#53 Recenzja - Ból za ból



Mówi Karma. Jestem suką. Jest w twoim życiu ktoś, komu należy się nauczka?


Po pierwszych zapowiedziach Ból za ból skojarzył mi się tematycznie z serią Pretty Little Liars. Swego czasu bardzo chciałam przeczytać te książki, ale odstrasza mnie ilość tomów, dlatego uznałam, że spotkanie z najnowszą propozycją od Wydawnictwa Feeria bardzo mi się spodoba. 

Pocztówkowo idealna Wyspa Jar jest pełna uroczych sklepów turystycznych, dziewiczych plaż, i niesamowitych domów. To właśnie tam trzy dziewczyny potajemnie spiskują nad zemstą. Kat jest już zmęczona zastraszaniem przez jej byłego najlepszego przyjaciela. Lillia od zawsze wyglądała na jej młodszą siostrę, więc kiedy odkrywa, że jeden z jej chłopaków potajemnie z nią sypia, zamierza położyć temu kres. Mary stale nawiedzają traumatyczne wydarzenia z minionych lat, więc chłopak, który jest za nie odpowiedzialny powinien dostać za swoje. Żadna z dziewcząt może swoich mściwych fantazji bez ściągania na siebie podejrzeń. Ale razem ... wszystko jest możliwe.
(Źródło: Wydawnictwo Feeria Young)

Nie sądzicie, że zemsta to bardzo popularny motyw? Niezależnie od gatunku wydawać by się mogło, że tej jednej rzeczy chcą wszyscy - zarówno bohaterowie jak i złoczyńcy. Z jakiegoś powodu wydaje im się, że jedyną możliwością wyrównania rachunków jest odpłacenie się ząb za ząb, oko za oko... ból za ból. Kat. Lillia i Mary z całego serca pragną zemsty, zostały skrzywdzone, więc należy im się rekompensata, prawda? Trzy dziewczyny, które dzieli wszystko, poza wspólnym celem, rozpoczynają swój plan od niewinnych żartów, lecz to nie zaspokoi ich pragnienia sprawiedliwości. Czy ich ofiary naprawdę zasługują na swój los?

Jenny Han i Siobhan Vivian to autorki, z którymi nie miałam wcześniej do czynienia, więc absolutnie nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po tym duecie. Dodatkowo obawiałam się, że pisarki nie do końca będą potrafiły się zgrać i zaserwują mi urywaną opowieść, w której bez trudu będę mogła rozróżnić, gdzie się zaczyna i kończy pióro danej autorki. Dlatego jestem tak miło zaskoczona, że - z ręką na sercu - gdybym nie wiedziała, że jest to powieść napisana w duecie, nigdy bym się nie domyśliła. Jenny Han i Siobhan Vivian dobrze się zgrały i potrafiły przedstawić jedną, spójną opowieść. Zaskoczyło mnie, że postanowiły podzielić narrację pomiędzy trzy główne bohaterki i, chociaż czasami następował zgrzyt w tych przeskokach, była to bardzo dobra decyzja, która pozwoliła czytelnikowi zajrzeć w głąb umysłu każdej 

Bohaterowie wykreowani przez autorki niesamowicie mi się podobali, mimo że na samym początku byłam rozczarowana ich płytkością i przewidywalnością, z czasem jednak uświadomiłam sobie, jak fantastycznie zostali stworzeni. Są to ludzie bardzo niejednoznaczni - czytelnik uświadamia sobie, że w pewnym momencie gdzieś zatarła się granica pomiędzy oprawcą, a ofiarą, prześladowcą i prześladowanym. Jest to nie lada wyzwanie - przekonać odbiorcę, że postać, którą już zdążył polubić okazuje się złoczyńcą, a bohaterowi, do którego zapałał natychmiastową niechęcią, nagle powinien współczuć. Jenny Han i Siobhan Vivian udało się to znakomicie. O tyle, o ile od początku lubiłam Kat i Lillie, to Mery grała mi na nerwach przez całą książkę. Zdaję sobie sprawę, że była to jedna z bohaterek, która miała za zadanie budzić współczucie, sympatię, etc., ale nienawidzę takich postaci. Dziewczyna była, że tak brzydko powiem, zupełną ofiarą i popychadłem, tylko i wyłącznie dlatego, że tak wybrała. Przysięgam Wam, że nie mogłam znieść ani jej narracji, ani wypowiedzi... Normalnie unikam wstawiania gifów w recenzjach, ale hej, chodziło mi to po głowie przez absolutnie każdą scenę, w której się pojawiła...


Generalnie mam niewiele zastrzeżeń do tej książki. Gdzieś tam troszeczkę mi przeszkadzało, że Kat i Lillia tak szybko dopuściły do siebie Mery, zwłaszcza, że tej drugiej bardzo zależało na anonimowości. Tak samo później, ten przeskok od dość niewinnych żartów do zaprzepaszczenia czyjejś przyszłości przeszedł w sumie bez echa. Ni z tego ni z owego dziewczyny wytaczają działa wielkiego kalibru...

Zaskakująco ostatnie pięćdziesiąt stron jest naprawdę, naprawdę rewelacyjne. Mam na myśli tak dobre, że cała ta powieść wydaje się tylko wstępem do znacznie bardziej dramatycznych wydarzeń, które autorki przygotowały na dalsze części. To ten moment, kiedy niepokojące tajemnice czają się tuż pod powierzchnią i czekają na odkrycie.

Ogólnie rzecz biorąc Ból za ból autorstwa Jenny Han i Siobhan Vivian to moim zdaniem bardzo dobra powieść dla młodzieży, a i starszym przypadnie do gustu, jeśli tylko lubicie obracać się w świecie typowego, amerykańskiego liceum okraszonego odrobiną krwiożerczych, pragnących zemsty dziewczyn. Nie obyło się wprawdzie bez paru niedociągnięć, ale są to na tyle małe wady, że mogę spokojnie przymknąć na nie oko i niecierpliwością wyglądać kolejnego tomu. Serdecznie polecam.

Moja ocena: 7/10

Skończyłam czytać: czerwiec 2016 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 7,88/10
Ilość stron: 352
Okładka: miękka
Wydawnictwo: Feeria Young
Tłumaczenie: Andrzej Goździkowski
Cena (z okładki): 34,90 zł


[...] - Wszystkie jesteśmy winne. - Po chwili zaciągnęłam się jeszcze raz.
Czułam, jak dym przenika moje ciało. - Teraz możemy tylko liczyć, że ujdzie nam na sucho.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Feeria Young




Książkę możecie nabyć między innymi na empik.com

Moje ulubione cytaty #1

Sesja trwa, a ja nie mam specjalnie czasu na czytanie, dlatego dziś mam dla Was kilka moich ukochanych cytatów - to oczywiście nie wszystkie, ale zachowam sobie resztę na okazje takie jak teraz, kiedy nie mam czasu dla książek ;). Chciałam dorzucić jakiś komentarz od siebie, ale czas mi na to nie pozwala, a sumienie gryzło, że panuje tu taka pustka...



  • Kto powiedział, ze noc jest od spania? Nie, nie, proszę państwa, noc jest właśnie od niszczenia sobie życia. Od analiz tego, co było już i tak zanalizowane milion razy. Od wymyślania dialogów, na które i tak nigdy się nie odważymy. Noc jest od tworzenia wielkich planów, których i tak nie będziemy pamiętać rano. Noc jest od bólu głowy do mdłości, od wyśnionych miłości. 
~ Éric-Emmanuel Schmitt Oskar i pani Róża





  • Jedną z rzeczy, za które kocham książki, jest to, że dzieli się w nich ludzkie losy na rozdziały. To niesamowite, ponieważ nie można tego zrobić w prawdziwym życiu. [..] Niezależnie od tego, co się dzieje, życie toczy się dalej, czy ci się to podoba, czy nie, i nigdy nie możesz pozwolić sobie na to, żeby się zatrzymać i po prostu złapać oddech.

~ Colleen Hoover Hopeless 



  • Słowa są jak ziarno, myślę, szczególnie te zasiane w naszych sercach w młodym wieku. Kiełkują i zapuszczają korzenie w naszych duszach. Dobre słowa rosną dobrze. Kwitną. Wytwarzają pień, który staje się podporą naszego kręgosłupa, podtrzymując nas, kiedy czujemy się słabi, pomagając nam stać mocno na ziemi, kiedy najbardziej potrzebujemy oparcia. Złe słowa źle rosną. Ich pnie są atakowane i niszczone przez choroby. W końcu pustoszeją w środku i zagnieżdżają się w nich potrzeby innych, zajmując miejsce naszych własnych. A my jesteśmy zmuszeni jeść owoce zrodzone z tych słów rosnących w niewoli. Na gałęziach, które porastają nasze ramiona i oplatają nasze szyje, dusząc nas niepostrzeżenie, słowo za słowem.

~ Tahereh Mafi Dar Julii




  • Lecz w ciągu ostatnich trudnych lat też czegoś się nauczył. Między innymi tego, że człowiek niewiele może zrobić dla swojego przyjaciela... poza tym, żeby być jego przyjacielem. 
~ Mary Jo Putney Gromy i Róże





  • Bo wypadek to dziwna rzecz. Nigdy jej nie ma, dopóki się nie wydarzy.
~ A.A.Milne Kubuś Puchatek





  • - Nic mnie to nie obchodzi - oświadczyła Clary. - On by to dla mnie zrobił. Tylko powiedz, że nie. Gdybym zginęła...
    - Spaliłby cały świat, żeby móc wykopać cię z popiołów. Wiem. 
~ Cassandra Clare Miasto Zagubionych Dusz




  • Książki są bramą, przez którą wychodzisz na ulicę - mówiła Patricia. - Dzięki nim uczysz się, mądrzejesz, podróżujesz, marzysz, wyobrażasz sobie, przeżywasz losy innych, swoje życie mnożysz razy tysiąc. Ciekawe, czy ktoś da ci więcej za tak niewiele. Pomagają też odpędzić różne złe rzeczy - samotność, upiory i tym podobne gówna. Czasem się zastanawiam, jak możecie znieść to wszystko wy, które nie czytacie.
 ~ Arturo Pérez-Reverte Królowa Południa



  • Pociecha jest balsamem na głęboką ranę. Jest oazą w bezkresnej pustyni. Pociecha jest jak łagodząca dłoń na twojej skroni. Pociecha jest niczym bliska, przyjazna twarz. To obecność kogoś, kto rozumie twoje łzy, przysłuchuje się twojemu utrudzonemu sercu, w smutku i nieszczęściu pozostaje przy tobie i pomaga dojrzeć parę gwiazd. 
~ Phil Bosmans Szczęście na każdy dzień




  • Ludzie często popełniali ten błąd. Wierzyli, że gdy świeci słońce, są bezpieczniejsi, bo potwory wychodzą tylko nocą. Jednak bezpieczeństwo – jak światło – to tylko fasada. Pod spodem cały świat skąpany jest w mroku. 
~ C.J. Roberts Dotyk ciemności






  • Bo udawanie szczęścia to niemal jego odczuwanie. Przynajmniej póki nie przypomnisz sobie, że to tylko pozory. Wtedy jest smutno. Naprawdę smutno. Bo noszenie na co dzień maski jest bardzo trudne. A po jakimś czasie jesteś trochę przestraszony, bo maska staje się twoją częścią. 
~ Brittainy C. Cherry Kochając pana Danielsa

#52 Recenzja - Alive. Żywi



To, co wzięłam za morze kurzu, okazało się oceanem śmierci.



Alive. Żywi miało jedne z tych zapowiedzi, które sprawiły, że natychmiast chciałam zapoznać się z tą powieścią. Kiedy zobaczyłam zwiastun moje oczekiwania jeszcze bardziej wzrosły i spodziewałam się, że to będzie fantastyczna książka. Czy miałam rację?

Po obudzeniu się nastoletnia bohaterka odkrywa, że jest uwięziona w trumnie. Dodatkowo nie ma pojęcia, kim jest, gdzie jest i jak się tu znalazła. Okazuje się, że w połączonym z jej więzieniem pomieszczeniu znajdują się równie zaskoczeni ocalali. Za ich pokojem znajduje się korytarz pełen zakurzonych kości, ale żadnych ludzi, żadnych odpowiedzi. Dziewczyna wie o sobie tylko jedno – nazywa się Savage, co wypisano w nogach trumny. Zauważa też, że inni na nią liczą. Nie jest największa ani najodważniejsza, ale z pewnych powodów budzi powszechne zaufanie. Teraz, jeśli ma im się udać, dziewczyna musi sprawić, żeby zaufali sobie nawzajem. Muszą zmierzyć się z prawdą, niezależnie od tego jak bolesna by była.

(Źródło: Wydawnictwo Feeria Young)

Nie wiem jak Wy, ale ja pierwszej podświadomej oceny książki dokonuję około 20-30 strony, stawiając sobie pytanie, czy czuję się na tyle zaintrygowana, żeby ta pozycja zatrzymała mnie przy sobie na dłużej. Czasem odpowiedź brzmi tak, czasem nie... jednak czasem nie jest mi potrzebna. Są takie książki, które mają fantastyczną pierwszą kartkę, kiedy po niej samej jestem w stanie powiedzieć, że za tym po prostu musi kryć się wspaniała opowieść. W takim momencie przeczuwam, że lepiej szybko zabrać się za czytanie, bo nie zacznę robić nic produktywnego dopóki nie przekonam się, czy moje przeczucie mnie nie myliło. W przypadku Scotta Siglera miałam rację - ta pierwsza rewelacyjna strona zwiastowała fantastyczną powieść z mnóstwem zwrotów akcji. W momencie, kiedy zdążyłam ułożyć sobie w głowie prawdopodobny scenariusz, dlaczego bohaterowie znaleźli się w tym miejscu, autor zrzucił fabularną bombę, obracając w pył wszystkie moje domysły. To niemały wyczyn patrząc na ilość książek z gatunku, które przeczytałam i wszystkie scenariusze, które do tej pory serwowali pisarze. Za samo to, że sama w życiu nie domyśliłabym się, co szykował autor, Alive dostaje ode mnie dodatkowe punkty.

Scott Sigler postawił na mnogość bohaterów i na początku trochę się bałam, że sam się w tym pogubi albo okaże się, że poza Em nie ma nikogo wartego uwagi. Wiecie, o co mi chodzi prawda? To taki moment w powieści, kiedy okazuje się, że w fabule wystąpiło tak wiele osób, że w sumie dzielę bohaterów na głównych i masę - bo nagle okazuje się, że oni wszyscy zachowują się jakby mieli jeden mózg. W tym wypadku autor dość dobrze poradził sobie z zarysowaniem unikatowych cech postaci, ale po prostu muszę się do czegoś przyczepić. Chociaż każdy z bohaterów miał cechę, która odróżniała go od reszty, to troszeczkę brakuje mi w nich głębi - nie we wszystkich naturalnie, ale weźmy na przykład takiego O'Malleya, który pojawia się na samym początku akcji, a poza tym, że był dość rozsądny, nic więcej specjalnie nie zapadło mi w pamięć. Na szczęście Bishop okazał się dużo bardziej interesujący, no bo jak tu przetrwać spokojniejsze momenty bez dobrej męskiej postaci? Bez wątpienia na pierwszy plan wysuwa się Em, a to co mi się najbardziej w niej podobało to, że jest to bohaterka wyjątkowo niejednoznaczna, ponieważ w momencie, kiedy myślałam, że już wiem, jaki będzie jej następny krok, okazywało się, że autor ma w stosunku do dziewczyny inne plany. W tym momencie, już po zakończonej lekturze mam nadzieję, że autor utrzyma w okół niej otoczkę tajemnicy i dziewczyna nie stanie się kolejną schematyczną bohaterką.

Styl, którym posługuje się Scott Sigler jest nastawiony na grupę odbiorców książki. Jest lekki, przyjemny i na szczęście nie razi slangiem, a mimo to autorowi udaje się utrzymać klimat grozy i tajemnic, co zdecydowanie nie pozwala oderwać się na dłużej od tej powieści.

Alive zaliczam do bardzo udanego pierwszego spotkania z twórczością autora i niecierpliwie wyglądam kontynuacji. Sigler'owi udało się mnie zaskoczyć nie tylko pod względem decyzji bohaterów, ale również zwrotów w fabule, dlatego zdecydowanie polecam Wam Alive. Jest to świetne rozpoczęcie trylogii, która - mam nadzieję - jeszcze nie raz mnie zaskoczy.

Moja ocena : 8/10

Skończyłam czytać : czerwiec 2016 r.
Ocena z Lubimy Czytać : 7,76/10
Okładka : miękka
Ilość stron : 384
Wydawnictwo : Feeria Young
Tłumaczenie : Justyna Formańska
Cena (z okładki) : 34,90 zł 


Jeśli uciekniesz, twój wróg będzie cię ścigać.
Zabij swojego wroga, a wtedy już zawsze będziesz wolna.




Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Feeria Young




Książkę możecie nabyć m.in. na empik.com 

#Stosik 11 i podsumowanie maja



Zbliża się sesja, a wraz z nią egzaminy, dlatego wybaczcie mi jeśli na chwilę umilknę :)

Stosik #11

Dzielnie trzymam się swojego postanowienia o niekupowaniu nowych książek, choć maj i czerwiec przyniosły mi tak dużo pokus, że chyba w końcu się złamię :D. W poprzednim miesiącu wytrwałam, a do mojej biblioteczki trafiły tylko egzemplarze od wydawnictw.



  • Katie Alender Od złej do przeklętej - od Feeri Young, kontynuacja książki Złe dziewczyny nie umierają, która bardzo mi się podobała RECENZJA
  • Scott Sigler Alive. Żywi - j.w., zapowiedzi tej powieści były ogromnie kuszące, dlatego już nie mogę się doczekać, aż powiem Wam, co o niej myślę
  • Sarah Dessen Teraz albo nigdy - egzemplarz od HarperCollins, kolejna fantastyczna powieść obyczajowa autorki RECENZJA
  • Alyson Noël Niezrównani - j.w., stosunkowo dobra powieść, która może być początkiem naprawdę świetnej serii, pod warunkiem, że autorka utrzyma tempo z ostatnich rozdziałów RECENZJA

Podsumowanie maja

W poprzednim miesiącu przeczytałam siedem fantastycznych powieści, w sumie 2941 stron, czyli statystycznie 95 stron dziennie. To dobry wynik, z którego jestem dość zadowolona, choć przyznam, że na zbliżające się wakacje mam dużo ambitniejsze plany. Moje zdjęcia przeniosą Was do recenzji danej książki.

  
  

Najlepsza książka
Ogromnie trudny wybór patrząc na ten miesiąc, jednak chyba wskażę tu Teraz albo nigdy, mimo że wcale nie oceniłam jej najwyżej. Pióro Sarah Dessen ma w sobie coś takiego, że uwielbiam jej powieści i zawsze nastrajają mnie pozytywnie do życia. Poza tym rzadko się zdarza, żeby autor trzykrotnie zrobił na mnie wrażenie, a tej pani to się udało.

Najgorsza książka
Choć nie mam takiej, która nie przypadłaby mi do gustu, to w porównaniu do tych, które udało mi się przeczytać najgorzej wypada powieść Alyson Nöel Niezrównani. Mimo że to dość dobra książka, to moim zdaniem autorka postawiła na zbyt wiele zapychaczy i przez to opowieść długo nie mogła nabrać właściwego tempa.


Blogowo:
Liczba wyświetleń: 3 203 (- 2 695)
Obserwatorzy: 272 (+5)
Dodane posty: 7 (+1)
Facebook: 217 (+ 16)

#51 Recenzja - Teraz albo nigdy




Wieczność oznacza tak wiele różnych rzeczy. Nieustannie się zmienia, i o to chodzi.
Czasem trwa dwadzieścia minut, czasem sto lat, a innym razem po prostu tę jedną chwilę,
która mogłaby się ciągnąć w nieskończoność. W wieczności ważne jest tylko to, że trwa.

Już dwa razy miałam do czynienia z twórczością Sarah Dessen i obie jej powieści bardzo mi się podobały. Autorka porusza ważne tematy, ale w jej książkach przede wszystkim urzeka mnie realizm postaci, które kreuje i ich historii. Nic wiec dziwnego, że nie mogłam oprzeć się pokusie sięgnięcia również i po Teraz albo nigdy.

Macy musi być idealna. Idealna córka, idealna uczennica, idealna dziewczyna. W ten sposób nie będzie kłopotem dla matki, która po śmierci męża i tak ledwo się trzyma. Dzięki temu będzie pasowała do Jasona, jej chłopaka, zakochanego w sobie nerda.
Jej życie musi być zaplanowane – tylko odpowiedzialne decyzje i rozsądne wybory. Wakacje? Praca i nauka do egzaminów. I – rzecz jasna – tęsknota za Jasonem, który wyjechał na obóz naukowy.
Macy w swoich planach nie uwzględniła tylko jednego – że życie potrafi zaskakiwać.
Na czas wakacji znajduje pracę w firmie cateringowej. Choć panuje tam chaos – coś, czego dotychczas unikała jak ognia – nowe towarzystwo bardzo dobrze na nią wpływa. Cała załoga, a zwłaszcza przystojny Wes, sprawia, że poukładany świat Macy rozpada się na kawałki, co ku jej zaskoczeniu coraz bardziej jej się podoba.
(Źródło: Wydawnictwo HarperCollins)

Powieści Sarah Dessen wciągają mnie od pierwszych stron i nie pozwalają odłożyć się na półkę. Nie dlatego, że fabuła pędzi na łeb na szyję, a zewsząd czytelnik otrzymuje spektakularne zwroty akcji. Książki tej autorki są tak zwyczajne, że wręcz fascynujące. Dessen tworzy historię, w której nie ma przesadnej egzaltacji lub bagatelizowania przeżyć bohaterów - czytelnik otrzymuje doskonale wyważoną opowieść, z którą bez problemu może się utożsamiać. Nie oznacza to wcale, że tematy poruszane przez pisarkę należą do łatwych, w zależności od książki, po którą sięgałam jej temat przewodni stawiał mnie przed pewnym problemem - w powieści Ktoś taki jak ty był to między innymi nastoletni bunt i ciąża młodej dziewczyny. W Teraz albo nigdy autorka porusza problem radzenia sobie ze stratą bliskiej osoby i stara się pokazać, że nawet po takiej tragedii trzeba jakoś ruszyć dalej ze swoim życiem. Chociaż nie jest to łatwe, Macy stara się pogodzić się ze stratą ojca najlepiej, jak umie, udając że wszystko jest w porządku - dopiero później uświadomi sobie, że żałobę trzeba przeżyć, nie da się jej uniknąć, bo wtedy ból cały czas będzie jątrzącą się się raną. 

Uwielbiam wszystkie postaci wykreowane przez autorkę, zresztą jak zwykle. Niezmiennie zachwyca mnie talent pisarki do tworzenia bohaterów, którzy chwytają mnie za serce i wyłamują się z typowych schematów. Nie będzie ani słowa przesady, że absolutnie pokochałam Wesa i gorąco kibicowałam jego relacji z Macy, choć nauczona doświadczeniem z innych powieści Dessen, do samego końca nie wiedziałam, czego się spodziewać. Zachowanie matki dziewczyny napawało mnie smutkiem, bo nie zdawała sobie sprawy, że udawanie, że wszystko jest w porządku nie oznacza, że tak właśnie się stanie. Wielką zaletą jest to, że każdy bohater ma swoje unikalne cechy i momentalnie zapadają w pamięć, co przy takiej ilości postaci jest prawdziwą sztuką.

Powieści autorstwa Sarah Dessen to książki, które niezmiennie uwielbiam i Teraz albo nigdy nie jest wyjątkiem. To piękna opowieść o radzeniu sobie ze stratą i odnalezieniu siebie w nowych realiach codzienności. Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji do zapoznania się z twórczością autorki to gorąco polecam Wam wszystkie trzy jej powieści, choć szepnę, że osobiście to właśnie ta wskoczyła u mnie na pierwsze miejsce.

Moja ocena: 7/10

Skończyłam czytać: maj 2016 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 7,1/10
Ilość stron: 384
Okładka: miękka
Data wydania: 18 maja 2016 r.
Wydawnictwo:  HarperCollins Polska
Tłumaczenie: Maria Zawadzka
Cena (z okładki): 34,99 zł 


- Wszystko w porządku?
Za każdym razem, kiedy zadawała mi to pytanie, miałam ochotę odpowiedzieć szczerze.
Tyle rzeczy chciałam jej powiedzieć, na przykład o tym, że tęsknię za tatą, jak często
nadal o nim myślę. Ale przecież wszyscy uważali, że tak dobrze się trzymam: gdybym chciała wyznać, jak to naprawdę wygląda, oznaczałoby to, że poniosłam swego rodzaju porażkę.
Więc tak samo jak w wielu innych przypadkach, nie wykorzystałam szansy.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska


#50 Recenzja - Niezrównani



Alyson Nöel kojarzę głównie z cyklu Nieśmiertelni, którego początek wspominam dość dobrze, choć przyznam, że tej sagi nigdy nie dokończyłam. Kusząca okładka nowej powieści autorki przyciągnęła mój wzrok i sprawiła, że byłam bardzo ciekawa, co znajdę w środku.


Hollywood Boulevard najlepiej ogląda się w ciemnych okularach i bez wszelkich nadziei. Jeśli jednak spojrzysz wystarczająco uważnie (i cudem dostaniesz się na listę VIP-ów), zobaczysz oazę najlepszych klubów w mieście - hedonistyczne niebo dla młodych, stylowych 
i bogatych. Ale wchodząc do tego świata musisz pamiętać, że możesz już nigdy się z niego nie wyrwać. Trójka kalifornijskich nastolatków wchodzi do kręgu dla wybrańców – nocnego życia elit Los Angeles. Zostają wciągnięci do gry o wysoką stawkę, którą jest gwiazdka Hollywood Madison Brooks. Ryzykowną zabawę w fascynującym świecie intryg i pieniędzy przerywa 
wstrząsający news – Madison zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach…
Niezrównani to pierwsza część trylogii Beautiful Idols – niezwykłej sagi o rzeczywistości, w której najpiękniejsze sny zmieniają się w najgorsze koszmary.

(Źródło: Wydawnictwo HarperCollins)

Na samym początku dostajemy całe mnóstwo różnorodnych postaci, których losy splatają się ze sobą dzięki pewnemu właścicielowi nocnych klubów. Ira Reedman to bohater intrygujący od pierwszej wzmianki o nim, przy czym nie do końca w pozytywnym sensie, jeśli wiecie, o co mi chodzi. Za każdym razem, gdy się pojawiał miałam wrażenie, że coś knuje, choć na pierwszy rzut oka nie dotyczyły go żadne z głównych wydarzeń. Zarówno Layla jak i Aster sprawiały wrażenie ambitnych dziewczyn, które będą dążyć do celu po trupach. Polubiłam dziewczyny na początku, a następnie moje uczucia skakały od niechęci do sympatii, aż w końcu nie jestem pewna, gdzie skończyłam z Laylą, jednak jest mi żal Aster. Nie zdradzę Wam dlaczego, ale w ostatecznym rozrachunku w sumie jej współczuję.Tommy wydawał się najsympatyczniejszy z nich wszystkich, ale czułam tam pewien zgrzyt i zastawiało mnie, czy faktycznie tak jest, czy po prostu ukrywa swoją mroczną stronę lepiej niż dziewczyny.

Świat przedstawiony przez autorkę jest wyjątkowo płytki. Domyślam się, że taki właśnie był jej zamysł - przedstawienie Hollywood jako miejsca gdzie króluje próżność i fałsz. Do takiego obrazu właśnie pasują bohaterowie tej książki, a ostatnie zdanie opisu w sumie idealnie oddaje sens fabuły.

Akcja rozkręca się powoli, chociaż z ciekawością śledziłam pomysły i zmagania uczestników konkursu, oczekiwałam jakiegoś BUM, które sprawi, że fabuła nabierze tempa. Mam wrażenie, że autorka zdecydowała się na zbyt wiele zapychaczy, w sumie przez co , po pierwszych stu stronach obawiałam się, że Niezrównani będzie kolejną powieścią o niczym. Chociaż początek był dosyć niemrawy, to okazało się, że momentem, na który czekałam było zniknięcie Madison, bo od tego miejsca nie mogłam się oderwać od powieści. Już wcześniej czytelnik wiedział, że otaczało ją wiele sekretów, co sprawiało, że pomimo barku spektakularnych zwrotów akcji nie mogłam się doczekać, aż je poznam. Zaginięcie aktorki przysporzyło trzem głównym bohaterom wiele problemów i dostarczyło jeszcze więcej tajemnic, które czekają na wyjaśnienie. Jeśli Alyson Nöel utrzyma tempo z ostatnich stu stron to ta seria zdecydowanie będzie warta uwagi. 

Moim zdaniem Niezrównani to dobra książka, która może rozpocząć fantastyczną serię. Mam nadzieję, że autorka będzie się trzymać tego, co sprawiło, że nie mogłam się od niej oderwać przez ostatnie sto stron, a fabuła całkowicie mnie pochłonęła. Myślę, że ta powieść przypadnie Wam do gustu jeśli lubicie klimat Hollywood i powieści młodzieżowe, natomiast mogą się rozczarować osoby szukające w książkach jakiejś głębi. Biorąc pod uwagę całość mnie się podobała i z pewnością sięgnę po kontynuację

Moja ocena: 6+/10

Skończyłam czytać: maj 2016 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 6,38/10
Ilość stron: 335
Okładka: miękka
Data wydania: 18 maja 2016 r.
Wydawnictwo:  HarperCollins Polska
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
Cena (z okładki): 34,99 zł  



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska

#49 Recenzja - Od złej do przeklętej [Premierowo]



Zwierzę, bestia czy cokolwiek to było, stanęło w smudze światła.
To coś poruszało się z osobliwą lekkością.
Unosiło i opuszczało łeb, kołysząc nim w rytm kroków. Zadrżałam.
To coś było pierwotne, dzikie... nieludzkie.

Po zakończonej lekturze książki Złe dziewczyny nie umierają odniosłam wrażenie, że autorka domknęła większość wątków, co sprawiło, że jednocześnie byłam bardzo ciekawa kolejnego tomu, jak i obawiałam się go, ponieważ nie lubię przeciąganych na siłę opowieści. Patrząc na opis, byłam zdziwiona, że Katie Alender nie otwiera na nowo fabuły pierwszego tomu, ale stawia na całkiem inną opowieść.

Poza opisem recenzja NIE zawiera spojlerów z poprzedniej części.

Alexis jest ostatnią dziewczyną, po której można by się spodziewać, że zaprzeda czemuś swoją duszę. Ma wszystko, czego potrzeba do szczęścia – cudownego chłopaka, prawdziwą przyjaciółkę i ukochaną młodszą siostrę Kasey, odzyskaną po opętaniu przez złego ducha.
Kiedy więc Kasey nawiązuje nowe znajomości, angażując się w działania pewnego klubu, Alexis jest przeszczęśliwa. Wydaje się, że przyjaźnie są właśnie tym, czego potrzebuje jej siostra. Członkinie klubu doświadczają jednak zadziwiającej metamorfozy, z nietowarzyskich dziwadeł przeistaczają się z dnia na dzień w przebojowe modniachy. Kto wie, co się za tym kryje? Czyżby Kasey znalazła się znów w niebezpieczeństwie? Jest tylko jeden sposób, żeby się o tym przekonać – Alexis i jej najlepsza przyjaciółka Megan decydują się wstąpić do klubu. Tylko czy to jest na pewno właściwa droga do celu?
(Źródło: Wydawnictwo Feeria Young)

Pierwsze, co pochwaliłam w Złych dziewczynach to klimat, w jakim była utrzymana powieść - przesycony niepokojem, paranoją, tajemnicami... czyli dokładnie taki, który pasował do fabuły. Czuć go również w tej książce, choć w mniejszym stopniu. Autorka nadal karmi czytelnika strzępkami informacji, wywołuje ciarki i prowadzi akcję tak, że nie sposób się oderwać od tej powieści. Mam wrażenie, że spora część fabuły skupiła się na wątkach osobowych, głównie na Kacey i jej rodzinie oraz relacjach Alexis i Cartera, przez co wiele ze wspominanego przeze mnie wcześniej klimatu gdzieś uleciało. Jednak nie zrozumcie mnie źle - to nie jest wada, ponieważ byłabym zła, gdyby autorka na siłę starała się przestraszyć czytelnika w zupełnie nieodpowiednich momentach. Zamiast tego dostałam mieszankę tego, co poprzednio zrobiło na mnie wrażenie z czymś całkiem nowym, dzięki czemu pojawienie się kolejnego tomu ma całkowity sens i sprawiło, że wręcz nie mogę się doczekać kontynuacji. O tyle, o ile sporo osób kwestionowało, czy Od zlej do przeklętej będzie warte wydania, to po zakończeniu tej powieści nie mam najmniejszych wątpliwości, że Katie Alender ma jeszcze sporo do pokazania czytelnikowi i pozostawiła wiele niedopowiedzianych wątków.

Nadal uwielbiam Alexis, choć jej zachowanie niejednokrotnie mnie irytowało, bo mimo że nadal troszczyła się Kasey, to momentami odniosłam wrażenie, że bardziej martwi się o to, co pomyślą znajomi. To średnio pasowało do obrazu z pierwszej części, ale później pomyślałam, że to raczej naturalne zachowania i dodały jej postaci realizmu. Natomiast dodatkowo gdzieś zgubił się jej sarkastyczny, buntowniczy styl, którego miejscami naprawdę mi brakowało, ponieważ właśnie dzięki tym cechom podbiła moje serce. Nie tylko ona się zmieniła. Wszyscy bohaterowie wydają się bardziej realni niż w pierwszym tomie i każdy z nich na swój sposób rozwija się wraz z akcją powieści, tworząc coraz bardziej realnych ludzi, o których czyta się z niemalejącą przyjemnością. Wątek pomiędzy Lexi i Carterem nadal jest bardzo skromny, wręcz nieśmiały i, chociaż z przyjemnością oglądałam ich razem, to trzeba zwrócić autorce honor za to, że nie stara zamienić się swojej serii w romans.

Choć drugi tom serii jest utrzymany w innym klimacie niż pierwsza część, moim zdaniem przypadnie do gustu każdemu fanowi książki Złe dziewczyny nie umierają. Nie przesadzam mówiąc, że pochłonęłam Od złej do przeklętej w ciągu jednego wieczora - autorka momentalnie wciąga czytelnika w swój świat i nie chce go wypuścić. Jeżeli lubicie książki z dreszczykiem serdecznie polecam, bo Od złej do przeklętej to solidny kawałek młodzieżowej powieści.

Moja ocena: 8/10

Skończyłam czytać: maj 2016 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 7,57/10
Ilość stron: 453
Okładka: miękka
Data wydania: 18 maja 2016 r.
Wydawnictwo: Feeria Young
Tłumaczenie: Jakub Steczko
Cena (z okładki): 39,90 zł

- Sądzę, że jak na jeden dzień to wystarczy.
Serce zatrzepotało mi w piersi, kiedy odwzajemniłam jej spojrzenie.
- Szkoda - powiedziałam.
Ale to było kłamstwo. Ponieważ coś w moim wnętrzu było zadowolone.




Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Feeria Young




Książka przeczytana w ramach wyzwania:


Książkę możecie nabyć między innymi na empik.com


Drogi Czytelniku,
Bardzo miło gościć Cię w moich skromnych progach. Jeśli podobało Ci się tutaj lub masz jakieś zastrzeżenia czy uwagi, daj mi o tym znać. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej :).
Całusy
Ola

PS. Jeśli sam prowadzisz bloga, zostaw link, łatwiej będzie mi Cię odwiedzić, jednak poza nim, chyba wypadałoby napisać coś więcej? ;)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka