Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty

#49 Recenzja - Od złej do przeklętej [Premierowo]



Zwierzę, bestia czy cokolwiek to było, stanęło w smudze światła.
To coś poruszało się z osobliwą lekkością.
Unosiło i opuszczało łeb, kołysząc nim w rytm kroków. Zadrżałam.
To coś było pierwotne, dzikie... nieludzkie.

Po zakończonej lekturze książki Złe dziewczyny nie umierają odniosłam wrażenie, że autorka domknęła większość wątków, co sprawiło, że jednocześnie byłam bardzo ciekawa kolejnego tomu, jak i obawiałam się go, ponieważ nie lubię przeciąganych na siłę opowieści. Patrząc na opis, byłam zdziwiona, że Katie Alender nie otwiera na nowo fabuły pierwszego tomu, ale stawia na całkiem inną opowieść.

Poza opisem recenzja NIE zawiera spojlerów z poprzedniej części.

Alexis jest ostatnią dziewczyną, po której można by się spodziewać, że zaprzeda czemuś swoją duszę. Ma wszystko, czego potrzeba do szczęścia – cudownego chłopaka, prawdziwą przyjaciółkę i ukochaną młodszą siostrę Kasey, odzyskaną po opętaniu przez złego ducha.
Kiedy więc Kasey nawiązuje nowe znajomości, angażując się w działania pewnego klubu, Alexis jest przeszczęśliwa. Wydaje się, że przyjaźnie są właśnie tym, czego potrzebuje jej siostra. Członkinie klubu doświadczają jednak zadziwiającej metamorfozy, z nietowarzyskich dziwadeł przeistaczają się z dnia na dzień w przebojowe modniachy. Kto wie, co się za tym kryje? Czyżby Kasey znalazła się znów w niebezpieczeństwie? Jest tylko jeden sposób, żeby się o tym przekonać – Alexis i jej najlepsza przyjaciółka Megan decydują się wstąpić do klubu. Tylko czy to jest na pewno właściwa droga do celu?
(Źródło: Wydawnictwo Feeria Young)

Pierwsze, co pochwaliłam w Złych dziewczynach to klimat, w jakim była utrzymana powieść - przesycony niepokojem, paranoją, tajemnicami... czyli dokładnie taki, który pasował do fabuły. Czuć go również w tej książce, choć w mniejszym stopniu. Autorka nadal karmi czytelnika strzępkami informacji, wywołuje ciarki i prowadzi akcję tak, że nie sposób się oderwać od tej powieści. Mam wrażenie, że spora część fabuły skupiła się na wątkach osobowych, głównie na Kacey i jej rodzinie oraz relacjach Alexis i Cartera, przez co wiele ze wspominanego przeze mnie wcześniej klimatu gdzieś uleciało. Jednak nie zrozumcie mnie źle - to nie jest wada, ponieważ byłabym zła, gdyby autorka na siłę starała się przestraszyć czytelnika w zupełnie nieodpowiednich momentach. Zamiast tego dostałam mieszankę tego, co poprzednio zrobiło na mnie wrażenie z czymś całkiem nowym, dzięki czemu pojawienie się kolejnego tomu ma całkowity sens i sprawiło, że wręcz nie mogę się doczekać kontynuacji. O tyle, o ile sporo osób kwestionowało, czy Od zlej do przeklętej będzie warte wydania, to po zakończeniu tej powieści nie mam najmniejszych wątpliwości, że Katie Alender ma jeszcze sporo do pokazania czytelnikowi i pozostawiła wiele niedopowiedzianych wątków.

Nadal uwielbiam Alexis, choć jej zachowanie niejednokrotnie mnie irytowało, bo mimo że nadal troszczyła się Kasey, to momentami odniosłam wrażenie, że bardziej martwi się o to, co pomyślą znajomi. To średnio pasowało do obrazu z pierwszej części, ale później pomyślałam, że to raczej naturalne zachowania i dodały jej postaci realizmu. Natomiast dodatkowo gdzieś zgubił się jej sarkastyczny, buntowniczy styl, którego miejscami naprawdę mi brakowało, ponieważ właśnie dzięki tym cechom podbiła moje serce. Nie tylko ona się zmieniła. Wszyscy bohaterowie wydają się bardziej realni niż w pierwszym tomie i każdy z nich na swój sposób rozwija się wraz z akcją powieści, tworząc coraz bardziej realnych ludzi, o których czyta się z niemalejącą przyjemnością. Wątek pomiędzy Lexi i Carterem nadal jest bardzo skromny, wręcz nieśmiały i, chociaż z przyjemnością oglądałam ich razem, to trzeba zwrócić autorce honor za to, że nie stara zamienić się swojej serii w romans.

Choć drugi tom serii jest utrzymany w innym klimacie niż pierwsza część, moim zdaniem przypadnie do gustu każdemu fanowi książki Złe dziewczyny nie umierają. Nie przesadzam mówiąc, że pochłonęłam Od złej do przeklętej w ciągu jednego wieczora - autorka momentalnie wciąga czytelnika w swój świat i nie chce go wypuścić. Jeżeli lubicie książki z dreszczykiem serdecznie polecam, bo Od złej do przeklętej to solidny kawałek młodzieżowej powieści.

Moja ocena: 8/10

Skończyłam czytać: maj 2016 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 7,57/10
Ilość stron: 453
Okładka: miękka
Data wydania: 18 maja 2016 r.
Wydawnictwo: Feeria Young
Tłumaczenie: Jakub Steczko
Cena (z okładki): 39,90 zł

- Sądzę, że jak na jeden dzień to wystarczy.
Serce zatrzepotało mi w piersi, kiedy odwzajemniłam jej spojrzenie.
- Szkoda - powiedziałam.
Ale to było kłamstwo. Ponieważ coś w moim wnętrzu było zadowolone.




Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Feeria Young




Książka przeczytana w ramach wyzwania:


Książkę możecie nabyć między innymi na empik.com

#36 Recenzja - Złe dziewczyny nie umierają



Duchy są wszędzie. Nie sposób ich uniknąć.
Próbujesz jedynie unikać tych, które chcą cię zabić.

Jedynym horrorem, który jako tako wywołał u mnie emocje było Wypowiedz jej imię. Czasami myślę, że może książka nie potrafi przerazić mnie tak jak film, bo nie ma tu strasznej muzyki i nagle wyskakujących twarzy na ekranie. Mimo to, nie mogłam się powstrzymać od sięgnięcia po nową propozycję Feeri Young.

Alexis ucieka w fotografowanie i trzyma się na uboczu, jak niejedna nastolatka. Nie każdy jest urodzoną cheerleaderką. Zresztą jak się żyje z takimi rodzicami, nie ma w tym nic dziwnego. Młodsza siostra Alexis, trzynastoletnia Kasey, też jest specyficzna, z tym swoim zbzikowaniem na punkcie starych lalek. W sumie życie Alexis, choć trochę wyobcowane, nie odbiega od normy. Tak się przynajmniej wydaje… Nagle sprawy wymykają się spod kontroli. Staje się jasne, że złowróżbne sygnały to był dopiero przedsmak prawdziwej grozy. Kasey zaczyna się zachowywać jeszcze bardziej niepokojąco niż wcześniej: jej błękitne oczy skrzą czasem zielonym blaskiem, pamięć odmawia jej posłuszeństwa, a słowa… słowa, które wypowiada, są żywcem wyjęte z dawnych epok. Kasey z radosnej kolekcjonerki lalek zmienia się uosobienie zła. Dziwne rzeczy dzieją się też w domu. Drzwi otwierają się i zamykają pchane niewidzialną ręką, woda sama się gotuje, klimatyzacja, choć wyłączona, przepełnia całe wnętrze chłodem. Początkowo Alexis bierze te sytuacje za urojenia, ale wkrótce zdaje sobie sprawę, że wszystko dzieje się naprawdę i tylko ona może podjąć walkę z czającym się zagrożeniem i ratować siostrę. Tylko czy zielonooka potworna dziewczynka to wciąż ta sama osoba co wcześniej?
(Źródło: Wydawnictwo Feeria Young)

Książka wciągnęła mnie od pierwszej strony i natychmiast wczułam się w jej klimat, który jest niesamowity. Może nie czułam przerażenia, ale od pierwszego do ostatniego rozdziału towarzyszył mi niestający niepokój, co dalej się wydarzy. To jeden z największych plusów tej powieści, utrzymująca się atmosfera grozy sprawia, że nie sposób oderwać się od książki nawet w spokojniejszych momentach.

Muszę przyznać, że od pierwszej strony polubiłam Alexis, która odbiega od typowej kreacji bohaterki powieści dla młodzieży, Dziewczyna jest sarkastyczna, pyskata i nie ma przyjaciół - taki outsider, ale jednocześnie ma swoje pasje oraz wspiera młodszą siostrę, a jej hobby jest fotografia analogowa. (Czytając, jak wywoływała zdjęcia przypomniały mi się, jak sama spędzałam czas w ciemni nad nad kliszą i papierem fotograficznym... :D). Troszeczkę się obawiałam, kiedy poznała Cartera, że autorka zmarnuje jej potencjał i zrobi z książki romansidło, ale chłopak również nie jest typowym złotym chłopcem oraz ma swoje tajemnice. Poza tym wątek romantyczny jest bardzo delikatny, niemal nieśmiały i zdecydowanie idealnie wpasował się w fabułę. Kasey jest młodszą siostrą Alexis, jej pasją jest kolekcjonowanie lalek. Od początku odniosłam wrażenie, że jest lekko dziwna, ale na myśl o jej kolekcji przechodził mnie prawdziwy dreszcz... Podobał mi się także wątek z Megan, który był prawdziwą kopalnią sekretów, choć absolutnie się na to nie zapowiadał.

Styl autorki jest lekki i bardzo przyjemny w odbiorze, a przy tym idealnie wpasowuje się w klimat powieści, o którym wspomniałam wcześniej. Choć sam pomysł nie jest zbyt oryginalny, absolutnie nie mam do czego się przyczepić w realizacji. Wydawać by się mogło, że jest to materiał na jeden tom - i tak też się kończy - co tylko sprawia, że już nie mogę się doczekać, co takiego autorka wymyśli w kontynuacji, ponieważ cykl ma naprawdę spory potencjał.

Złe dziewczyny nie umierają Katie Alender to świetna, trochę przerażająca powieść, którą z czystym sumieniem mogę polecić każdemu fanowi historii o duchach, nawiedzonych domach i przeklętych przedmiotach. Autorka wprowadzi Was do świata, gdzie nastoletnim problemom towarzyszy zło wcielone, a sama atmosfera starego domu przyprawi Was o dreszcz grozy. 

Moja ocena: 8/10

Skończyłam czytać: styczeń 2016 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 7,33/10
Ilość stron: 356
Okładka: miękka
Data wydania: 13 stycznia 2016 r.
Wydawnictwo: Feeria Young
Tłumaczenie: Jakub Steczko
Cena (z okładki): 34,90 zł


- Patrz, czas już włożyć makaron - stwierdziła, wskazując rondelek na palniku.
Woda wrzała, bąbelki powietrza entuzjastycznie mknęły ku powierzchni.
Moje dłonie w jednej chwili stały się chłodne i spocone. 
- Kasey - powiedziałam - Jeszcze nie włączyłam palnika. 
Jej twarz pobladła.




Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Feeria Young


Książka przeczytana w ramach wyzwania:

Książkę możenie nabyć między innymi na empik.com

#14 Recenzja - Wypowiedz jej imię


,,Z jego głębi wyłoniła się szczupła, biała jak marmur,
ociekająca krwią ręka. Dłoń chwyciła się umywalki,
a za nią zaczęła wysuwać się reszta ciała.[..]
Gdy dłoń wyciągnęła się w kierunku Taylor,
na ułożone w mozaikę płytki podłogi chlapnęło
kilka tłustych czerwonych kropel.
Kap, kap, kap.

Zacznijmy od tego, że nie jestem fanką horrorów. Weźmy na przykład King'a - bardzo gościa lubię, szanuję jego dorobek i podobały mi się te książki, które czytałam - ale nigdy nie doznałam strachu czy uczucia niepokoju czytając jego powieści. Sięgałam po ten gatunek ponownie i wciąż tego nie czułam. Po pewnym czasie stwierdziłam, że może ten typ książek po prostu nie jest dla mnie, myślałam, że może nie potrafię się wczuć w takie opowieści. Jak bardzo się myliłam...

Bobby jest uczennicą elitarnej szkoły dla dziewcząt Piper's Hall, a jej najbliższą przyjaciółką jest Naya, z którą mieszka w pokoju. W noc Hallowen kilka dziewczyn przemyca do budynku chłopców z miasteczka i rozpoczynają się mrożące krew w żyłach opowieści o duchach. Kiedy pada propozycja wywołania Krwawej Mery wyzwanie podejmują trzy osoby - Naya, Caine i Bobby, jednak nic się nie dzieje. Następnego dnia wszyscy troje otrzymują wiadomość - 'Pięć dni'. Dokładnie tyle im zostało. Nastolatka ma mało czasu, żeby dowiedzieć się czego chce od nich Mery, a to doprowadzi ją do mrocznych sekretów szkoły. Tylko czy nie będzie za późno? 

Krwawa Mery to motyw przewałkowany, przemaglowany i przemielony przez wszystkie dziedziny popkultury, dlatego na początku byłam bardzo sceptycznie nastawiona do książki James'a Dowson'a. Jednak doszłam do wniosku, że mimo znajomości tej 'legendy' nigdy mnie ten temat nie interesował - ba, nie wiem nawet czy oglądałam choć jeden taki film. Skuszona swoimi logicznymi argumentami (hihi, tak jakby do zakupu kolejnej książki potrzebny był logiczny argument...) stwierdziłam, że jak tylko nadarzy się okazja owa książka znajdzie się w moim posiadaniu. A że ta nadeszła dość szybko, nie mogłam odmówić ;).

Przede wszystkim założyłam, że do czytania horrorów niezbędny jest odpowiedni nastrój, więc zamiast czytać tę książkę na plaży, w pełnym słońcu, cierpliwie zaczekałam aż wszyscy pójdą spać i, uzbrojona w latarkę, wyszłam czytać na dwór. Dlaczego tam? Chodzi o dźwięki - szum wiatru, nocne zwierzątka itp., przy czym wszystko tajemnicze i jakby straszniejsze nocną porą. Myślę, że do pewnego stopnia to zaważyło na moim odbiorze tej powieści.

Ale chyba Was nudzę, co? To przejdźmy w końcu do sedna.

Autor wziął na siebie bardzo trudne zadanie przekształcenia miejskiej legendy w coś wartego uwagi. Coś, co zaintryguje czytelnika i sprawi, że zadrży ze strachu. Sami musicie się przekonać, ale moim zdaniem James Dowson odwalił kawał dobrej roboty tworząc ,,Wypowiedz jej imię". Zacznijmy od postaci, które są bardzo dobrze wykreowane - jako ludzie, których możemy spotkać na swojej drodze. Sama Mery zasługuje na uwagę i aplauz, bo byłam nawet kiedy byłam pewna, że  wiem o niej już wszystko, okazywało się, że autor ma jeszcze wiele do przekazania. Akcja jest prowadzona dynamicznie, a kolejne rąbki tajemnicy są uchylane przed czytelnikiem z rozmysłem - widać, że autor dokładnie wiedział ile wyjaśnić, by zachować sekrety Mery, a jednocześnie sprawić, że coraz bardziej zakopujemy się w tajemnicach ukrytych wśród murów Piper's Hall. Nie ma tu za wiele krwawych, czy naturalistycznych opisów, jednak dużo bardziej mrożące krew w żyłach są te krótkie fragmenty dotyczące zjawy. Uczciwie przyznam, że wzdrygałam się razem z Bobby kiedy zabrano jej okulary, gdy zerkała w lustro i ciarki mnie przeszły, kiedy dostała podarunek od Mery. Mogłam poczuć jej strach i frustrację, bo zdawała sobie sprawę, że nikt nie uwierzy kilkorgu nastolatkom, że pięć razy wypowiedzieli imię Krwawej Mery, a coś faktycznie się wydarzyło. Autor zdecydowanie chciał nadać realizmu swojej historii wyjaśniając, dlaczego setki osób codziennie wypowiadają tą kwestię, a nic się nie dzieje, natomiast nasi bohaterowie muszą się mierzyć z widem szybkiej śmierci. Czy mu się to udało czy nie to kwestia dyskusyjna i ocenę pozostawiam Wam. Poza fragmentami szeroko pojętego horroru, występuje tu wątek miłosny, który jednak nie jest ani przerysowany ani nachalny. Dla mnie był miłym dodatkiem do fabuły oraz odskocznią od głównego tematu powieści. Powiem wam jeszcze jedno - zakończanie zwaliło mnie z nóg i ten napis na końcu... Brrr... aż po plecach przeszły mi ciarki. To zdecydowanie otwiera drogę ewentualnej kontynuacji (choć nie wiem czy takowa jest choćby w planach).

Jedyne, co mi przeszkadzało to mała ilość opisów (poza Mery - tą mogłam sobie wyobrazić bardzo dobrze). Należę do czytelników, którzy lubią wtopić się w świat przedstawiony i dokładnie wyobrazić sobie bohaterów. Może później już przeoczyłam tę informację, ale w sumie do teraz nie wiem w jakim wieku była Bobby i reszta oraz nie potrafię ich sobie do końca wyobrazić. Może nie jest to duża wada (może dla niektórych nawet kolejna zaleta), ale w pewnym momencie zauważyłam, że przeszkadza mi w czytaniu.

Uff, ale się dzisiaj rozpisałam. Zmierzają do końca, powiem Wam szczerze, że spodziewałam się dużo gorszej pozycji, a tak gorąco polecam książkę James'a Dowson'a ,,Wypowiedz jej imię" wszystkim fanom horrorów i thrillerów jak również tym, którzy rzadko sięgają po ten gatunek. Uwielbiam styl pisania autora i już dziś mogę stwierdzić, że jeśli jego inne książki ukarzą się w naszym ojczystym języku, to na 100% stanę się ich posiadaczką.

Moja ocena : 8/10

Skończyłam czytać : 10 sierpnia 2015 r.
Ocena z Lubimy Czytać : 7,77/10
Ocena z empik.com : 4,5/5
Ilość stron : 269
Okładka :miękka
Data wydania : 3 czerwca 2015 r.
Wydawnictwo : YA!
Tłumaczenie : Marcin Sieduszewski
Cena (z okładki) : 29,99 zł



Kap, kap, kap.
Pośrodku linoleum zaczęła powstawać kałuża. Mery budowała portal.
Krople zmieniły się nieprzerwaną strużkę - przeciek przybierał na sile. [..]
-O Boże wypuście mnie stąd!
Z kałuży wynurzyła się blada jak śmierć dłoń.



A jak jest z Wami? Lubicie horrory itp?
Jak podoba Wam się koncepcja ,,Wypowiedz jej imię?" :)?

8/52


Drogi Czytelniku,
Bardzo miło gościć Cię w moich skromnych progach. Jeśli podobało Ci się tutaj lub masz jakieś zastrzeżenia czy uwagi, daj mi o tym znać. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej :).
Całusy
Ola

PS. Jeśli sam prowadzisz bloga, zostaw link, łatwiej będzie mi Cię odwiedzić, jednak poza nim, chyba wypadałoby napisać coś więcej? ;)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka