#63 Recenzja - Wybacz mi, Leonardzie



Mam taką teorię, że z wiekiem tracimy zdolność do bycia szczęśliwym.

Jest to jedna z tych książek, po które nie sięgnęłabym, gdyby nie bardzo kusząca promocja, na jaką natknęłam się w Empiku. Słyszałam wiele dobrego o twórczości autora, dlatego nie mogłam się doczekać sięgnięcia po którąś z jego powieści.

Leonard Peacock kończy osiemnaście lat. Z tej okazji szykuje prezenty dla przyjaciół, goli głowę na łyso i zabiera do szkoły pistolet… Tego dnia zamierza rozliczyć się z przeszłością i dorosłymi, którzy go nie rozumieją. W świecie Leonarda nie ma miejsca na kompromisy, wszystko jest albo czarne, albo białe. Jak w starych filmach z Humphreyem Bogartem... Pif-paf!
„Wybacz mi, Leonardzie” to jedna z trzech powieści młodzieżowych Matthew Quicka. To książka o szukaniu zrozumienia i buncie przeciwko zasadom, którymi kierują się dorośli.
(Źródło: Moondrive)

Chciałabym jakoś przybliżyć Wam fabułę Wybacz mi, Leonardzie, ale troszeczkę nie wiem, jak to zrobić. Spotykamy Leonarda w dniu jego osiemnastych urodzin i ma on dość wyjątkowy plan na ich spędzenie. Chłopak doszedł do wniosku, że ma już dość świata, w którym przyszło mu żyć, więc postanawia popełnić samobójstwo i zabrać ze sobą Ashera (o tym dlaczego i kim on jest dowiecie się troszeczkę później). Przez ten jeden dzień razem z Leonardem wykonujemy misternie obmyślony plan i zmierzamy ku końcowi jego egzystencji, jednocześnie dowiadując się, co go pchnęło do tak dramatycznej decyzji. To, wraz z opisem przygotowanym przez wydawcę, da Wam mniej więcej obraz fabuły.

Dawno nie zrobiłam tylu surowych notatek podczas czytania, dobrze że miałam pod ręką komputer, bo inaczej wszędzie latałyby świstki papieru. Nie wiedziałam do końca, czego właściwie mogę się spodziewać po Wybacz mi, Leonardzie, ale nie oczekiwałam, że książka Mattthew Quicka wywoła we mnie, aż tyle refleksji. To jedna z tych powieści, które nadzwyczaj często odkładałam na bok - tak mniej więcej, co dwa rozdziały. Aby odpowiednio ją odebrać musiałam przerwać lekturę i zastanowić się nad słowami Leonarda. Przemyśleć jego decyzje, dopasować do fragmentów układanki, które już miałam i zastanowić się, co właściwie go motywuje. No i oczywiście zrobić odnośnie tego wszystkiego przynajmniej krótką notatkę, bo przemyśleń i wrażeń było tak wiele, że nie dałabym rasy pamiętać o każdej, którą chciałam poruszyć. Ta powieść niejednokrotnie wywołała u mnie melancholię, bo i pytania, które stawia sobie Leonard są smutne. Dlatego nie dziwią mnie jego wycieczki metrem w poszukiwaniu szczęśliwych dorosłych, choć moim zdaniem przecenia on ich znaczenie w swoim życiu. Może wszyscy jesteśmy skazani na powtarzanie tych samych błędów, co ogół społeczeństwa, być może wszyscy jesteśmy niewolnikami obecnego systemu.

Od pierwszych rozdziałów da się wyczuć, że Wybacz mi, Leonardzie to nie jest pierwsza książka Matthew Quicka, ponieważ styl autora jest bardzo plastyczny, czuć że wie, co chce przekazać. Każdy dialog, czy wtrącenie ma przybliżyć czytelnika do odkrycia motywów głównego bohatera i jego tajemnic. W przeważającej części książka stanowi zbiór monologów Leonarda, przez co jako taka akcja posuwa się stosunkowo powoli. Wyjątkowo poruszające były listy z przyszłości, które chłopak napisał w imieniu osób, które mógłby kiedyś spotkać, pokazywały jego wrażliwość na świat i chęć do życia, której brak w innych jego wypowiedziach. Autor idealnie się spisał wchodząc w skórę Leonarda, bo tak osobiste podejście do bohatera mogło łatwo nie zdać egzaminu, tymczasem miałam wrażenie, jakbym czytała coś na kształt autobiografii lub pamiętnika. To, co średnio mi pasowało w tej książce, to całe mnóstwo przypisów dolnych, które były pewnego rodzaju wtrąceniami Leonarda. Nie chodzi mi tu do końca o samą formę, ale sposób, w jaki widnieją w książce. Przeszkadza mi układ tych adnotacji, często zdarzało się, że musiałam odwrócić stronę aby je dokończyć i wrócić na poprzednią aby kontynuować tok myślowy chłopaka. Poza tym bywało, że były wyjątkowo długie, co utrudniało zachowanie płynności w akcji i czytając musiałam być mocno skupiona na tekście. Teoretycznie to nie wada, ale zdecydowanie wolę utrzymana płynność fabuły.

Leonard Peacock jest specyficznym bohaterem, zadającym wyjątkowo trudne pytania, moim zdaniem również bardzo wrażliwym i... zupełnie do mnie nie podobnym. Podejrzewam, że gdybym natknęła się na niego na ulicy, podobnie jak wiele osób, z którymi miał styczność, uznałabym go za dziwaka. To sprawiło, że przez lwią część tej powieści nie mogłam się z nim zżyć, nie pochwalałam ani jego działań, ani toku rozumowania. W zbrodni nie ma przekazu, a popełnienie jej budzi mój głęboki sprzeciw, ponieważ żyjemy w świecie, który sam w sobie jest niebezpieczny. Scena z nauczycielką, którą doprowadził do łez, duma, że nie podejdzie on do egzaminów, nie będzie uczęszczał na studia... nie potrafiłam go zrozumieć. Zadawał ważne pytania, miał dobre spostrzeżenia na temat codzienności, a mimo to zamiast spróbować coś zmienić, poprzez bezczynność stawał się częścią systemu, którego tak bardzo nienawidził. Jednak... Mieliście kiedyś tak, że zanotowaliście sobie całe mnóstwo uwag do recenzji odnośnie bohatera czy treści, a później jedyne do czego się nadają to wyrzucenie do śmieci? Jak bardzo zmienia się nasz pogląd na książkę, kiedy przeczytamy już ostatnie zdanie. Okazuje się, że odbieramy ja zupełnie inaczej. I również tak bardzo ewoluował mój początkowy obraz Leonarda, po przeczytaniu tych ostatnich stron. Różnica jest tak duża, że gdybym teraz miała okazję go spotkać, chętnie posłuchałabym, co ma do powiedzenia i z przyjemnością wypiłabym z nim kawę.

Książka Matthew Quicka okazała się znacznie lepszą pozycją, niż mogłabym sądzić po pierwszych rozdziałach. Niesie ze sobą ważny przekaz i pokazuje wiele aspektów obecnego świata, na które my również powinniśmy zwrócić uwagę. Nie znajdziecie tu ckliwej opowieści o miłości, będącej lekiem na wszelkie zło, jak również gotowych rad, jak przetrwać w dzisiejszej rzeczywistości. To bardzo melancholijna pozycja, wyróżniająca się nietypowym bohaterem i wyjątkową wrażliwością na świat, a na ocenę, którą jej wystawiłam ogromnie wpłynęło to, czego dowiedziałam się w ostatnich rozdziałach.

Moja ocena: 8/10

Skończyłam czytać: sierpień 2016 r.
Ocena z Lubimy czytać: 8,05/10
Ilość stron : 406
Data wydania : 8 października 2014 r.
Okładka : miękka z zakładkami
Wydawnictwo : Moondrive
Tłumaczenie : Jacek Konieczny
Cena (z okładki) : 39,90 zł


Zastanawialiście się kiedyś nad wszystkimi wieczorami waszego życia,
których nie potraficie sobie przypomnieć? Tak prozaicznymi, że mózg nie zadał sobie trudu,
by je zarejestrować. Setki, może tysiące wieczorów rozpoczęło się i zakończyło,
nie pozostawiając żadnego śladu w pamięci. Czy to was nie przeraża?
A co, jeśli wasz umysł zapamiętuje te niewłaściwe wieczory?


Książka przeczytana w ramach wyzwania Kiedyś przeczytam

28 komentarzy :

  1. Mam całą serię, ale jeszcze się nie zabrałam za czytanie. Akurat zastanawiałam się, co by teraz przeczytać- może to będzie rozwiązanie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może :D. Jeśli tylko masz ochotę na coś refleksyjego i melancholijnego to na pewno ,,Wybacz mi, Leonardzie" będzie idealne ;)

      Usuń
  2. Bardzo mi się podobała i również skłoniła mnie do licznych refleksji. Te przypisy faktycznie bywają uciążliwe (i wciąż twierdzę, że są zdecydowanie zbyt długie), tyle dobrego, że z czasem idzie się do nich przyzwyczaić. A listy z przyszłości... Fenomenalny pomysł.

    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że dużo lepiej zniosłabym ich długość, gdybym nie musiała kilkakrotnie wertować stron w poszukiwaniu wątku, który już zdążył mi uciec ;). Listy są genialne, a ten od żony poruszył mnie do łez - wprawdzie tylko kilku, ale i tak był niesamowicie wzruszający :).

      Usuń
  3. Mam w planach tę książkę i jestem pewna, że mi się spodoba.
    Pozdrawiam
    zapoczytalna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że właśnie tak będzie :).

      Usuń
  4. Muszę w końcu przeczytać jakąś książkę tego autora. Koniecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powtarzałam to samo, zanim w końcu skusiłam się na Leonarda ;).

      Usuń
  5. To jedyna książka Quicka (z tych wydanych w Polsce), której nie przeczytałam. Trochę boję się jej tematyki, ale z pewnością kiedyś ja przeczytam, bo nie ukrywam, że brzmi bardzo interesująco. Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc byłam zaskoczona, jak autor pokierował tematem dużo łagodniej niż się spodziewałam - także nie masz się czego obawiać :D.

      Usuń
  6. Jestem wielką fanką książek Matthew Quicka (w szczególności uwielbiam "Poradnik pozytywnego myślenia" i chociaż mam tą książkę na swojej półce już od momentu jej ukazania się, to jakoś nigdy nie było mi po drodze zapoznanie się z nią. Dobrze, że mi o niej przypomniałaś!
    Pozdrawiam!
    Katherine Parker - About Katherine

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moje pierwsze spotkanie z twórczością autora i teraz mam ochotę na ,,Poradnik obserwatorów gwiazd". Polecam się na przyszłość :D.

      Usuń
  7. Ogromnie polubiłam twórczość tego autora i postanowiłam czytać wszystkie jego książki, ta jest następna w kolejce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zaliczam tą próbę do udanych i chętnie poznałabym inne książki Quicka :).

      Usuń
  8. Czytałam inne książki tego autora i bardzo przypadły mi do gustu. Myślę, że i na Leonarda przyjdzie kolej.

    Zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam Matthew Quicka, zakochałam się w jego książkach, chociaż w każdej w nieco inny sposób. Wybacz mi, Leonardzie to niesamowicie wstrząsająca, melchancholijna lektura, a zakończenie poruszyło we mnie najczulsze struny, o których istnieniu zapomniałam. Mnie akurat te adnotacje bardzo się podobały, stanowiły taki element humorystyczny i były czymś oryginalnym, niespotykanym :) Gorąco polecam ci Prawie jak gwiazda rocka tego autora, przepiękna, o wiele bardziej optymistyczna historia, chociaż również łamie serce.

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już nie chcę łamać sobie serca! Aktualnie jestem po dwóch ciężkich książkach i potrzebuję czegoś wręcz zbyt optymistycznego :D. Jak tylko się zregeneruję to zerknę na tę książkę, bo choć słyszałam tytuł, to szczerze mówiąc nie mam zielonego pojęcia, o czym jest fabuła. To nie do końca tak, że przypisy mi się nie podobały, ale irytowałam się, jak traciłam wątek ;). A pomysł faktycznie oryginalny i za to autor ma ode mnie dodatkowego plusa.

      Usuń
  10. ja jeszcze nie czytałam nic autorstwa Matthew Quicka, ale 'Prawie jak gwiazda rocka' już stoi na mojej półce ;) o 'Wybacz mi Leonardzie' słyszałam i czytałam dużo pozytywnych opinii i chyba sięgnę całkiem niedługo po tę książkę :D

    Pozdrawiam cię z całego serduszka i zapraszam do zadawania pytań pod postem 'Q&A, czyli ZAPYTAJ MNIE O COŚ!' :)
    Tusia z bloga tusiaksiazkiinietylko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam również o "Prawie jak gwiazda rocka" i chętnie ją przeczytam, jak tylko przyjrzę się bliżej fabule ;).

      Usuń
  11. Po wielu bardzo pozytywnych opiniach na temat tej książki liczę na naprawdę wspaniałą lekturę. Z Quickiem miałam póki co dwa spotkania: jedno niezwykle udane ("Poradnik pozytywnego myślenia"), a drugie kompletnie zniechęcające ("Niezbędnik obserwatorów gwiazd"). Zobaczymy, jak będzie tym razem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyne, co mogę Ci poradzić, to żebyś się nie zniechęcała, jeśli na początku średnio Ci podpasuje, bo osobiście zmieniłam swoją o 180 stopni, w stosunku do tego, jakie wrażenie wywarła na mnie na początku :).

      Usuń
  12. Nie znam autora, książki też nie, ale chyba czas to zmienić :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja zakochałam się w Leonardzie. Od samego początku czułam z nim pokrewną więź i cały czas go uwielbiałam. Wraz z rozwojem akcji jeszcze lepiej rozumiałam jego lęki i pragnienia. Kocham tą książkę z całego serca i trochę żałuję, że nie mogę spotkać Leo na ulicy - jestem pewna, że znaleźlibyśmy wspólny temat ;)

    www.carolinelivre.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, a u mnie z koli potrzeba było czasu, żebym mogła go zrozumieć i polubić. Teraz z przyjemnością bym go wysłuchała :).

      Usuń
  14. Gdzieś ją mam na półce, ale właśnie czekam na lepszy dzień, bo melancholia na razie nie jest tym czego potrzebuję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama szukam jakiejś książki na poprawę nastroju, ale ostatnio wpadam właśnie na same takie w stylu Leonarda :D. Miałam nadzieję, że fantastyka pomoże, ale hmm w ostatniej książce 3 z 4 bohaterów umarło, także trochę mi nie wyszło :'D.

      Usuń

Drogi Czytelniku,
Bardzo miło gościć Cię w moich skromnych progach. Jeśli podobało Ci się tutaj lub masz jakieś zastrzeżenia czy uwagi , proszę zostaw po sobie ślad. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej :).
Całusy
Ola

PS. Nie mam nic przeciwko linkom, jednak poza nimi, chyba wypadałoby napisać coś więcej ;)



Drogi Czytelniku,
Bardzo miło gościć Cię w moich skromnych progach. Jeśli podobało Ci się tutaj lub masz jakieś zastrzeżenia czy uwagi, daj mi o tym znać. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej :).
Całusy
Ola

PS. Jeśli sam prowadzisz bloga, zostaw link, łatwiej będzie mi Cię odwiedzić, jednak poza nim, chyba wypadałoby napisać coś więcej? ;)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka