#55 Recenzja - Przypadki Callie i Kaydena





3. Choć raz zrób, do cholery, to, co chcesz, zamiast tego, co uważasz, że powinieneś.



Po Przypadki Callie i Kaydena wcale nie zamierzałam sięgać. Naprawdę! W momencie pojawienia się pierwszych zapowiedzi, a później recenzji, zakwalifikowałam tę powieść do jednego wora z nurtu New Adult, która pewnie mi się spodoba, ale nie wniesie ze sobą nic nowego i przez to mnie rozczaruje. Jednak zewsząd otaczały mnie zachwyty nad twórczością Jessici Sorensen, także w końcu musiałam się skusić, choć zajęło mi sporo czasu, aby w końcu zabrać się za czytanie.

Dla Kaydena cierpienie w milczeniu było jedynym sposobem, by przeżyć. Jeśli miał szczęście, nie wychylał się i wypełniał polecenia, mógł przetrwać kolejny dzień. Jednak pewnej nocy, kiedy zdawało się, że jego szczęście – a może nawet i życie – właśnie się kończy, pojawiła się ona…
Callie nie wierzyła w szczęśliwe zrządzenia losu. Przynajmniej od czasu swoich dwunastych urodzin, gdy odebrano jej wszystko. Kiedy najgorsze już minęło, dziewczyna pogrzebała uczucia i przysięgła nigdy nikomu nie zdradzić, co się naprawdę wydarzyło. Teraz, sześć lat później, nadal zmaga się z bolesną tajemnicą...
Gdy traf sprawia, że Kayden i Callie zaczynają uczęszczać do tego samego college’u, chłopak z determinacją postanawia poznać bliżej piękną dziewczynę, która odmieniła jego los. Jest przekonany, że Callie nie pojawiła się w jego życiu bez powodu. Im bardziej próbuje stać się częścią jej świata, tym mocniej uświadamia sobie, że tym razem to ona potrzebuje ocalenia.
(Źródło: Wydawnictwo Zysk i S-ka)

Od prologu wiedziałam, że to nie będzie łatwa książka, ponieważ Jessica Sorensen od pierwszych zdań wykłada karty na stół i narzuca ton, w jakim będzie utrzymana ta opowieść, wrzucając czytelnika na głęboką wodę. To historia o dwóch cierpiących duszach, których ścieżki niespodziewanie się przetną i to spotkanie ich zmieni, choć oni oczywiście jeszcze o tym nie wiedzą. Przypadki Callie i Kaydena wywołują całą gamę uczuć, od śmiechu przez wzruszenie, aż do głębokiego smutku, krótko mówiąc jest to powieść, w której moje emocje zostały wystawione na próbę i dostały prawdziwą przejażdżkę. Absolutnie pokochałam listę Callie oraz Setha za to, że wciąż dodawał do niej nowe punkty, bo dzięki niej dziewczyna zaczęła opuszczać swoją skorupę. 

Uwielbiam fakt, że ta historia nie jest pełna nieszczerych wzlotów i upadków oraz uczuć, które spadają na bohaterów niczym grom z jasnego nieba, pod wpływem których padają sobie w ramiona i po dwóch dniach wyznają wszystkie sekrety. To ostatnio rzadko spotykana sytuacja. Z jakiegoś nieznanego mi powodu niektórzy autorzy uważają, że trzy dni znajomości to wystarczający okres, żeby wymieniać się płomiennymi deklaracjami uczuć, zdradzić wszystkie sekrety i całkowicie obnażyć duszę. Dziękuję małym książkowym duszkom, że Jessica Sorensen do nich nie należy. Doceniam ją przede wszystkim za to, że nie zwalniając akcji, dała czytelnikowi czas, aby mógł uwierzyć w uczucie rodzące się pomiędzy Callie i Kaydenem, pozwalając im się poznać, zanim zapałają do siebie czymś więcej. To chyba jeden z największych plusów tej książki, dzięki czemu nie musiałam zniesmaczona wpatrywać się w kartkę i zastanawiać się czy powinnam wybuchnąć śmiechem (a tak niestety już bywało). 

Callie i Kayden to dwie osoby, które połączyło cierpienie. On robiący dobrą minę do złej gry, udaje luzaka, a jednocześnie boi się, że któregoś dnia ojciec przyłoży mu tak, że go zabije. Ona jest wystraszona, nieufna... nie wierzy, że kiedykolwiek uda się jej pozbierać po tym, co się wydarzyło. Natomiast dookoła tych dwojga jest mnóstwo ludzi, którzy nie widzą, co się dzieje lub przeciwnie wiedzą, ale ignorują problem. To jest prawdziwa tragedia tej powieści - że nikt nie był w stanie dostrzec dwóch przestraszonych dzieciaków i spróbować im pomóc.

Choć autorka zgrabnie operuje szkicami, na których opiera się gatunek, serwując czytelnikowi pod pewnymi względami historię typowa dla NA, to jednocześnie potrafi tak poprowadzić fabułę i wpleść w nią własne pomysły, że nadaje tej powieści świeżość, choć nie da się ukryć, że występuje tu pewna schematyczność. I chociaż naprawdę mi ona nie przeszkadzała, to nie znaczy, że jej nie dostrzegam. Najlepszym przyjacielem Callie jest naturalnie gej, który oczywiście też nie miał za kolorowo w życiu i skrywa własne sekrety. Dziewczyna jest śliczna, ale oczywiście nie wierzy w to, choć wszyscy jej to powtarzają. Kayden jest rozgrywającym, szaleńczo seksownym kobieciarzem, który gdzie tylko się pojawi wszystko świetnie mu wychodzi. Te trzy fakty są po prostu w każdej książce tego gatunku i powoli odnoszę wrażenie, że tego już nawet nie można nazwać schematycznością, a nieodłącznym pakietem, z którym przychodzą wszystkie książki New Adult. 

Przypadki Callie i Kaydena to pod pewnymi względami książka, jak każde inne NA, jednak z drugiej strony kusi ogromnym emocjonalnym ładunkiem i realizmem uczuć pomiędzy głównymi bohaterami. Nawet jeśli jesteście uprzedzeni do gatunku to moim zdaniem warto zapoznać się z twórczością Jessici Sorensen, ponieważ każdy znajdzie tu coś dla siebie. Gorąco polecam.

Moja ocena: 7/10

Skończyłam czytać : lipiec 2016 r.
Ocena z Lubimy Czytać : 8/10
Ilość stron : 387
Data wydania : 15 czerwca 2015 r.
Okładka : miękka z zakładkami 
Wydawnictwo : Zysk i S-ka
Tłumaczenie : Ewa Helińska
Cena (z okładki) : 34,90 zł


Niesamowite, że rzeczy na zawsze zapadające w pamięci chciałoby się zapomnieć,
a te, których kurczowo się trzymasz ulatują niczym piasek na wietrze.



Książka przeczytana w ramach wyzwania Kiedyś przeczytam

#54 Recenzja - Akademia Dobra i Zła

Wybaczcie brak oryginalnego zdjęcia,
ale zostawiałam książkę w mieszkaniu.

Tylko jeśli zniszczymy to, kim się nam wydaje, że jesteśmy,
będziemy mogli docenić to, kim jesteśmy naprawdę.

Kto nielubi bajek? Ja osobiście do teraz uwielbiam wracać do kultowych produkcji Disney'a, dlatego gdy tylko zobaczyłam Akademię Dobra i Zła wiedziałam, że ta książka musi do mnie trafić. Wyjątkowo pozytywne oceny jeszcze podkręcały mój zapał, choć musiało minąć trochę czasu zanim po nią sięgnęłam.

Tego roku, najlepsze przyjaciółki Sofia i Agata dowiedzą się dokąd trafiają po skończeniu trzynastu lat wszystkie zaginione dzieci. Do legendarnej Akademii Dobra i Zła, w której zwyczajni chłopcy i zwykłe dziewczynki są szkolone by zostać albo bajkowymi bohaterami, albo wielkimi złoczyńcami. Sofia, najładniejsza dziewczyna w całym Gawaldonie całe dotychczasowe życie marzyła żeby zostać już porwaną i trafić do zaczarowanego świata. Ze swoimi różowymi sukienkami, dobrymi stopniami i skłonnością do dobrych uczynków, wie, że ma szansę dostać się do szkoły Dobra i w efekcie zostać księżniczką z bajek. Z kolei Agata gustująca w mrocznych strojach i czarnych kotach, pełna niechęci do wszystkich napotkanych na jej drodze istot, myśli, że trafi do szkoły Zła. Tymczasem staje się zupełnie inaczej... 
(Źródło: Lubimy Czytać)

Ponieważ podczas czytania Akademii moje uczucia w stosunku do tej powieści znacznie się zmieniały, tym razem przekażę wam je w etapach.

Etap pierwszy ROZCZAROWANIE 
Nie mogłam się wciągnąć w świat, który przedstawia Soman Chainani. Być może to z powodu oczekiwań, które miałam w stosunku do tej powieści, ale nie widziałam tego, nad czym wszyscy się zachwycają. Niby wszystko było okej, miejsce akcji, styl pisania, nawet sama fabuła - a jednak czułam, że ta książka do mnie nie trafia. Po początkach wszystko wydawało się takie podobne do siebie i choć z przyjemnością czytałam o lekcjach polegających na pielęgnacji brzydoty, rzucaniu klątw, rozmowie ze zwierzętami oraz dbaniu o urodę, to po pierwszym wow przyszło uczucie, że to wszystko zamiast posuwać akcję do przodu tworzy niepotrzebny zastój.

Etap drugi A MOŻE JEDNAK...
W tym momencie akcja nabierała już tempa, poznałam też bliżej Sofię i Agatę oraz ich przyjaciół i byłam całkiem zadowolona z tego, co czytałam. Po pierwszych kilku rozdziałach, gdzie w sumie nic mnie nie chciało zatrzymać przy tej opowieści i bezustannie przerywałam lekturę, nagle okazało się, że  w sumie coraz rzadziej odkładam tę książkę na półkę. Zaczęły mnie intrygować dalsze losy dziewczynek i pomyślałam sobie, że może jednak zbyt szybko oceniłam tą powieść.

Etap trzeci TO JEST GENIALNE
Doszło do tego, że absolutnie nie mogłam odłożyć Akademii, byłam tak ciekawa, co się dalej stanie, że nie było mowy o przerwie w czytaniu i nie mogłam pójść spać dopóki nie dowiem się, jak to się skończy. Pomyślałam, że przecież to jest fantastyczna opowieść i jak mogłam wcześniej nie zauważyć jej geniuszu. Nagle okazało się, że już rozumiem te wszystkie zachwyty, bo Soman Chainani stworzył fantastyczną bajkę, która nie do końca jest przeznaczona dla dzieci i ogromnie mnie zauroczyła. Po zakończeniu tej książki, mój apetyt wcale nie osłabł i natychmiast zaczęłam polowanie na kontynuację.

Jak może zauważyliście nie zagłębiam się w szczegóły dotyczące fabuły, głównie chciałam Wam przekazać swoje uczucia, bo nie mogłabym sobie darować, gdybym przypadkiem zniszczyła komuś radość z poznania losów Sofii i Agaty zdradzając zbyt wiele. Zawszę wychodzę z założenia, że lepiej jest powiedzieć zbyt mało, niż zbyt dużo. Z tego samego powodu nie będę rozpisywać się również na temat bohaterów, powiem tylko, że jak się okazało, nie wszyscy okazali się tak przewidywalni, jak mogłoby się wydawać. Generalnie pokochałam sceny z Teodrosem, choć niekiedy miały w sobie pewien fałsz, który nie do końca do mnie przemawiał - ale mimo to wciąż je uwielbiam, być może dalej jestem na etapie marzeń o księciu na białym koniu.

W przypadku tej powieści nie sposób ominąć tego, że jest to absolutnie piękne wydanie, dopracowane w najmniejszych szczegółach. Moim zdaniem okładka jest absolutnie urocza i idealnie oddaje sens tej opowieści, a dodatkowo przy każdym rozdziale znajduje się obrazek. Bardzo rzadko trafiam na tak przemyślane egzemplarze, gdzie wszystko idealnie ze sobą współgra.

Moim zdaniem Soman Chainani stworzył absolutnie magiczną opowieść, która wyróżnia się na tle aktualnie popularnych motywów. Akademia Dobra i Zła przenosi czytelnika z powrotem do czasów dzieciństwa oraz historii o księżniczkach i wiedźmach, bohaterach i złoczyńcach, a jednocześnie dodaje od siebie na tyle dużo, że nie pozostawia po sobie uczucia niedosytu i zawodu. Niewątpliwie autor miał świetny pomysł i ogromnie mnie cieszy, że w parze z tym poszło naprawdę dobre wykonanie, dlatego jeśli - tak jak ja - lubicie przenieść się do świata baśni to Akademia Dobra i Zła zdecydowanie jest książką dla Was. Gorąco polecam.

Moja ocena : 8/10

Skończyłam czytać : kwiecień 2016 r.
Ocena z Lubimy Czytać : 7,6/10
Ilość stron : 496
Data wydania : 18 marca 2015 r.
Okładka : miękka 
Wydawnictwo : Jaguar
Tłumaczenie : Małgorzata Kaczarowska
Cena (z okładki) : 39,90 zł

1. Zło atakuje. Dobro się broni
2. Zło karze. Dobro wybacza.
3. Zło rani. Dobro pomaga. 
4. Zło bierze. Dobro daje.
5. Zło nienawidzi. Dobro kocha.


Książka przeczytana w ramach wyzwania Kiedyś przeczytam

Stosik #12 i podsumowanie czerwca


Czerwiec to przede wszystkim sesja, czyli jeden z tych miesięcy, kiedy znikam z sieci. Poza wrzuceniem szybkiego posta lub wcześniej napisanej recenzji absolutnie nie miałam czasu, żeby doglądać bloga, a tym bardziej zajrzeć do Was. Dzięki bogu wakacje właśnie się zaczęły i już zaczęłam nadrabiać zaległości w czytaniu - zostały mi tylko te blogowe :D. W czerwcu Zatracona w innych światach obchodziła też swój roczek, który niestety z powodu egzaminów przeszedł jakoś bez echa, bo choć wiedziałam, że rocznica się zbliża to nie miałam czasu jej świętować... Dlatego przy okazji tego podsumowania spoglądam wstecz i patrzę, jak wiele udało mi się zrobić :).

Podsumowanie roku
Ponad rok temu, dokładnie 25 czerwca, postanowiłam w końcu zrobić coś, żeby się nie wynudzić na swoich najdłuższych wakacjach, pomyślałam sobie "Hej, a może w końcu zbiorę się do kupy i zrobię to, co tak długo chodziło mi po głowie" - tak powstała Zatracona w innych światach :). Powiem Wam, że nawet nie wiem, kiedy zleciał ten rok i autentycznie jestem w szoku, że wytrwałam. Miałam swoje wzloty i upadki, co zdecydowanie widać, jeśli przejrzycie sobie archiwum. Jednak od ostatniego załamania udało mi się utrzymać postanowienie przynajmniej sześciu postów miesięcznie, niezależnie od tego, co działo się w moim życiu. Dla mnie to naprawdę spore osiągnięcie :). 
W ciągu tego roku napisałam w sumie 80 postów, z czego 53 to recenzje. Odwiedziliście mnie prawie 40 000 razy (!) i pozostawiliście po sobie prawie 1 800 komentarzy. To znacznie więcej niż mogłam liczyć, rozpoczynając swoją przygodę z blogowaniem, dlatego chciałam Wam podziękować. To dzięki Wam, moi czytelnicy, wracam tu za każdym razem z nową dawką energii i motywacji, to właśnie Wy sprawiacie, że aż taką radość sprawia mi tworzenie nowych notek i główkowanie, co zrobić, aby ta strona była jeszcze lepsza, dla Was i dla mnie. Dziękuję za wszystkie miłe słowa, które tu zostawiacie i obiecuję, że nawet jeśli nie mam czasu odpowiedzieć na wasze komentarze, to zawsze je czytam i nieustannie wywołują uśmiech na mojej twarzy.

Trzy najczęściej wyświetlane recenzje:


Stosik #12
W poprzednim miesiącu w końcu złamałam swoje postanowienie o niekupowaniu książek, ale jedyne, na co się skusiłam to wyprzedaż w empiku więc chyba nie jest źle, prawda? ;) W sumie moją biblioteczkę zasiliło 8 nowych pozycji, z czego 2 egzemplarze do recenzji i 6 nabytków z wakacyjnych, empikowych promocji.

  • Jenny Han, Siobhan Vivian Ból za ból - egzemplarz do recenzji od Wydawnictwa Feeria Young, RECENZJA
  • Scott Sigler Alive. Żywi - j.w. RECENZJA
  • K.Bromberg Driven. Namiętność silniejsza niż ból
  • K.Bromberg Fueled. Napędzani pożądaniem
  • K.Bromberg Crashed. W zderzeniu z miłością
  • Remigiusz Mróz Kasacja
  • Virginia Boecker Łowczyni 
  • Agnieszka Ligas-Łoniewska Piętno Midasa

Podsumowanie czerwca 
Jak już wspominałam egzaminy zajęły mi praktycznie cały wolny czas, dlatego - jak możecie się domyślać - mój czerwcowy wynik nie jest zbyt imponujący. Jednak mam zamiar nadrobić to wszystko w wakacje ;). W tak zwanym między czasie udało mi się przeczytać trzy książki, w sumie 1 152 strony, czyli statystycznie 38 stron dziennie. Moje zdjęcie odeśle Was do recenzji.
 

Najlepsza książka
Waham się pomiędzy Alive (za zaskoczenie, jakie mi zaserwował autor), a Ember in the Ashes, głównie dlatego, że to kawał dobrej fantastyki, jednak po tych wszystkich zachwytach spodziewałam się czegoś więcej. Hmm... to trudny wybór, ale chyba postawię na książkę Sabaa'y Tahir.

Najgorsza książka
Absolutnie żadna z tych trzech nie zasługuje żeby ją tak nazwać :D



Blogowo:
Liczba wyświetleń: 3 056 (- 147)
Obserwatorzy: 274 (+2)
Dodane posty: 4 (-3)
Facebook: 234 (+ 17)




#53 Recenzja - Ból za ból



Mówi Karma. Jestem suką. Jest w twoim życiu ktoś, komu należy się nauczka?


Po pierwszych zapowiedziach Ból za ból skojarzył mi się tematycznie z serią Pretty Little Liars. Swego czasu bardzo chciałam przeczytać te książki, ale odstrasza mnie ilość tomów, dlatego uznałam, że spotkanie z najnowszą propozycją od Wydawnictwa Feeria bardzo mi się spodoba. 

Pocztówkowo idealna Wyspa Jar jest pełna uroczych sklepów turystycznych, dziewiczych plaż, i niesamowitych domów. To właśnie tam trzy dziewczyny potajemnie spiskują nad zemstą. Kat jest już zmęczona zastraszaniem przez jej byłego najlepszego przyjaciela. Lillia od zawsze wyglądała na jej młodszą siostrę, więc kiedy odkrywa, że jeden z jej chłopaków potajemnie z nią sypia, zamierza położyć temu kres. Mary stale nawiedzają traumatyczne wydarzenia z minionych lat, więc chłopak, który jest za nie odpowiedzialny powinien dostać za swoje. Żadna z dziewcząt może swoich mściwych fantazji bez ściągania na siebie podejrzeń. Ale razem ... wszystko jest możliwe.
(Źródło: Wydawnictwo Feeria Young)

Nie sądzicie, że zemsta to bardzo popularny motyw? Niezależnie od gatunku wydawać by się mogło, że tej jednej rzeczy chcą wszyscy - zarówno bohaterowie jak i złoczyńcy. Z jakiegoś powodu wydaje im się, że jedyną możliwością wyrównania rachunków jest odpłacenie się ząb za ząb, oko za oko... ból za ból. Kat. Lillia i Mary z całego serca pragną zemsty, zostały skrzywdzone, więc należy im się rekompensata, prawda? Trzy dziewczyny, które dzieli wszystko, poza wspólnym celem, rozpoczynają swój plan od niewinnych żartów, lecz to nie zaspokoi ich pragnienia sprawiedliwości. Czy ich ofiary naprawdę zasługują na swój los?

Jenny Han i Siobhan Vivian to autorki, z którymi nie miałam wcześniej do czynienia, więc absolutnie nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po tym duecie. Dodatkowo obawiałam się, że pisarki nie do końca będą potrafiły się zgrać i zaserwują mi urywaną opowieść, w której bez trudu będę mogła rozróżnić, gdzie się zaczyna i kończy pióro danej autorki. Dlatego jestem tak miło zaskoczona, że - z ręką na sercu - gdybym nie wiedziała, że jest to powieść napisana w duecie, nigdy bym się nie domyśliła. Jenny Han i Siobhan Vivian dobrze się zgrały i potrafiły przedstawić jedną, spójną opowieść. Zaskoczyło mnie, że postanowiły podzielić narrację pomiędzy trzy główne bohaterki i, chociaż czasami następował zgrzyt w tych przeskokach, była to bardzo dobra decyzja, która pozwoliła czytelnikowi zajrzeć w głąb umysłu każdej 

Bohaterowie wykreowani przez autorki niesamowicie mi się podobali, mimo że na samym początku byłam rozczarowana ich płytkością i przewidywalnością, z czasem jednak uświadomiłam sobie, jak fantastycznie zostali stworzeni. Są to ludzie bardzo niejednoznaczni - czytelnik uświadamia sobie, że w pewnym momencie gdzieś zatarła się granica pomiędzy oprawcą, a ofiarą, prześladowcą i prześladowanym. Jest to nie lada wyzwanie - przekonać odbiorcę, że postać, którą już zdążył polubić okazuje się złoczyńcą, a bohaterowi, do którego zapałał natychmiastową niechęcią, nagle powinien współczuć. Jenny Han i Siobhan Vivian udało się to znakomicie. O tyle, o ile od początku lubiłam Kat i Lillie, to Mery grała mi na nerwach przez całą książkę. Zdaję sobie sprawę, że była to jedna z bohaterek, która miała za zadanie budzić współczucie, sympatię, etc., ale nienawidzę takich postaci. Dziewczyna była, że tak brzydko powiem, zupełną ofiarą i popychadłem, tylko i wyłącznie dlatego, że tak wybrała. Przysięgam Wam, że nie mogłam znieść ani jej narracji, ani wypowiedzi... Normalnie unikam wstawiania gifów w recenzjach, ale hej, chodziło mi to po głowie przez absolutnie każdą scenę, w której się pojawiła...


Generalnie mam niewiele zastrzeżeń do tej książki. Gdzieś tam troszeczkę mi przeszkadzało, że Kat i Lillia tak szybko dopuściły do siebie Mery, zwłaszcza, że tej drugiej bardzo zależało na anonimowości. Tak samo później, ten przeskok od dość niewinnych żartów do zaprzepaszczenia czyjejś przyszłości przeszedł w sumie bez echa. Ni z tego ni z owego dziewczyny wytaczają działa wielkiego kalibru...

Zaskakująco ostatnie pięćdziesiąt stron jest naprawdę, naprawdę rewelacyjne. Mam na myśli tak dobre, że cała ta powieść wydaje się tylko wstępem do znacznie bardziej dramatycznych wydarzeń, które autorki przygotowały na dalsze części. To ten moment, kiedy niepokojące tajemnice czają się tuż pod powierzchnią i czekają na odkrycie.

Ogólnie rzecz biorąc Ból za ból autorstwa Jenny Han i Siobhan Vivian to moim zdaniem bardzo dobra powieść dla młodzieży, a i starszym przypadnie do gustu, jeśli tylko lubicie obracać się w świecie typowego, amerykańskiego liceum okraszonego odrobiną krwiożerczych, pragnących zemsty dziewczyn. Nie obyło się wprawdzie bez paru niedociągnięć, ale są to na tyle małe wady, że mogę spokojnie przymknąć na nie oko i niecierpliwością wyglądać kolejnego tomu. Serdecznie polecam.

Moja ocena: 7/10

Skończyłam czytać: czerwiec 2016 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 7,88/10
Ilość stron: 352
Okładka: miękka
Wydawnictwo: Feeria Young
Tłumaczenie: Andrzej Goździkowski
Cena (z okładki): 34,90 zł


[...] - Wszystkie jesteśmy winne. - Po chwili zaciągnęłam się jeszcze raz.
Czułam, jak dym przenika moje ciało. - Teraz możemy tylko liczyć, że ujdzie nam na sucho.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Feeria Young




Książkę możecie nabyć między innymi na empik.com

Moje ulubione cytaty #1

Sesja trwa, a ja nie mam specjalnie czasu na czytanie, dlatego dziś mam dla Was kilka moich ukochanych cytatów - to oczywiście nie wszystkie, ale zachowam sobie resztę na okazje takie jak teraz, kiedy nie mam czasu dla książek ;). Chciałam dorzucić jakiś komentarz od siebie, ale czas mi na to nie pozwala, a sumienie gryzło, że panuje tu taka pustka...



  • Kto powiedział, ze noc jest od spania? Nie, nie, proszę państwa, noc jest właśnie od niszczenia sobie życia. Od analiz tego, co było już i tak zanalizowane milion razy. Od wymyślania dialogów, na które i tak nigdy się nie odważymy. Noc jest od tworzenia wielkich planów, których i tak nie będziemy pamiętać rano. Noc jest od bólu głowy do mdłości, od wyśnionych miłości. 
~ Éric-Emmanuel Schmitt Oskar i pani Róża





  • Jedną z rzeczy, za które kocham książki, jest to, że dzieli się w nich ludzkie losy na rozdziały. To niesamowite, ponieważ nie można tego zrobić w prawdziwym życiu. [..] Niezależnie od tego, co się dzieje, życie toczy się dalej, czy ci się to podoba, czy nie, i nigdy nie możesz pozwolić sobie na to, żeby się zatrzymać i po prostu złapać oddech.

~ Colleen Hoover Hopeless 



  • Słowa są jak ziarno, myślę, szczególnie te zasiane w naszych sercach w młodym wieku. Kiełkują i zapuszczają korzenie w naszych duszach. Dobre słowa rosną dobrze. Kwitną. Wytwarzają pień, który staje się podporą naszego kręgosłupa, podtrzymując nas, kiedy czujemy się słabi, pomagając nam stać mocno na ziemi, kiedy najbardziej potrzebujemy oparcia. Złe słowa źle rosną. Ich pnie są atakowane i niszczone przez choroby. W końcu pustoszeją w środku i zagnieżdżają się w nich potrzeby innych, zajmując miejsce naszych własnych. A my jesteśmy zmuszeni jeść owoce zrodzone z tych słów rosnących w niewoli. Na gałęziach, które porastają nasze ramiona i oplatają nasze szyje, dusząc nas niepostrzeżenie, słowo za słowem.

~ Tahereh Mafi Dar Julii




  • Lecz w ciągu ostatnich trudnych lat też czegoś się nauczył. Między innymi tego, że człowiek niewiele może zrobić dla swojego przyjaciela... poza tym, żeby być jego przyjacielem. 
~ Mary Jo Putney Gromy i Róże





  • Bo wypadek to dziwna rzecz. Nigdy jej nie ma, dopóki się nie wydarzy.
~ A.A.Milne Kubuś Puchatek





  • - Nic mnie to nie obchodzi - oświadczyła Clary. - On by to dla mnie zrobił. Tylko powiedz, że nie. Gdybym zginęła...
    - Spaliłby cały świat, żeby móc wykopać cię z popiołów. Wiem. 
~ Cassandra Clare Miasto Zagubionych Dusz




  • Książki są bramą, przez którą wychodzisz na ulicę - mówiła Patricia. - Dzięki nim uczysz się, mądrzejesz, podróżujesz, marzysz, wyobrażasz sobie, przeżywasz losy innych, swoje życie mnożysz razy tysiąc. Ciekawe, czy ktoś da ci więcej za tak niewiele. Pomagają też odpędzić różne złe rzeczy - samotność, upiory i tym podobne gówna. Czasem się zastanawiam, jak możecie znieść to wszystko wy, które nie czytacie.
 ~ Arturo Pérez-Reverte Królowa Południa



  • Pociecha jest balsamem na głęboką ranę. Jest oazą w bezkresnej pustyni. Pociecha jest jak łagodząca dłoń na twojej skroni. Pociecha jest niczym bliska, przyjazna twarz. To obecność kogoś, kto rozumie twoje łzy, przysłuchuje się twojemu utrudzonemu sercu, w smutku i nieszczęściu pozostaje przy tobie i pomaga dojrzeć parę gwiazd. 
~ Phil Bosmans Szczęście na każdy dzień




  • Ludzie często popełniali ten błąd. Wierzyli, że gdy świeci słońce, są bezpieczniejsi, bo potwory wychodzą tylko nocą. Jednak bezpieczeństwo – jak światło – to tylko fasada. Pod spodem cały świat skąpany jest w mroku. 
~ C.J. Roberts Dotyk ciemności






  • Bo udawanie szczęścia to niemal jego odczuwanie. Przynajmniej póki nie przypomnisz sobie, że to tylko pozory. Wtedy jest smutno. Naprawdę smutno. Bo noszenie na co dzień maski jest bardzo trudne. A po jakimś czasie jesteś trochę przestraszony, bo maska staje się twoją częścią. 
~ Brittainy C. Cherry Kochając pana Danielsa

#52 Recenzja - Alive. Żywi



To, co wzięłam za morze kurzu, okazało się oceanem śmierci.



Alive. Żywi miało jedne z tych zapowiedzi, które sprawiły, że natychmiast chciałam zapoznać się z tą powieścią. Kiedy zobaczyłam zwiastun moje oczekiwania jeszcze bardziej wzrosły i spodziewałam się, że to będzie fantastyczna książka. Czy miałam rację?

Po obudzeniu się nastoletnia bohaterka odkrywa, że jest uwięziona w trumnie. Dodatkowo nie ma pojęcia, kim jest, gdzie jest i jak się tu znalazła. Okazuje się, że w połączonym z jej więzieniem pomieszczeniu znajdują się równie zaskoczeni ocalali. Za ich pokojem znajduje się korytarz pełen zakurzonych kości, ale żadnych ludzi, żadnych odpowiedzi. Dziewczyna wie o sobie tylko jedno – nazywa się Savage, co wypisano w nogach trumny. Zauważa też, że inni na nią liczą. Nie jest największa ani najodważniejsza, ale z pewnych powodów budzi powszechne zaufanie. Teraz, jeśli ma im się udać, dziewczyna musi sprawić, żeby zaufali sobie nawzajem. Muszą zmierzyć się z prawdą, niezależnie od tego jak bolesna by była.

(Źródło: Wydawnictwo Feeria Young)

Nie wiem jak Wy, ale ja pierwszej podświadomej oceny książki dokonuję około 20-30 strony, stawiając sobie pytanie, czy czuję się na tyle zaintrygowana, żeby ta pozycja zatrzymała mnie przy sobie na dłużej. Czasem odpowiedź brzmi tak, czasem nie... jednak czasem nie jest mi potrzebna. Są takie książki, które mają fantastyczną pierwszą kartkę, kiedy po niej samej jestem w stanie powiedzieć, że za tym po prostu musi kryć się wspaniała opowieść. W takim momencie przeczuwam, że lepiej szybko zabrać się za czytanie, bo nie zacznę robić nic produktywnego dopóki nie przekonam się, czy moje przeczucie mnie nie myliło. W przypadku Scotta Siglera miałam rację - ta pierwsza rewelacyjna strona zwiastowała fantastyczną powieść z mnóstwem zwrotów akcji. W momencie, kiedy zdążyłam ułożyć sobie w głowie prawdopodobny scenariusz, dlaczego bohaterowie znaleźli się w tym miejscu, autor zrzucił fabularną bombę, obracając w pył wszystkie moje domysły. To niemały wyczyn patrząc na ilość książek z gatunku, które przeczytałam i wszystkie scenariusze, które do tej pory serwowali pisarze. Za samo to, że sama w życiu nie domyśliłabym się, co szykował autor, Alive dostaje ode mnie dodatkowe punkty.

Scott Sigler postawił na mnogość bohaterów i na początku trochę się bałam, że sam się w tym pogubi albo okaże się, że poza Em nie ma nikogo wartego uwagi. Wiecie, o co mi chodzi prawda? To taki moment w powieści, kiedy okazuje się, że w fabule wystąpiło tak wiele osób, że w sumie dzielę bohaterów na głównych i masę - bo nagle okazuje się, że oni wszyscy zachowują się jakby mieli jeden mózg. W tym wypadku autor dość dobrze poradził sobie z zarysowaniem unikatowych cech postaci, ale po prostu muszę się do czegoś przyczepić. Chociaż każdy z bohaterów miał cechę, która odróżniała go od reszty, to troszeczkę brakuje mi w nich głębi - nie we wszystkich naturalnie, ale weźmy na przykład takiego O'Malleya, który pojawia się na samym początku akcji, a poza tym, że był dość rozsądny, nic więcej specjalnie nie zapadło mi w pamięć. Na szczęście Bishop okazał się dużo bardziej interesujący, no bo jak tu przetrwać spokojniejsze momenty bez dobrej męskiej postaci? Bez wątpienia na pierwszy plan wysuwa się Em, a to co mi się najbardziej w niej podobało to, że jest to bohaterka wyjątkowo niejednoznaczna, ponieważ w momencie, kiedy myślałam, że już wiem, jaki będzie jej następny krok, okazywało się, że autor ma w stosunku do dziewczyny inne plany. W tym momencie, już po zakończonej lekturze mam nadzieję, że autor utrzyma w okół niej otoczkę tajemnicy i dziewczyna nie stanie się kolejną schematyczną bohaterką.

Styl, którym posługuje się Scott Sigler jest nastawiony na grupę odbiorców książki. Jest lekki, przyjemny i na szczęście nie razi slangiem, a mimo to autorowi udaje się utrzymać klimat grozy i tajemnic, co zdecydowanie nie pozwala oderwać się na dłużej od tej powieści.

Alive zaliczam do bardzo udanego pierwszego spotkania z twórczością autora i niecierpliwie wyglądam kontynuacji. Sigler'owi udało się mnie zaskoczyć nie tylko pod względem decyzji bohaterów, ale również zwrotów w fabule, dlatego zdecydowanie polecam Wam Alive. Jest to świetne rozpoczęcie trylogii, która - mam nadzieję - jeszcze nie raz mnie zaskoczy.

Moja ocena : 8/10

Skończyłam czytać : czerwiec 2016 r.
Ocena z Lubimy Czytać : 7,76/10
Okładka : miękka
Ilość stron : 384
Wydawnictwo : Feeria Young
Tłumaczenie : Justyna Formańska
Cena (z okładki) : 34,90 zł 


Jeśli uciekniesz, twój wróg będzie cię ścigać.
Zabij swojego wroga, a wtedy już zawsze będziesz wolna.




Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Feeria Young




Książkę możecie nabyć m.in. na empik.com 

#Stosik 11 i podsumowanie maja



Zbliża się sesja, a wraz z nią egzaminy, dlatego wybaczcie mi jeśli na chwilę umilknę :)

Stosik #11

Dzielnie trzymam się swojego postanowienia o niekupowaniu nowych książek, choć maj i czerwiec przyniosły mi tak dużo pokus, że chyba w końcu się złamię :D. W poprzednim miesiącu wytrwałam, a do mojej biblioteczki trafiły tylko egzemplarze od wydawnictw.



  • Katie Alender Od złej do przeklętej - od Feeri Young, kontynuacja książki Złe dziewczyny nie umierają, która bardzo mi się podobała RECENZJA
  • Scott Sigler Alive. Żywi - j.w., zapowiedzi tej powieści były ogromnie kuszące, dlatego już nie mogę się doczekać, aż powiem Wam, co o niej myślę
  • Sarah Dessen Teraz albo nigdy - egzemplarz od HarperCollins, kolejna fantastyczna powieść obyczajowa autorki RECENZJA
  • Alyson Noël Niezrównani - j.w., stosunkowo dobra powieść, która może być początkiem naprawdę świetnej serii, pod warunkiem, że autorka utrzyma tempo z ostatnich rozdziałów RECENZJA

Podsumowanie maja

W poprzednim miesiącu przeczytałam siedem fantastycznych powieści, w sumie 2941 stron, czyli statystycznie 95 stron dziennie. To dobry wynik, z którego jestem dość zadowolona, choć przyznam, że na zbliżające się wakacje mam dużo ambitniejsze plany. Moje zdjęcia przeniosą Was do recenzji danej książki.

  
  

Najlepsza książka
Ogromnie trudny wybór patrząc na ten miesiąc, jednak chyba wskażę tu Teraz albo nigdy, mimo że wcale nie oceniłam jej najwyżej. Pióro Sarah Dessen ma w sobie coś takiego, że uwielbiam jej powieści i zawsze nastrajają mnie pozytywnie do życia. Poza tym rzadko się zdarza, żeby autor trzykrotnie zrobił na mnie wrażenie, a tej pani to się udało.

Najgorsza książka
Choć nie mam takiej, która nie przypadłaby mi do gustu, to w porównaniu do tych, które udało mi się przeczytać najgorzej wypada powieść Alyson Nöel Niezrównani. Mimo że to dość dobra książka, to moim zdaniem autorka postawiła na zbyt wiele zapychaczy i przez to opowieść długo nie mogła nabrać właściwego tempa.


Blogowo:
Liczba wyświetleń: 3 203 (- 2 695)
Obserwatorzy: 272 (+5)
Dodane posty: 7 (+1)
Facebook: 217 (+ 16)



Drogi Czytelniku,
Bardzo miło gościć Cię w moich skromnych progach. Jeśli podobało Ci się tutaj lub masz jakieś zastrzeżenia czy uwagi, daj mi o tym znać. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej :).
Całusy
Ola

PS. Jeśli sam prowadzisz bloga, zostaw link, łatwiej będzie mi Cię odwiedzić, jednak poza nim, chyba wypadałoby napisać coś więcej? ;)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka