Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty

Recenzja - „Idealna dziewczyna” Carrie Blake


Po Idealną dziewczynę sięgnęłam zupełnie spontanicznie - z nudów zaczęłam przeglądać nowości w moim abonamencie Legimi (o którym parę słów pisałam TU) i przyciągnęła mnie okładka. Już na wstępie zaznaczę, że powieść ani mnie nie zachwyciła, ani nie obrzydziła mi twórczości autorki. Dlaczego o tym wspominam? Cóż gdyby nie jeden istotny fakt ta recenzja pewnie by się nie pojawiła... Jesteście ciekawi, co jednak skłoniło mnie do skreślenia tych kilku zdań? 

Zacznijmy od tego, że opis wydawcy, choć adekwatny do fabuły, jest raczej przydługi i poniekąd cieszę się, że go ominęłam (z natury uważam, że blurb powinien być stosunkowo krótki). Jak go streścić w dwóch zdaniach? Dziewczyna spotka faceta, który wciąga ją w odgrywanie dziwnych scenariuszy, zwykle z podtekstem erotycznym. Isabel daje się pochłonąć gierkom prowadzonym przez Matthew trącąc przy tym niejako poczucie własnego ja. Nie wie jednak, że za sznurki pociąga ktoś inny. Jeśli to dla Was za mało - śmiało, zapraszam do kolejnego akapitu. 

Zderzenie z nowojorską rzeczywistością sprawia, że młoda Isabel Archer porzuca marzenia o karierze aktorskiej i podejmuje pracę w sklepie z materacami, żeby związać z koniec z końcem. Znużona tym zajęciem dziewczyna pragnie nowej roli we własnym życiu. Gdy para przyjaciół zachęca ją do założenia konta na Tinderze, Isabel odkrywa, że wciąż może grać, zamieniając pierwsze – i jedyne – randki w mały teatr i obsadzając siebie w roli Dziewczyny Idealnej dla każdego mężczyzny, z którym się spotka. To dla niej niewinna zabawa, która kończy się buziakiem na dobranoc i niczym więcej – do czasu, gdy Isabel spotyka Matthew – diabelnie przystojnego i czarującego mężczyznę, który pracuje dla Vala Mortona, byłej gwiazdy kina i potężnego magnata nieruchomości.
Gdy Isabel przyznaje się Matthew do swoich gierek, mężczyzna chce dołączyć do teatru, jednak reguły zaczynają się zmieniać. Dziewczyna traci kontrolę nad scenariuszem i sama staje się marionetką posłusznie biorącą udział w rozmaitych seksualnych grach i wyzwaniach, które wymyśla jej nowy partner. Jednak wkrótce Isabel zaczyna się zastanawiać, czy to na pewno Matthew pociąga za sznurki…
Wrodzona intuicja i poczucie moralności zaczynają ją zawodzić, w miarę jak coraz bardziej pogrąża się w mrocznym świecie, rozkoszując się seksualnymi doświadczeniami, o jakich wcześniej nie śniła.
Jednak gdy ukochany przydziela jej ostatnią rolę, erotyczna gra wymyka się spod kontroli i nabiera przestępczego wymiaru, a Matthew i Isabel oboje stają się bezwolnymi marionetkami w rękach Mortona…
(Źródło: Wydawnictwo Burda Książki)

Tak jak wspominałam Idealna dziewczyna to był zupełny strzał w ciemno. Przede wszystkim nie wiedziałam, że ma być to thriller erotyczny, czyli gatunek, którego - mniej lub bardziej świadomie -  do tej pory udało mi się uniknąć. Chyba. Przynajmniej nie przychodzi mi do głowy inna historia podobna do tej, także załóżmy, że to moje pierwsze spotkanie. Wspominam o tym dlatego, że thrillery i kryminały to nie moja bajka, choć oczywiście sięgam i po powieści z tych gatunków. Tylko, że robię to bardzo rzadko i raczej niechętnie, co też nie znaczy, że te książki mi się nie podobają. Po prostu mija dużo, dużo czasu zanim zdecyduję się na lekturę. Stąd też brakuje mi materiału do porównania czy autorka dobrze się spisała na tle podobnych historii, czy też powieliła znane schematy. 

To nie jest książka, która zatrzęsła moim światem. Nie denerwowałam się, jak potoczy się akcja, nie poczułam się zszokowana końcówką i nie zachwyciła mnie kreacja bohaterów. Chociaż warto wspomnieć, że dużo bardziej polubiłam Matthew i jego pokrętny umysł, niż Isabel i jej gotowość do spełniania jego rozkazów, zachcianek, wytycznych - jak zwał tak zwał. Może dlatego, że nadal nie jestem pewna, co o nim myśleć, nawet mimo rozdziałów z jego perspektywy. Dręczy mnie uczucie, że on mógłby mieć jakiegoś asa w rękawie, którego czytelnik nie miał jeszcze okazji poznać. Albo się mylę i doszukuję smaczków tam gdzie ich nie ma. Kto to wie? 

Sama fabuła była interesująca, ale przez większość czasu nie znajdziecie tu dramatycznych zwrotów akcji czy budzących dreszczyk emocji. Cóż przynajmniej ja tego nie dostrzegłam, choć może być to związane z faktem, że niewiele thrillerów sprawiło, że faktycznie angażowałam się w akcję. Stąd też nie pałam miłością do tego gatunku. Kurczę, w sumie mam tak nijakie odczucia po tej lekturze, że nie wiem, co jeszcze mogłabym napisać. Pod względem technicznym było w porządku. Nie przypominam sobie, żeby jakieś dialogi powodowały u mnie chęć walenia głową o ścianę, a styl autorki jest całkiem przyjemny w odbiorze. Całość pochłonęłam w ciągu jednego wieczora, ale to u mnie raczej norma niż cecha, która mogłaby świadczyć o wyjątkowości Idealnej dziewczyny. Po prostu należę do tych osób, które nie potrafią się rozstać z lekturą, dopóki się nie skończy. 

A skoro już wiecie, że powieść Carrie Blake nie spowodowała u mnie ani zachwytów ani zdegustowania, to wróćmy do tego, co właściwie skłoniło mnie do napisania tej recenzji. Weszłam na LC i zobaczyłam naprawdę niską średnią ocen - i pierwszy raz, kiedy spotkałam się z tak miernymi notami zaraz po premierze książki. W końcu bądźmy szczerzy, to raczej czas kiedy spotyka się głównie pozytywne opinie z nielicznymi wyjątkami. Poza tym coś mi nie pasowało, patrząc, że recenzje które czytałam były raczej pochlebne i to autentycznie nie była aż tak zła powieść. I znalazłam to:

Nie wiem, kiedy ta recenzja się pojawi, bo mam zaplanowanych parę innych, ale zwracam Waszą uwagę, że to stan z dnia po premierze, bo wtedy też czytałam tę książkę. I tak jakoś fakt, że trafiłam na takie cuda w sieci sprawił, że jednak postanowiłam wyrzucić z siebie tę parę słów o Idealnej dziewczynie. W końcu żadna motywacja do pisania nie jest zła, a ja biorę to co mi świat rzuca pod nogi, a tym przypadku padło na walkę z trollem ;).

Podsumowując? Idealna dziewczyna to całkiem dobra powieść, ale nie skłoniła mnie do zachwytów. Nie znalazłam tu ani rażących wad, ani ogromniej gamy zalet. Technicznie mogłabym czytać w tym czasie coś, co bardziej trafiałoby w moje gusta, ale raz na jakiś czas w sumie lubię takie strzały w ciemno. Carrie Blake stworzyła opowieść, która umiliła mi dość nudny wieczór - jednym słowem, była całkiem w porządku. Niestety sami będziecie musieli zdecydować, czy to coś dla Was, bo w sumie nie wiem, czy powinnam Wam ją polecać, czy jednak odradzać. Myślę, że jeśli jesteście fanami thrillerów erotycznych, to może być książka dla Was, choć stanowczo zabrakło tu jakiegoś dramatycznego zwrotu akcji lub zaskakującej końcówki.

Moja ocena: 5/10

Skończyłam czytać: luty 2018 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 4,81/10
Ilość stron: 300
Okładka: --- (e-book)
Data wydania: 15 lutego 2018 r.
Wydawnictwo: Burda Książki
Tłumaczenie: Anna Kowalska
Cena (z okładki): 39,90 zł  



Gdy moja czysta, nieskazitelna powierzchnia uległa zniszczeniu, wypalona przez seks, pragnienie
 i pożądanie, zostało tylko to, co prawdziwe: samo ciało, skóra, dotyk, bez duszy.
 Pożądanie, deprawacja, zepsucie.


Recenzja - „Uwięzione” Natasha Preston

Czułam się niezwyciężona przez naiwność, która kazała mi sądzić,
że złe rzeczy przytrafiają się tylko innym ludziom.

Słowem wstępu - naprawdę, naprawdę chciałabym bywać tu częściej, ale ta sesja mnie zabija dobija. Gdyby nie zobowiązania recenzenckie, pewnie w ogóle by mnie tu nie było. Także zostawiam Wam tę recenzję i lecę dalej się uczyć. Do zobaczenia w lipcu! D:

Uwięzione to jedna z tych pozycji, które chciałam poznać od momentu, gdy wpadła mi w oko okładka, a po przeczytaniu opisu to uczucie tylko się wzmogło. Nie tak dawno wspominałam Wam, że uwielbiam powieści psychologiczne, a zapowiadało się, że książka Natashy Preston idealnie wpasowywała się w moje gusta. Czy rzeczywiście tak było?

Pewnego wieczoru Summer idzie sama na imprezę. Nigdy na nią nie dociera. Lewis, jej chłopak, później nie może sobie wybaczyć, że nie było go przy niej.
W jednej chwili szczęśliwa nastolatka traci kochającego chłopaka, rodziców i brata. Traci całe swoje życie, trafiając w miejsce, z którego nie ma ucieczki. Od tej pory nie będzie już sobą, Summer. Wraz z trzema innymi dziewczynami będzie musiała znosić życie w zamknięciu, codzienny strach i ból i... o wiele więcej. W tej sytuacji nie ma dobrych zakończeń.
Przeczytaj tę książkę, a nigdy już nie będziesz chciała dostawać kwiatów.
(Źródło: Wydawnictwo Feeria Young)

Jeśli chciałabym zacząć od pozytywnych stron powieści to na pewno zalicza się do tego tematyka. Nie często - przynajmniej nie pamiętam ostatniego przypadku - spotykam się z tematyką porwania w powieści młodzieżowej. Tego rodzaju książki to albo erotyki, skupiające się zwykle na syndromie sztokholmskim i/lub ostatecznie romansie pomiędzy oprawcą i ofiarą, albo historie opisywane na faktach. Ponieważ z opisu nijak nie da się wywnioskować co właściwie stanie się z Summer, tym bardziej byłam zaintrygowana, co wymyśliła autorka i z której strony chce podejść do tematu.

Akcja powieści zaczyna się w momencie porwania Summer. Dziewczyna idąc na imprezę, dowiaduje się że jej przyjaciółka pokłóciła się z chłopakiem i wyrusza jej szukać, nieświadoma że ta chwila bezpowrotnie zmieni jej życie. Porywacz oznajmia, że od teraz ma na imię Lily i razem z trzema innymi kobietami stworzą rodzinę. Brzmi dość makabrycznie, prawda? I tak też trochę jest. Dziewczyna nie wie, co za chwilę zrobi jej oprawca i te uczucia autorka dość umiejętnie przenosi na czytelnika. Udzielały mi się uczucia Summer, jej niepewność, strach i chęć ucieczki - zwłaszcza tuż po porwaniu. Nie zamierzam natomiast oceniać jej decyzji, jak i innych kobiet, które przetrzymywał Clover. Głównie dlatego, że mogłam je zrozumieć, a i siedzenie w zamknięciu na pewno nie pomogło osiągnąć równowagi psychicznej. Nie mam się tu do czego przyczepić, choć żałuję, że autorka nie poświęciła odrobinę więcej czasu na pokazanie przemiany Summer, tylko zdecydowała się na przeskok czasowy oraz wersję przed i po.

Czytelnik ma okazję śledzić narrację z punktu widzenia Sum, jej chłopaka Lewisa oraz Clovera, czyli porywacza we własnej osobie. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się pojawienia tej ostatniej, ponieważ opisanie tak pokrętnego umysłu zawsze jest trudne. Wszystko mogłoby być idealnie, gdyby nie fakt, że czegoś zabrakło w tej powieści. Czy to rozwinięcia portretów psychologicznych, czy opisów - nie jestem pewna. Jako że już zdążyłam ochłonąć po lekturze, teraz odnoszę wrażenie, że przypomina to bardziej relację niż powieść. Sama narracja z punktu widzenia Clovera była zupełnie zbędna, bo zawiodło wykonanie. Moim zdaniem potrzeba naprawdę dużego talentu i przede wszystkim świetnego pomysłu, żeby przedstawić umysł oprawcy. Natashy Preston średnio się to udało, bo choć pokazała jego początki i nakreśliła motywy, to zabrakło mi tego kluczowego momentu przejścia i zagłębienia się w jego psychikę. Podobnie zresztą ma się sytuacja z Lewsiem - nie potrafię powiedzieć o nim nic, poza tym, że szukał Summer. I nie było by nic w tym złego, gdyby jego postać była zepchnięta na dalszy plan, ale skoro pisarka postanowiła oddać mu głos i tym samym uczynić jednym z głównych bohaterów to trzeba było poświęcić mu trochę uwagi. 

Podsumowując Uwięzione to całkiem dobry thriller młodzieżowy. Powieść Natashy Preston trzyma w napięciu, serwując czytelnikowi całkiem niebanalną opowieść. Niestety książka nie ustrzegła się kilku wad, przy czym dla mnie najgorszy był brak dobrych portretów psychologicznych bohaterów. Mimo to spędziłam przyjemny czas na lekturze i, jeśli jesteście skłonni przymknąć oko na drobne błędy, polecam Wam Uwięzione.

Moja ocena: 6/10

Skończyłam czytać: maj 2017 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 6,88/10
Ilość stron: 397
Okładka: miękka
Data wydania: 24 maja 2017 r.
Wydawnictwo: Feeria Young
Tłumaczenie: Karolina Pawlik



To nie było tak jak po czyjejś śmierci, gdy żegna się zmarłego i wraca do życia. Nie wiedzieliśmy, gdzie była ani co się z nią stało. Nie mieliśmy żadnych odpowiedzi, nie mogliśmy więc żyć dalej.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Feeria Young


Recenzja - „Córeczka” Anna Snoekstra


Siła słów, które za chwilę padną z moich ust, jest ogromna. [...]
Spoglądam na posterunkową Seirs, potem na posterunkowego Thompsona, delektując się chwilą.
Obserwuję ich uważnie w oczekiwaniu na moment, w którym zmieni się wyraz ich twarzy.
- Nazywam się Rebeka Winter. Jedenaście lat temu zostałam uprowadzona.

Generalnie rzadko sięgam po kryminały czy thrillery. Jeśli już się skuszę na te gatunki, to najbardziej podobają mi się zawsze te psychologiczne, które igrają z moimi myślami i wywołują niepokój. Właśnie zapowiedź takich emocji przyciągnęła mnie do Córeczki, czyli debiutu australijskiej pisarki. 

Bezdomna młoda kobieta zostaje przyłapana w sklepie na kradzieży. Pod groźbą kary decyduje się na desperacki ruch i podaje się za Rebekę Winter - dziewczynę, która zniknęła bez śladu jedenaście lat wcześniej. Początkowo miała to być jedynie krótkotrwała farsa, która pozwoliłaby jej umknąć przed policją, jednak wizja ciepłego łóżka i własnego domu doprowadziła do tego, że kobieta postanawia przejąć życie Becky. Czy kiedy zrozumie, że wpakowała się w śmiertelne niebezpieczeństwo, nie będzie za późno?

Kilka lat żyła na ulicy. Przyłapana na kradzieży, wykorzystuje podobieństwo do zaginionej Rebeki Winter i kradnie jej tożsamość. Świetnie odnajduje się w roli kochającej córki i siostry. Śpi w łóżku Rebeki, nosi jej ubrania, żyje cudzym życiem. Jednak przy okazji odkrywa coraz więcej ponurych sekretów na pozór idealnej rodziny. Zbyt późno zrozumie, że nie tylko ona jest pozbawioną skrupułów oszustką, a zniknięcie Rebeki ma drugie dno, którego lepiej było nie poznawać.
(Źródło: Wydawnictwo HarperCollins Polska)

Czy jeśli macie świadomość, że powieść jest debiutem literackim danego autora, to podchodzicie do niej inaczej? Mam wrażenie, że osobiście patrzę na takie książki delikatne łagodniej - mimo woli jestem mniej krytyczna. Gdy historia jest dobra łatwo wybaczam niedociągnięcia czy braki, zakładając, że pisarz prawdopodobnie zniweluje te błędy w przypadku kolejnego dzieła, lub jeszcze następnego. Ponieważ istnieje ta uniwersalna zasada, że trening czyni mistrza i tak dalej... Choć oczywiście i od tej zasady występują wyjątki wśród autorów. 

Od pierwszych stron Anna Snoekstra umiejętnie buduje napięcie, zaczynając od strachu bohaterki przed byciem odkrytą, aż do kulminacyjnego punktu, a to potrafię docenić, tym bardziej, że książka jest stosunkowo krótka. Czytelnik natychmiast zostaje wciągnięty w sam środek akcji, co sprawia że momentalnie angażuję się w losy dziewczyny podającej się za Rebeckę - to dobrze, bo ciężko się wciągnąć w lekturę, gdy jeszcze nie zna się postaci. To powieść typowo psychologiczna, nie znajdziecie tu hektolitrów krwi, czy opisów krwawych morderstw, ale autorka poigra z Waszymi umysłami. Przynajmniej tak było w moim przypadku. Paranoja głównej bohaterki udzielała się również mnie, a tajemnice skrywane przez ludzi z otoczenia Beks, to takie, których lepiej było nie znać. 

Nie wiem, czy zauważyliście, ale ani razu nie użyłam imienia głównej bohaterki. Dlaczego? Z tego prostego powodu, że czytelnik nie ma okazji go poznać. Tworzy to pewien dystans między nami, a dziewczyną, która podaje się za Rebekę, a jednocześnie dzięki temu jakoś dużo łatwiej było mi uwierzyć, że mogła ona przejąć życie zaginionej. To nietypowy zabieg, bo chyba po raz pierwszy wiem tak niewiele o postaci, która notabene jest narratorką połowy powieści. Autorka umieściła tylko śladowe wzmianki o jej przeszłości tworząc coś na kształt bohaterki widmo - wiemy kim jest oraz dlaczego znalazła się w tym miejscu, poznajemy jej bieżące myśli i obawy, a jednocześnie do teraz mam ważenie, jakby była kobietą bez twarzy. Rozdziały z jej perspektywy przeplatają się z tymi, w których narrator skupia się na życiu Rebeki, tuż przed jej zaginięciem. To oznacza, że czytelnik nie dość, że dostaje dwa całkiem różne czasowo wątki - dzieli je jedenaście lat - to jeszcze dwie inne relacje tych wydarzeń. Jedną przez narratora pierwszoosobowego występującego w czasie teraźniejszym, co podkręciło efekt jaki wywierały na mnie wydarzenia mające miejsce w fabule. Natomiast użycie bezstronnego obserwatora do opowiedzenia historii Rebeki sprawiło, że odniosłam wrażenie jakby faktycznie była to już się stało, a zdarzenia, które się jej przytrafiły były poniekąd nieuchronne i są zamkniętym rozdziałem należącym do przeszłości. Anna Snoekstra świetnie sobie poradziła z tym zabiegiem, a cała jej koncepcja świetnie pasuje do treści Córeczki. Zwłaszcza, że choć główną tajemnicą fabuły jest zniknięcie Beks, to tak jakby dostałam dwie równoległe tajemnice. I choć dotyczą one tego samego, to obie jednocześnie budują napięcie i wciągają czytelnika, sprawiając że nie mogłam odłożyć tej powieści, dopóki nie dowiedziałam się, co właściwie się stało. Kulminacja fabuły jest idealna, bo łączy je w całość, a jednocześnie sprawiła, że szczęka opadła mi ze zdumienia, bo takiego rozwiązania nie mogłam przewidzieć.

Słowem podsumowania - Córeczka to naprawdę dobry thriller psychologiczny, a ja z przyjemnością sięgnę po kolejne książki autorki. Nietypowe rozwiązania, zaskakujący koniec oraz igranie z umysłem czytelnika sprawiły, że lektura tej książki była czystą przyjemnością, a ja nie dostrzegłam w fabule drobnych błędów, bo te były po prostu nieistotne. Z mojej strony mogę gorąco polecić tę powieść tym, którzy tak jak ja, od czasu do czasu uwielbiają tajemnicze historie, skupiające się na motywie psychologicznym, z mnóstwem mylących tropów i zaskakującym zakończeniem.

Moja ocena: 7/10

Skończyłam czytać: kwiecień 2017 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 7,32/10
Ilość stron: 271
Okładka: miękka
Data wydania: 15 marca 2017 r.
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Tłumaczenie: Dorota Stadnik
Cena (z okładki): 34,90 zł



Teraz, kiedy zyskałam nowe życie, rozpaczliwie chciałam je zatrzymać. Tak długo czułam się zagubiona i samotna, że zaczęłam ten stan uznawać za normalność, za mój zwykły dzień powszedni. W moim pojęciu wolność i bezpieczeństwo wykluczały się nawzajem, ale teraz było inaczej



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska

#62 Recenzja - Black Ice



Każdy musi mieć jakieś sekrety - oznajmił. - Dzięki nim jesteśmy podatni na ciosy

Ostatni raz z twórczością Becci Fitzpatric miałam do czynienia przy okazji sagi Szeptem. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z tą serią byłam zachwycona, natomiast kiedy ją kończyłam… już nie do końca. Dlatego właśnie sporo minęło zanim sięgnęłam po Black Ice. Z zaskoczeniem stwierdziłam, że autorka porzuciła romans paranormalny na rzecz czegoś na kształt thrillera lub kryminału, dalej jednak skierowanego bardziej do młodzieży niż dorosłego, co oczywiście nie oznacza, że i tym drugim się nie spodoba.

Nie daj się zwieść pozorom!
Britt długo przygotowywała się do wymarzonej wyprawy wzdłuż łańcucha górskiego Teton. Niespodziewanie dołącza do niej jej były chłopak, o którym dziewczyna wciąż nie może zapomnieć. Zanim Britt odkryje, co tak naprawdę czuje do Calvina, burza śnieżna zmusza ją do szukania schronienia w stojącym na odludziu domku i skorzystania z gościnności dwóch bardzo przystojnych nieznajomych. Jak się okazuje, obaj są zbiegami. Britt staje się ich zakładniczką. W zamian za uwolnienie zgadza się wyprowadzić ich z gór.
Gdy dziewczyna odkrywa mrożący krew w żyłach dowód na to, że w okolicy grasuje seryjny morderca, a ona może stać się jego kolejnym celem, sprawy przybierają dramatyczny obrót…
(Źródło: Moondrive)

Góry, śnieżyca, pustkowie... to właśnie lubią twórcy kryminałów. Pozwala to stworzyć atmosferę grozy i niebezpieczeństwa ukrywającego się w głuszy i, tak jak śnieg, otaczającego bohaterów ze wszystkich stron. Ten klimat przerażenia i czarne chmury nieustannie zbierające się nad głowami wszystkich zaangażowanych to jedna z największych zalet tej powieści. Becca Fitzpatric stworzyła świetną, zajmującą historię, której nie mogłam przerwać, dopóki nie dowiedziałam się, jak się kończy. Autorce udało się mnie wciągnąć w swój świat i sprawić, że praktycznie mogłam poczuć na własnej skórze emocje towarzyszące bohaterom. Dodatkowo, choć podejrzewałam, jak rozwiążą się pewne sytuacje, pisarce nieraz udało się mnie zmylić i sprawić, że zaczynałam wątpić w sprawy, których jeszcze parę stron wcześniej byłam pewna.

Przypadła mi do gustu zwłaszcza kreacja bohaterów, bo nie do końca wiedziałam, czego się po nich spodziewać. Potrafili zaskoczyć mnie swoimi decyzjami, które zmieniały się wraz z rozwojem historii. Weźmy na przykład Britt. Była dość sympatyczną postacią, wzbudziła moją aprobatę tym, że sama starała się znaleźć wyjście z sytuacji,  w której się znalazła, a z drugiej strony przeżywała również momenty załamania. To sprawiło, że wydawała się bardziej ludzka, prawdziwsza i dużo łatwiej było ją polubić. Mason od samego początku niezmiernie mnie zaciekawił, bo jaki nowo poznany facet udaje czyjegoś chłopaka, tylko dlatego, żeby nie zawstydzić nieznajomej dziewczyny.?Poza tym od samego początku przeczuwałam, że musi się za nim kryć coś więcej. Generalnie nie pojawiło się tu wcale wielu bohaterów, co moim zdaniem działało zarówno na korzyść i niekorzyść akcji. Na plus, że można się dobrze skupić na wszystkich wydarzeniach bez obawy, że umknie nam kto jest kim, natomiast minusem jest, że mniej postaci to mniej teorii spiskowych. 

Średnio podobała mi się przyjaźń pomiędzy dwiema bohaterkami, która od samego początku wydawała się po prostu jakimś dziwnym rodzajem toksycznej relacji. Najbardziej irytujący był fakt, jak autorka ją przestawiła, bo wyglądało to mniej więcej w ten sposób: Britt wspomina jakiś fakt z ich wspólnej przeszłości, który utwierdzał mnie w tym przekonaniu, a zaraz później dodaje, że przecież mimo to ją uwielbia, bo jest jej najlepszą przyjaciółką. Szkoda, że czytelnik nie moze właściwie dowiedzieć się, dlaczego te dwie dziewczyny połączyła taka więź. Nie do końca pasuje mi też zakończenie, bo zabrakło w nim tego wyjątkowego klimatu, który czuło się wcześniej.

Nie jestem fanką kryminałów czy thrillerów - nie znaczy to wcale, że źle mi się je czyta, jednak sięgam po te gatunki wyjątkowo rzadko. Mimo to Black Ice to naprawdę dobra powieść, przy której świetnie spędziłam czas - ie dość, że autorka potrafiła wciągnąć mnie w swoją historię to jeszcze udało się jej mnie zaskoczyć. Nie jest to wprawdzie powieść bez wad i naprawdę nie wiem, jak zareagują na nią fani tych gatunków, ale ja jestem bardzo zadowolona z tego, co otrzymałam od Becci Fitzpatric.

Moja ocena: 7/10

Skończyłam czytać: sierpień 2016 r.
Ocena z Lubimy czytać: 7,2/10
Ilość stron : 448
Data wydania : 5 listopada 2014 r.
Okładka : miękka z zakładkami
Wydawnictwo : Moondrive
Tłumaczenie : Mariusz Gądek
Cena (z okładki) : 39,90 zł



Obojgu nam groziła śmierć. Taka była zimna, bezwzględna prawda.
Nie zamierzałam zmarnować tych ostatnich minut, jakie być może nam pozostały.
Nie chodziło tu o pożądanie. To była gwałtowna, paląca potrzeba. Gorąca afirmacja życia.


Książka przeczytana w ramach wyzwania Kiedyś przeczytam

#40 Recenzja - Pętla



Kiedyś w szkole dowiedziałam się na lekcji fizyki, że wszechświat nieubłaganie dąży do chaosu.
To samo odnosi się do ludzi. Czasami dobrze trafimy i jest w porządku.
Ale na ogół źle trafiamy i wszystko jest do dupy.

Gdybyście zapytali mnie dwa miesiące temu czy lubię kryminały, bez wahania odpowiedziałabym, że mogę takowy przeczytać, ale nie przepadam. Jednak koleżanka namówiła mnie do sięgnięcia po twórczość Koontz'a i niesamowicie mi się spodobała, dlatego nie mogłam oprzeć się pokusie sięgnięcia po Pętlę Faye Kellerman.

Dom na przedmieściach Los Angeles. Z krokwi zwisa nagie ciało młodej kobiety. Opuchnięta twarz, kabel mocno owinięty wokół szyi. Tak zaczyna się kolejna sprawa detektywa Petera Deckera. Zamordowana kobieta była cenioną pielęgniarką, nigdy nie złamała prawa. A jednak ktoś uznał, że nie powinna dłużej żyć. Śledztwo idzie jak po grudzie, policja bezskutecznie szuka świadków i motywu zbrodni. Jednak Decker się nie poddaje. Gdy starannie prześwietla przeszłość ofiary, odkrywa, że miała więcej wrogów niż przyjaciół. Wszyscy są podejrzani, a niektórzy z nich nie zawahaliby się zabić. Deckera czeka jedno z najtrudniejszych śledztw w jego policyjnej karierze.
(Źródło: HarperCollins Polska)

Peter Decker to bohater, który od pierwszej strony wzbudził moją sympatię - sumienny, rzeczowy, zapracowany - zdecydowanie da się go polubić. To jedna z tych postaci, które zaimponowały mi swoimi działaniami, nie tylko na gruncie zawodowym, ale również prywatnym. Na samym początku porucznik podejmuje się ochrony Terry, atrakcyjniej, młodej kobiety, którą pobił szalony mąż. Niestety niedługo po spotkaniu z Donattim, kobieta znika bez śladu, a pod opiekę Deckera trafia jej piętnastoletni syn Gabe. Mężczyzna podejmuje się odnalezienia kobiety, jednak w tym samym czasie musi rozwikłać sprawę brutalnego zabójstwa młodej pielęgniarki.

Od pierwszych stron polubiłam styl autorki, ponieważ książkę czyta się naprawdę błyskawicznie, ani się obejrzałam, a kończyłam piąty rozdział. Już początek utwierdził mnie w przekonaniu, że Faye Kellerman wie, jak zaintrygować czytelnika. Autorka umiejętnie buduje napięcie i sprawia, że czytelnik z niecierpliwością przewraca kolejne strony, chcąc sam rozwikłać zagadkę. Sprawiło to, że odniosłam wrażenie, iż fabuła będzie pędzić łeb na szyję, tymczasem w książce zdecydowanie brak spektakularnych zwrotów akcji i dramatycznych momentów. Z mojego punktu widzenia nadaje to realności śledztwu, które dość mozolnie posuwa się do przodu, jednak to wcale nie sprawia, że stało się nudne.

Jak już wspomniałam kryminał czy thriller to nie jest gatunek, po który często sięgam, także nie jestem w stanie powiedzieć, czy to tradycyjne większą część powieści zajmują rozmowy z podejrzanymi i mozolne szukanie sprawcy. Mnie osobiście bardzo podobał się fakt, że autorka połączyła dwa wątki kryminalne, a jednocześnie dołożyła sporo elementów obyczajowych. Dzięki temu bohaterowie wydają się wręcz realnymi ludźmi, a powieść ma sporą szansę przypaść do gustu nie tylko fanom zagadek i tajemnic. Styl autorki jest prosty i zrozumiały, rozdziały stosunkowo niedługie, a narracja prowadzona w trzeciej osobie, dzięki czemu czytelnik ma możliwość zobaczyć akcję z różnych perspektyw. 

Tak jak już pisałam Decker to jeden z tych bohaterów, którzy wzbudzają sympatię od pierwszych stron powieści, jednak absolutnie wszystkie postaci zasługują na uwagę. Zarówno rodzina i współpracownicy porucznika to bardzo wyraziści bohaterowie, którzy są świetnie opisani i łatwo zapadają w pamięć. Uwielbiam rodzinę Deckera, jednak moim ulubionym bohaterem pozostaje Gabe i jego skomplikowane stosunki i ojcem. 

Jedyne, co mnie rozczarowało to minimalnie zbyt mało spektakularny punkt kulminacyjny. Choć nie domyśliłam się rozwiązania żadnej ze spraw to brakowało mi jakiś fajerwerków pod koniec, czegoś, co sprawi, że szczęka opadnie mi ze zdumienia.

Pętla to moje pierwsze spotkanie z twórczością Faye Kellerman i zdecydowanie mogę je zaliczyć do udanych. Ta książka to bardzo dobry thriller, a przedstawiona w nim historia naprawdę przypadła mi do gustu i jeśli tylko będę miała okazję z przyjemnością poznam inne powieści autorki. Serdecznie polecam, jeśli szukacie dobrej powieści z tego gatunku.

Moja ocena: 7/10

Skończyłam czytać: marzec 2016 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 6,88/10
Ilość stron: 495
Okładka: miękka
Data wydania: 17 lutego 2016 r.
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Tłumaczenie: Bogumiła Nawrot
Cena (z okładki): 36,99 zł


- O czym tak rozmyślasz? - spytała w końcu.
- O niczym.
- Nie wierzę.
- Widzisz, właśnie w takich sytuacjach, wy, kobiety, wszystko psujecie.
Zawsze kiedy mężczyźni milczą przypisujecie to milczenie jakimś głębokim,
wewnętrznym medytacjom, gdy tymczasem ja myślę o deserze i zastawiam się,
czy jest wart swoich kalorii.


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska



Książka przeczytana w ramach wyzwania:







Drogi Czytelniku,
Bardzo miło gościć Cię w moich skromnych progach. Jeśli podobało Ci się tutaj lub masz jakieś zastrzeżenia czy uwagi, daj mi o tym znać. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej :).
Całusy
Ola

PS. Jeśli sam prowadzisz bloga, zostaw link, łatwiej będzie mi Cię odwiedzić, jednak poza nim, chyba wypadałoby napisać coś więcej? ;)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka