego okropnie nie lubię, a problem ten dotyczy zwłaszcza recenzentów, choć na szczęście nie spotykam się z tym za często. Tu przytoczę Wam kolejny przykład: jakiś czas temu pod pewną recenzją Before Anny Todd rozgorzała gorąca dyskusja. Dlaczego? Autorka zakończyła swoją opinię słowami polecam zdesperowanym... Patrząc na to poczułam się mniej więcej tak...
Urokiem blogosfery, który głównie do mnie przemawia, jest poznanie subiektywnych opinii innych czytelników, przy czym są osoby, którym ufam praktycznie bezgranicznie i polegam na ich recenzjach, bo często mam podobnie zdanie o danej książce. Wracając do mojego przykładu - czytałam całą serię Anny Todd i jakoś do zdesperowanych się nie zaliczam, więc po co pisać coś takiego? Jasne, być może to moja wina, że odbieram takie przytyki osobiście, ale skoro ktoś wrzuca mnie do jednego wora ze wszystkimi ludźmi, to w jaki sposób niby mnie to nie dotyczy? Nie zakładam oczywiście, że zamysłem autorki było kogokolwiek urazić, ale tak też się stało. To samo uczucie towarzyszy mi, kiedy widzę frazę ,,nie rozumiem, jak komukolwiek może się to podobać". Ano może. I trzeba się z tym pogodzić i następnym razem trochę uważniej dobierać słowa.


Wiem, że internet jest pełen idiotów i może podchodzę zbyt emocjonalnie do tematu. Może powinnam posłuchać tego, co podpowiada mi rozum i po prostu odpuścić. Może jednak mam trochę racji...


A wy co sądzicie o sprawach, które poruszyłam? ;)

TOP 10 książkowych facetów


W zeszłym roku pokazałam Wam zestawienie 10 moich ulubionych par, natomiast tym razem skupię się tylko i wyłącznie na moich książkowych mężach ;). Chciałabym powiedzieć, że napiszę Wam, co takiego w nich było, że podbili moje serce, ale prawda jest taka, że w przeważającej mierze są do siebie podobni. Cóż, to chyba znaczy, że mam swój typ :D. Dlatego dzisiaj będzie wyjątkowo krótko, ale za to konkretnie

Rhysand - Dwór cierni i róż Sarah J. Mass

Czyli (nie tylko) mój ulubiony bohater z serii, którą otwierał Dwór cierni i róż Sarah J. Mass ;). Czy muszę w ogóle tłumaczyć? Jest opiekuńczy dla osób, na których mu zależy, a cała reszta może iść do diabła. I o tyle o ile jego zachowanie w pierwszym tomie może być dyskusyjne, to po lekturze drugiego chyba nie ma nikogo, kto miałby o nim inne zdanie ;).


Warner - Dotyk Julii Mafi Telareh

Ten skompilowany, cudowny facet oddałby wszytko dla tej jednej, wyjątkowej osoby. Czego chcieć więcej? :D

- Przywróciłaś mi życie. - Milknie na chwilę. - Nie miałem pojęcia, że można czuć taki spokój. taką ulgę. I czasem boję się - mówi, spuszczając wzrok - że przestraszę cię swoją miłością.

-------------------------------

Warner dotyka czołem mojego czoła. 
- Nie bój się. Nie martw się. Niczego nie żałuj, wszystko przemija - mówi miękko. 
Odchylam głowę i patrzę pytająco.
- Tylko w taki sposób potrafię żyć - mówi. - Na tym świecie, na którym jest tyle powodów do żalu,
a tak niewiele do wzięcia. Nie żałuję niczego. Biorę wszystko.
Wpatruję się w jego oczy. Trwa to chyba całą wieczność. 
Zbliża usta do mojego ucha. Zniża głos. 
- Musisz zapłonąć, skarbie. Zapłonąć. 


Jace - Dary Anioła Cassandra Clare

Zostawię Wam tu cytat, bo on mówi wszystko...

- Nic mnie to nie obchodzi - oświadczyła Clary. - On by to dla mnie zrobił. Tylko powiedz, że nie. Gdybym zginęła...
- Spaliłby cały świat, żeby móc wykopać cię z popiołów. Wiem.


Malcolm Kyle Preston Logan Saint - Manwhore Katy Evans

Ten  mężczyzna zupełnie przyćmiewa swoją wybrankę. Jakżeby inaczej? Arogancki, uparty, władczy, troskliwy - sprawił, że pokochałam go od pierwszego zdania ;)


Rowan Fall - Próba ognia Josephine Angelini

Mimo że był taki moment w drugim tomie, kiedy go znienawidziłam, to jak go nie kochać? Tak bardzo boi się, że Lily okaże się taka jak Lilian, a jednocześnie nie potrafił trzymać się od niej z daleka i dosłownie skoczył za nią w ogień. 


Daemon Black - Lux Jennifer L. Armentrout 

Jeden z dwóch facetów o tym imieniu, którzy się tu znajdą. Pomijając fakt, że jest kosmitą, podrzucę Wam cytat, dlaczego nie miałabym nic przeciwko zamianie miejsc z Katy...

Złamałem każdą zasadę mojej rasy, by cię uleczyć i zatrzymać przy mnie. Poślubiłem cię i spaliłem na popiół całe miasto by cię ochronić. Zabiłem dla ciebie. Myślałaś, że zapomniałbym ile dla mnie znaczysz? Że cokolwiek na tym świecie - na jakimkolwiek świecie - byłoby silniejsze niż moja miłość do ciebie?


Reyes - Pierwszy grób po prawej Darynda Jones

Można by dyskutować, czy Reyes powinien się tu znaleźć, bo potrafi zachowywać się jak prawdziwy dupek, ale cóż mogę powiedzieć? Do takich właśnie mam słabość, a Wielki Zły potrafi być naprawdę kochany, gdy zechce (a to, że nie za często chce to już inna historia) ;).


Daemon Sadi - Czarne Kamienie Anne Bishop

Po prostu.


Popatrzył na siebie. W jego piersi nadal tkwiła dziura, wielka otwarta rana.
Jednak już nie była pusta. Biło w niej teraz pół serca. 
- To postęp, że masz go już tyle - powiedziała Czarownica. - Przechowam dla ciebie resztę,
póki nie będziesz gotów jej przyjąć.
- Chcę, żebyś zachowała je całe.



Curran - Magia kąsa Ilona Andrews

- Czy mogę ci przynieść coś do jedzenia, Wasza Wysokość? Czy mogę powiedzieć ci, jaki jesteś silny i mądry, Wasza Wysokość? Czy mogę cię wyiskać, Wasza Wysokość? Czy mogę cię pocałować w tyłek, Wasza Wysokość? Czy mog... 
Urwałam , dostrzegając, że Rafael nagle skamieniał. Siedział niczym pomnik, ze wzrokiem wbitym w jakiś punkt ponad moim ramieniem. 
- Stoi za mną, tak?(...) 
- Owszem, możesz pocałować mój tyłek. Zwykle nie przepadam za naruszeniem przestrzeni osobistej, ale przecież jesteś Przyjacielem Gromady, a twoje usługi raz czy dwa nam się przydały. Staram się spełniać życzenia osób przyjaźnie nastawionych do moich ludzi. Mam tylko jedno pytanie, czy to całowanie będzie złożeniem hołdu, rodzajem oporządzania czy też częścią gry wstępnej?


Dymitr - Akademia wampirów Rachel Mead

Mimo że było sporo takich momentów, w których jego zachowanie mnie denerwowało (zwłaszcza w ostatnich tomach) to i tak Dymitr pobił moje serce ;).

-Kocham Cię, Roza- znowu mnie pocałował.- Zawsze będę tu dla ciebie.
Nie pozwolę, żeby cokolwiek Ci się stało.




Jak Wam się podoba ta lista? Znacie któregoś z moich faworytów? ;)


Podsumowanie roku 2016

W zeszłym roku taki post pojawił się w Sylwestra, ale ponieważ ostatnio jakoś nie idzie mi wyrabianie się w terminarzu, tym razem miniony rok podsumowuję dopiero dziś ;). Koniec grudnia i początek stycznia to ten specyficzny czas, gdy spoglądamy w przeszłość, tworzymy plany oraz postanowienia. Dla mnie ten okres to moment na zerknięcie co można by poprawić lub zmienić (zarówno w moim życiu prywatnym, jak i blogowym) oraz zrobienia podsumowania czytelniczego i jako takich - bardzo luźnych - planów na nadchodzące dwanaście miesięcy.
Poniżej znajdziecie zestawienie książek, które przeczytałam w ubiegłym roku, od najstarszych po najnowsze. Jeżeli na blogu pojawiła się recenzja danej powieści, na pewno jest podlinkowana (wystarczy kliknąć w tytuł).
  • Lauren Oliver Panika     (358)

  • Faye Kellerman Pętla     (495)
  • Laurelin Paige Pokusa     (355)
  • Marie Rutkowski Zdrada     (408)
  • Jojo Moyes Zanim się pojawiłeś     (384)
  • Sarah Dessen Ktoś taki jak ty     (256)



  • Tarryn Fisher Mimo moich win     (304)
  • Laurelin Paige Hudson     (496)
  • Tillie Cole Raze     (400)
  • L.H. Cosway Sześć serc     (480)
  • Estelle Maskame Czy wspominałam, że Cię kocham?     (408)
  • Alice Clayton Nie dajesz mi spać     (400)
  • Virginia Boecker The witch hunter. Łowczyni     (396)
  • Mhari McFarlane Kim jest ta dziewczyna?     (511)
  • Katy Evans Manwhore     (400)
  • Jenny Han, Siobhan Vivian Ogień za ogień     (487)
  • Alice Clayton Z tobą się nie nudzę     (336)
  • Amber Smith Co mnie zmieniło na zawsze     (391)
  • Estelle Maskame Czy wspominałem, że Cię potrzebuję?      (360)
  • J. Daniels Słodkie opętanie     (352)
  • Estelle Maskame Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?     (330)
  • Alice Clayton Nie dzwoń do mnie     (208)
  • Kendall Ryan Working it. Kusząca kariera     (400)
  • Kendall Ryan Jesteś zagadką     (214)
  • Emma Chase Unieważnienie     (416)
  • Emma Chase Skazanie     (424)
  • Katie Alender Bardziej martwa być nie może     (456)

  • Olivia Cunning Za sceną     (304)
  • Olivia Cunning Ostra gra     (320)
  • Olivia Cunning Gorący rytm      (335)
  • Olivia Cunning Mocne uderzenie      (336)
  • Laurelin Paige Znajdź mnie     (336)

Podsumowując...
W sumie w 2016 roku przeczytałam 79 książek i tego wyniku jestem bardzo zadowolona :D. Zwłaszcza, że nie liczyłam tutaj powieści, do których udało mi się wrócić, a musicie wiedzieć, że są miesiące, gdzie mam ochotę tylko odświeżać historie, które już poznałam. Jak widzicie były okresy, gdzie czytałam więcej, a były takie, gdzie mniej... największą niemoc złapałam w lutym, ale jeśliby go pominąć utrzymałam swoje postanowienie dotyczące przynajmniej trzech powieści miesięcznie. W sumie udało się przeczytać ponad 30 000 stron, statystycznie około 2 500 na każde 30 dni - to o 29 powieści i 4 000 stron więcej niż w ubiegłym roku ;).

Na blogu tradycyjnie nie pojawiły się recenzje wszystkich tych książek, z wielu powodów - czasami winny był absolutny brak czasu wolnego w domu (np. w listopadzie), w innych wypadkach okazywało się, że nie mam nic do powiedzenia na temat danej pozycji (np. w przypadku twórczości Olivii Cunning), a czasem okazywało się, że zanim zdążyłam coś napisać nie pamiętałam praktycznie niczego, o czym miałam mówić (więc dochodziłam do wniosku, że dana powieść nie jest warta wspomnienia).

Daruję sobie wybieranie najlepszych i najgorszych książek - tutaj udało mi się wyrobić w grudniu, więc jeśli ciekawi Was, co zrobiło na mnie wrażenie, a co należy omijać szerokim łukiem to serdecznie zapraszam na Hity i kity roku 2016

Przejrzałam też statystyki i wychodzi, że w 2016 r. odwiedziliście mój blog ponad 40 000 razy i to więcej niż mogłam sobie wymarzyć w zeszłorocznym podsumowaniu <3. Dziękuję Wam, że nawet jeśli ja nie mam czasu tu zaglądać, Wy nadal wpadacie, zwłaszcza za wszystkie miłe słowa, które zostawiacie, gdy ja wylewam swoje żale - to naprawdę, naprawdę wiele dla mnie znaczy :). 



Postanowienia noworoczne...
Nie lubię robić noworocznych postanowień, bo rzadko udaje mi się ich trzymać, ale tym razem uczynię wyjątek - tak bardzo jak bym tego chciała, nie mogę wydłużyć swojej doby, a czasem trzeba spać - chciałabym, żeby blog na powrót stał się bardzo ważną częścią mojego tygodnia. Od października było z tym różnie, ale raczej stawiałam go na ostatnim miejscu swojej listy priorytetów, a to bardzo chciałabym zmienić. W styczniu i lutym czeka na mnie całe mnóstwo zaliczeń, stąd nie wiem czy uda mi się zrealizować moje plany od razu, ale chciałabym jakoś unormować choćby pojawianie się postów - i tak podsumowanie będzie pojawiać się pierwszego dnia nowego miesiąca, a posty w każdą środę i sobotę. Postaram się też w końcu pisać coś regularnie do Porozmawiajmy o..., jednak z tym zawsze jest różnie, ponieważ nie cierpię lania wody, a więc brak inspiracji = brak posta.

Czy jest coś, czego Waszym zdaniem tu brakuje? Ten blog jest ważną częścią mojego życia i uwielbiam pisać, ale przecież nie robię tego tylko dla siebie ;). Jeśli macie jakieś uwagi, zastrzeżenia, propozycje... proszę dajcie mi znać, a ja w klimacie noworocznych postanowień postaram się coś zmienić/ulepszyć, żebyście mieli po co tu zaglądać.







Drogi Czytelniku,
Bardzo miło gościć Cię w moich skromnych progach. Jeśli podobało Ci się tutaj lub masz jakieś zastrzeżenia czy uwagi, daj mi o tym znać. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej :).
Całusy
Ola

PS. Jeśli sam prowadzisz bloga, zostaw link, łatwiej będzie mi Cię odwiedzić, jednak poza nim, chyba wypadałoby napisać coś więcej? ;)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka