Recenzja - „Niepokorna” Madeline Sheehan


Spotykamy ludzi nie bez powodu. Potrzebujemy ich, by odmienić nasze życie,
albo to my mamy zmienić ich życie.

Nie miałam zamiaru czytać Niepokornej - ani opis fabuły, ani oceny na LC mnie do tego nie zachęcały. Ale oczywiście w końcu znalazłam taką recenzję, która ostatecznie przekonała mnie żeby dać tej powieści szansę, a że znalazłam ją w abonamencie... jak to mówią reszta jest historią. 

Metal i skóra. Lojalność i zdrada. Gniew i seks.
Eva Fox jest córką prezesa Klubu Motocyklowego Srebrzyste Demony. Wychowywana przez harleyowców, nie zna innego świata niż ten. Jej życie jest twarde jak źle wyprawiona skóra, surowe jak krajobraz pustyni i odurzające niczym zapach wiatru we włosach.
Deuce West to twardziel, emanujący testosteronem przywódca klubu Jeźdźców z Piekła Rodem. Podobnie jak Eva urodził się i dorastał wśród motocyklistów – ale na tym podobieństwa się kończą.
Los sprawia, że połączy ich miłość pełna pożądania i niepohamowanej namiętności. Gorzka i bolesna. Miłość, która nie zna granic.
To nie jest ckliwa love story. Nie znajdziecie w niej łzawych westchnień, listów pisanych o blasku księżyca, płatków róż rozsypanych pod stopy ukochanej i innych tego typu bzdur. To historia dzika i nieprzyzwoita. Pełna gniewu i nieokiełznanego seksu rozgrywająca się w świecie władanym przez gwałtowne emocje oraz mroczne żądze. Surowa i szorstka opowieść o bezkresnej miłości, która wymaga poświęcenia i sprawia ból. Opowieść, która całkowicie druzgocze i zniewala czytelnika.
(Źródło: Wydawnictwo Czwarta Strona)

To nie będzie długa recenzja, bo szczerze mówiąc będę w szoku jeśli wykrztuszę z siebie więcej niż trzy akapity. Zaczynając od plusów - fajnie, że historia Evy i Deuce'a potrzebowała czasu żeby się rozegrać. Nie żebym po opisie oczekiwała ckliwego love story, ale mimo to, dobrze, że autorka potrafiła rozłożyć w czasie fabułę tak, że całość obejmuje naprawdę długie lata. To sprawiło, że faktycznie chciałam wiedzieć, co będzie dalej, nawet pomimo szerokiej gamy nieprzyjaznych uczuć do tej powieści, które ogarniały mnie podczas lektury.

Styl autorki jest wyjątkowo wulgarny i średnio mogłam go strawić podczas czytania. Potrafię być naprawdę wyrozumiała pod tym względem, bo z reguły przymykam oko na przekleństwa czy wyzwiska i jakoś myślę sobie, że najwyraźniej autor właśnie tak wyobraził sobie danego bohatera czy też grupę. Ale tu... to był po prostu dramat. Nie dość, że naprawdę nie dało się nie zwrócić uwagi na ich ilość to nazywanie wszystkich kobiet określeniem na s już porządnie mnie zdenerwowało. No bo co przepraszam chciała udowodnić autorka? Że niezależnie od jaką rolę dziewczyny odgrywały w gangu czy w życiu męskich bohaterów zawsze traktowano je tak samo? Serio niech mnie to ktoś wyjaśni, bo na pewno nic to nie wniosło ani do fabuły, ani do portretów psychologicznych bohaterów, a pojawiło się częściej niż ich imiona.

Zachowanie i decyzje obojga - zarówno Evy jak i Deuce'a -  sprawiły, że miałam ochotę zadać sobie pytanie, czy Madeline Sheehan świadomie kreowała ich na niezdecydowanych, niekonsekwentnych idiotów (przepraszam za określenie).  Dziewczyna była kochana przez ojca, autorka cały czas było podkreśla, jak wielką ma on władzę, i jednocześnie uwielbiana przez członków Klubu, a mimo to dała się wciągnąć w toksyczną relację z Frankim i nikt nie zwrócił uwagi (łącznie z nią samą), że to psychopatyczny morderca i - tylko być może - życie z nim jej nie służy? Pominę milczeniem fakt, że im była starsza, tym jej decyzje gorsze. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że Madeline Sheehan naprawdę chciała wykreować ją na śliną i niezależną dziewczynę, znającą ciemne strony życia, wychowaną przez twarde środowisko - ale jej działania błyskawicznie zacierały te starania. Plus nie mam pojęcia, dlaczego tak wiele czytelniczek np. patrząc na opinie na Goodreads może uważać Deuce'a za bohatera, w którym można się zakochać. Mam ogromną słabość do bad boy'ów, przez co wszystkie przewinienia wybaczam im znacznie szybciej niż bohaterkom, ale ten tu był po prostu świnią. I serio nie obchodzi mnie, że jego zachowanie można by w jakikolwiek sposób wytłumaczyć czy usprawiedliwić, bo jego działania skutecznie i szybko zmiażdżyły wszystkie ciepłe uczucia, które pojawiły się u mnie na samym początku lektury, albo gdy przypadkiem znów chciałam powiedzieć o nim coś miłego. Och, nie wspominając nawet, że pomiędzy tą dwójką jest osiemnastoletnia różnica wieku.

Jeśli to ma być dark erotic to niech ktoś mnie ostrzega. Moim plusem jest to, że pierwszą książką z tego gatunku, jaką miałam okazję przeczytać był Dotyk ciemności, który pozostawił moje emocje splątane i zagmatwane tak bardzo, że absolutnie nie wiedziałam, co myśleć o tej powieści, poza tym że chcę więcej. Z tym że C.J. Roberts nie kończyła każdego zdania wulgaryzmami i jakoś nie potrzebowała udowadniać na każdym kroku charakteru bohaterów - to po prostu czuło się podczas czytania. Dlatego nie skreślam jeszcze tej odmiany erotyków i nadal mam nadzieję, że w końcu znajdę coś, co mnie zachwyci. Madeline Sheehan zdecydowanie się to nie udało i ja generalnie odradzam Wam Niepokorną, bo jednym jej plusem było to, że faktycznie chciałam wiedzieć jak się skończy, więc w jakimś tam stopniu ta historia jednak wciąga - tylko, że to nie wynagradza jej wad.

Moja ocena: 4/10

Skończyłam czytać: styczeń 2017 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 6,12/10
Ilość stron: 320
Okładka: --- (e-book)
Data wydania: 26 października 2016 r.
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cena (z okładki): 36 zł

Recenzja - „Piętno Midasa” Agnieszka Lingas-Łoniewska


Nic nie jest łatwe na początku. Trzeba być zdeterminowanym, nieustępliwym i upierdliwym.
Głównie względem siebie.

Ci z Was, którzy są ze mną od dłuższego czasu powinni zauważyć, że praktycznie nie czytam twórczości polskich autorów. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia dlaczego, jednak zdecydowanie dużo trudniej mi się przemóc, żeby sięgnąć po powieść naszego rodzimego pisarza niż zagranicznego. Co sprawiło, że Piętno Midasa było inne? Dwie rzeczy - tematyka (po prostu kocham facetów z bronią ;) ) oraz istnienie dwóch alternatywnych zakończeń (czyli coś, z czym zetknęłam się pierwszy raz).

Brudne podwórka wrocławskiego Trójkąta Bermudzkiego... Chłopak, który urodził się w niewłaściwej rodzinie i człowiek, który dał mu szansę. Tylko… na co?
Jakub Rojalski, zabójczo przystojny pasjonat fotografii, podczas przyjęcia weselnego poznaje inspektor Karolinę Linde, szefową wydziału śledczego wrocławskiej policji. Kobieta jest sfrustrowana i przemęczona, ponieważ dochodzenie w sprawie płatnego zabójcy utknęło w martwym punkcie, tymczasem Midas uśmierca kolejne ofiary. Wbrew woli obojga jednorazowy incydent powoli zamienia się w romans, a Jakub uświadamia sobie, że nie potrafi dłużej żyć, tłumiąc w sobie wszelkie emocje. Jednocześnie w jego życiu pojawia się Anka, magister farmacji i maltretowana żona gangstera, marząca o zemście na mężu. Któregoś dnia okazuje się, że Jakub potrafi jej pomóc…
(Źródło: Wydawnictwo Novae Res)

Tak jak wspomniałam, pierwsze co przyciągnęło mój wzrok do tej książki to zapowiedź wizji gangsterskiego półświatka i faceci z bronią. Nie jestem jakoś przesadnie zafiksowana na punkcie mafijnych klimatów, ale skłamałabym mówiąc, że takie powieści mnie nie przyciągają, zwłaszcza jeśli są to romanse :D. Winię za to moje upodobanie do złych chłopców, bo nie ma co ukrywać, że wszyscy moi książkowi mężowie mają coś na sumieniu, więc jak mogłam się oprzeć Midasowi? Ano nie mogłam. Wizja poznania jego historii przyciągała mnie do tej książki jak magnes, ale czy to by wystarczyło, aby przemóc moje opory do polskich pisarzy - tego nie wiem. (Dla jasności to nie jest tak, że moim zdaniem nasi autorzy tworzą złe książki, to tylko moje osobiste uprzedzenia...) Jednak Agnieszka Lingas-Łoniewska pokusiła się na odważny zabieg, który naprawdę chciałam zobaczyć na własne oczy - umieściła w swoim dziele dwa alternatywne zakończenia.

Właśnie wezmę jako pierwsze na tapetę. Przyznam, że to było ciekawe doświadczenie - przypomnijcie sobie ile razy psioczyliście na autora, że ta książka nie powinna się tak skończyć - czyż możliwość wyboru nie jest niebem? Okazuje się, że dla mnie nie do końca ;). Nie żebym klasyfikowała to jako wadę tej powieści, czy miała autorce za złe, ponieważ ponownie stwierdzę, że to coś, czego do tej pory nie widziałam i przyjemnie jest zobaczyć coś innego w książkach. Ale po zakończonej lekturze doszłam do wniosku, że nie koniecznie chciałabym się z tym spotkać ponownie. Widzicie pierwsze z nich było dokładnie takie, jakie z przyjemnością bym zobaczyła, a jednocześnie nie wywołało we mnie żadnych większych emocji. Drugie było odważne, normalnie byłabym pod wrażeniem brawury autorki i tego, że nie boi podejmować się trudnych dla bohaterów decyzji. Tylko, że przez to, że najpierw przeczytałam pierwszy epilog, wiedziałam, że historia Midasa mogła potoczyć się inaczej i przez to jakoś nie poczułam emocji, które serwowała mi alternatywna wersja - a było ich tam sporo. Gdybym miała wybierać? Postawiłabym na drugie zakończenie, bo lepiej pasowało mi do świata Midasa oraz było bardziej nieprzewidywalne.

Jakub i Midas - dwa oblicza jednego człowieka. Pierwszy jest fotografem, troszczy się o starszą sąsiadkę oraz nie potrafi przejść obojętnie obok czyjeś krzywdy. Natomiast drugi... to płatny morderca, nie znający litości, skupiony na swoim celu i spowity gęstą mgłą tajemnic. Ta dwoistość to zdecydowanie nie jedyny problem z jakim przyjdzie się zmierzyć czytelnikowi. Autorka nie podaje mu na tacy oczywistych odpowiedzi i zmusza do stawiania sobie pytań o pojęcie dobra i zła - bo czy nie powinnam nienawidzić człowieka, który morduje z czystą krwią? Niby tak, ale w głębi serca usprawiedliwiam bohaterów, których zdążyłam pokochać i nie inaczej było w przypadku Kuby. Naprawdę lubię też żeńskie bohaterki, choć odrobinę działy mi na nerwy - Karolina trochę bardziej niż Anka. Tę drugą jakoś bardziej mogłam zrozumieć, choć jej działania nie zawsze do mnie przemawiały, Natomiast z panią inspektor miałam ten problem, że naprawdę chciałam, żeby okazała się twardą babką, która nie sobie w kaszę dmuchać, a czasami w obecności Kuby bardziej przypomniała lekko mdłą i naiwną kobietkę. Takich sytuacji nie było wprawdzie dużo, no ale jednak.

Piętno Midasa czyta się naprawdę błyskawicznie. Autorka pilnuje żeby dostatecznie często serwować czytelnikowi 'smaczki', tak aby fabuła nie zdążyła zrobić się nużąca. Mamy tu sporo emocjonujących wydarzeń, które trzymają w napięciu, jednocześnie przeplecionych ze spokojniejszymi wątkami, tak że całość tworzy bardzo przyjemny efekt. Styl jest plastyczny i dość prosty, taki że naprawdę nie wiadomo kiedy skończyła się kartka - po prostu dobrze się to czyta. Książka Agnieszki Lingas-Łoniewskiej byłą pierwszą od dawna, która naprawdę mi się spodobała, a została napisana przez naszego rodzimego autora. Cieszę się, że po tylu nieprzyjemnych spotkaniach z ich twórczością (no dobra nie było ich aż tak dużo), w końcu znalazła się powieść, która zamiast mnie odpychać, sprawiła, że naprawdę jestem ciekawa, co jeszcze może mi zaoferować nie tylko pani Agnieszka, ale także inni polscy pisarze. A uwierzcie mi, że to spore osiągnięcie.

Słowem podsumowania: Piętno Midasa to bardzo dobra powieść, obracająca się w klimatach, które po prostu uwielbiam i za samo to zyskała duży plus, a dodatkowo główny bohater skradł moje serce i jego historia na pewno na dłużej zostanie mi w pamięci. Jeśli lubicie trochę sensacyjnych wydarzeń z gorącym, zakazanym romansem to ta książka na pewno Was nie zawiedzie i potrzyma w niepewności aż do ostatnich stron.

Moja ocena: 7/10

Skończyłam czytać: styczeń 2017 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 7,88/10
Ilość stron: 360
Okładka: miękka z zakładkami
Data wydania: 10 czerwca 2016 r.
Wydawnictwo: Novae Res
Cena (z okładki): 34,90 zł 



Tak bardzo pragnął zapłakać. Wylać łzy, które może w jakiś pokrętny sposób oczyściłyby jego duszę. Lecz z suchych oczu nie popłynęła nawet odrobina wilgoci. Jego zamrożone serce nie potrafiło się rozpuścić. A on nie umiał płakać. Tak jak nie potrafił czuć żalu, wyrzutów sumienia, wzruszeń. Empatia? Twój ból w moim sercu? Nie rozumiał tego wyrażenia. Nie pojmował. 
Kiedyś tak, ale nie teraz.

Podsumowanie roku 2016

W zeszłym roku taki post pojawił się w Sylwestra, ale ponieważ ostatnio jakoś nie idzie mi wyrabianie się w terminarzu, tym razem miniony rok podsumowuję dopiero dziś ;). Koniec grudnia i początek stycznia to ten specyficzny czas, gdy spoglądamy w przeszłość, tworzymy plany oraz postanowienia. Dla mnie ten okres to moment na zerknięcie co można by poprawić lub zmienić (zarówno w moim życiu prywatnym, jak i blogowym) oraz zrobienia podsumowania czytelniczego i jako takich - bardzo luźnych - planów na nadchodzące dwanaście miesięcy.
Poniżej znajdziecie zestawienie książek, które przeczytałam w ubiegłym roku, od najstarszych po najnowsze. Jeżeli na blogu pojawiła się recenzja danej powieści, na pewno jest podlinkowana (wystarczy kliknąć w tytuł).
  • Lauren Oliver Panika     (358)

  • Faye Kellerman Pętla     (495)
  • Laurelin Paige Pokusa     (355)
  • Marie Rutkowski Zdrada     (408)
  • Jojo Moyes Zanim się pojawiłeś     (384)
  • Sarah Dessen Ktoś taki jak ty     (256)



  • Tarryn Fisher Mimo moich win     (304)
  • Laurelin Paige Hudson     (496)
  • Tillie Cole Raze     (400)
  • L.H. Cosway Sześć serc     (480)
  • Estelle Maskame Czy wspominałam, że Cię kocham?     (408)
  • Alice Clayton Nie dajesz mi spać     (400)
  • Virginia Boecker The witch hunter. Łowczyni     (396)
  • Mhari McFarlane Kim jest ta dziewczyna?     (511)
  • Katy Evans Manwhore     (400)
  • Jenny Han, Siobhan Vivian Ogień za ogień     (487)
  • Alice Clayton Z tobą się nie nudzę     (336)
  • Amber Smith Co mnie zmieniło na zawsze     (391)
  • Estelle Maskame Czy wspominałem, że Cię potrzebuję?      (360)
  • J. Daniels Słodkie opętanie     (352)
  • Estelle Maskame Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?     (330)
  • Alice Clayton Nie dzwoń do mnie     (208)
  • Kendall Ryan Working it. Kusząca kariera     (400)
  • Kendall Ryan Jesteś zagadką     (214)
  • Emma Chase Unieważnienie     (416)
  • Emma Chase Skazanie     (424)
  • Katie Alender Bardziej martwa być nie może     (456)

  • Olivia Cunning Za sceną     (304)
  • Olivia Cunning Ostra gra     (320)
  • Olivia Cunning Gorący rytm      (335)
  • Olivia Cunning Mocne uderzenie      (336)
  • Laurelin Paige Znajdź mnie     (336)

Podsumowując...
W sumie w 2016 roku przeczytałam 79 książek i tego wyniku jestem bardzo zadowolona :D. Zwłaszcza, że nie liczyłam tutaj powieści, do których udało mi się wrócić, a musicie wiedzieć, że są miesiące, gdzie mam ochotę tylko odświeżać historie, które już poznałam. Jak widzicie były okresy, gdzie czytałam więcej, a były takie, gdzie mniej... największą niemoc złapałam w lutym, ale jeśliby go pominąć utrzymałam swoje postanowienie dotyczące przynajmniej trzech powieści miesięcznie. W sumie udało się przeczytać ponad 30 000 stron, statystycznie około 2 500 na każde 30 dni - to o 29 powieści i 4 000 stron więcej niż w ubiegłym roku ;).

Na blogu tradycyjnie nie pojawiły się recenzje wszystkich tych książek, z wielu powodów - czasami winny był absolutny brak czasu wolnego w domu (np. w listopadzie), w innych wypadkach okazywało się, że nie mam nic do powiedzenia na temat danej pozycji (np. w przypadku twórczości Olivii Cunning), a czasem okazywało się, że zanim zdążyłam coś napisać nie pamiętałam praktycznie niczego, o czym miałam mówić (więc dochodziłam do wniosku, że dana powieść nie jest warta wspomnienia).

Daruję sobie wybieranie najlepszych i najgorszych książek - tutaj udało mi się wyrobić w grudniu, więc jeśli ciekawi Was, co zrobiło na mnie wrażenie, a co należy omijać szerokim łukiem to serdecznie zapraszam na Hity i kity roku 2016

Przejrzałam też statystyki i wychodzi, że w 2016 r. odwiedziliście mój blog ponad 40 000 razy i to więcej niż mogłam sobie wymarzyć w zeszłorocznym podsumowaniu <3. Dziękuję Wam, że nawet jeśli ja nie mam czasu tu zaglądać, Wy nadal wpadacie, zwłaszcza za wszystkie miłe słowa, które zostawiacie, gdy ja wylewam swoje żale - to naprawdę, naprawdę wiele dla mnie znaczy :). 



Postanowienia noworoczne...
Nie lubię robić noworocznych postanowień, bo rzadko udaje mi się ich trzymać, ale tym razem uczynię wyjątek - tak bardzo jak bym tego chciała, nie mogę wydłużyć swojej doby, a czasem trzeba spać - chciałabym, żeby blog na powrót stał się bardzo ważną częścią mojego tygodnia. Od października było z tym różnie, ale raczej stawiałam go na ostatnim miejscu swojej listy priorytetów, a to bardzo chciałabym zmienić. W styczniu i lutym czeka na mnie całe mnóstwo zaliczeń, stąd nie wiem czy uda mi się zrealizować moje plany od razu, ale chciałabym jakoś unormować choćby pojawianie się postów - i tak podsumowanie będzie pojawiać się pierwszego dnia nowego miesiąca, a posty w każdą środę i sobotę. Postaram się też w końcu pisać coś regularnie do Porozmawiajmy o..., jednak z tym zawsze jest różnie, ponieważ nie cierpię lania wody, a więc brak inspiracji = brak posta.

Czy jest coś, czego Waszym zdaniem tu brakuje? Ten blog jest ważną częścią mojego życia i uwielbiam pisać, ale przecież nie robię tego tylko dla siebie ;). Jeśli macie jakieś uwagi, zastrzeżenia, propozycje... proszę dajcie mi znać, a ja w klimacie noworocznych postanowień postaram się coś zmienić/ulepszyć, żebyście mieli po co tu zaglądać.





Hity i kity mijającego roku


Jako że już jutro pożegnamy rok 2016 i zewsząd otacza nas ten specyficzny klimat podsumowań, ja również mu uległam i przygotowałam dla Was zestawienie pięciu najlepszych i najgorszych książek (prawie) minionego roku. 
Dodatkowo gorąco zachęcam Was do zajrzenia jutro na bloga, gdzie pojawi się faktyczne, czytelnicze i blogowe podsumowanie roku 2016 :).




TOP 5 najlepszych książek przeczytanych w 2016 r.








Zanim się pojawiłeś Jojo Moyes
Powieść Jojo Moyes rozbiła moje serce na milion kawałków, zachwyciła, zasmuciła, sprawiła, że pokochałam całym sercem historię Lou i Willa i jednocześnie ją znienawidziłam. To książka, która na stałe wbiła się do grona moich ulubionych powieści, bo jest rewelacyjna - po prostu.

Zdrada Marie Rutkowski
Kontynuacja Pojedynku, która przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Okazało się, że Marie Rutkowski wie jak ciągać czytelnika za serce i nie waha się go złamać. Genialna fabuła, rewelcyjni bohaterowie, gęsta sieć kłamstw i intryg - to właśnie największe zalety tej powieści, sprawiające że ta pozycja wyróżnia się wśród innych książek młodzieżowych i spokojnie można ją polecić i starszym odbiorcom, bo na pewno się nie zawiodą. RECENZJA

Taniec w ogniu Josephine Angelini
Pisząc o Próbie ognia stwierdziłam, że była to książka, która przywróciła moją wiarę w to, że młodzieżowa fantastyka ma jeszcze do zaoferowania coś nowego, intrygującego, coś co faktycznie może mi się spodobać. I uwierzcie mi, że druga część jest jeszcze lepsza ;). Nie brak tu nagłych zwrotów akcji, odrobiny miłości i przede wszystkim magii. RECENZJA

Magia zabija Ilona Andrews
Jak widzicie moje zestawienie opanowały kontynuacje i ta pozycja nie jest wyjątkiem. Na piąty tom o Kate czekałam pawie pięc lat (!) i było na co. To rewelacyjna seria urban fantasy, która podbiła moje serce jeszcze w gimnazjum i od tej pory cały czas utrzymuje się w górnych pozycjach mojego osobistego rankingu.

Z mgły zrodzony (seria Ostatnie imperium) Brandon Sanderson
Sanderson zdobył moje serce jeszcze w zeszłym roku dzięki Drodze królów. Cała seria Ostatnie Imperium jest genialna i ma w sobie dokładnie to, co wyróżnia fenomenalne powieści od tych po prostu dobrych - wartką akcję, rewelacyjnych bohaterów, fabułę, która naprawdę potrafi zaskoczyć i wątek romantyczny nie dominujący, ale jako taka malutka, czerwona wisienka na torcie.



TOP 5 najgorszych książek przeczytanych w 2016 r.
#1 W ogień Ewa Seno (2/10)
Najgorsza książka, jaką przeczytałam w tym roku - absurd goniący absurd, bohaterowie, których wręcz nie da się polubić, fabuła przewidywalna do szpiku kości. Nie chcę się w to jeszcze raz zagłębiać, więc jeśli chcecie się dowiedzieć czegoś więcej to odeślę Was do recenzji - KLIK.

#2 Working it. Kusząca kariera Kendall Ryan (3/10)
Powieść, która miała być odskocznią na jeden wieczór, a okazała się tak fenomenalnie zła, że miałam ochotę walić głową o ścianę. Czytając pierwszą połowę tej książki, nie spodziewałam się, że w drugiej będzie tak źle. Brr - nawet wspominanie tego doświadczenia boli. RECENZJA

#3 Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno Kristy Mosley (4/10)
Mogło być dobrze, wyszło fatalnie. Przesłodzona fabuła i nieznośni bohaterowie oraz próba grania na uczuciach czytelnika za pomocą złych zwrotów akcji. Jaki jest sens przez 3/4 książki opierać się na cukierkowym romansie, żeby w ostatnich stronach zarzucić bohaterów wszelkiego rodzaju gównem? RECENZJA

#4 Druga runda Caren Lissner (5/10)
Książka Caren Lissner zupełnie do mnie nie przemówiła - nie była najgorsza (obiektywnie), ale rzadko przebrnięcie przez fabułę powieści. Generalnie najgorsze było to, że autorka nie wprowadziła absolutnie żadnych wydarzeń, które trochę podkręciłyby tempo, przez co ta pozycja była po prostu nudna.

#5 Ocalenie Callie i Kaydena Jessica Sorensen (5/10)
Pierwsza część była naprawdę rewelacyjna - Jessica Sorensen potrafiła tak przedstawić fabułę, że choć schemat wydawał się znajomy, to i tak z niecierpliwością odwracałam kolejne strony, chcąc się dowiedzieć wszystkiego o bohaterach. Natomiast w życiu nie spodziewałam się, że po tak dobrym pierwszym tomie, ten będę oceniać tak nisko. Ponieważ ogólnie nie musiałam go czytać - wszystko potoczyło się dokładnie takim torem jak we wszystkich innych książkach tego typu, tyle że było bardziej rozwleczone. To chyba mój największy tegoroczny zawód. RECENZJA



A jak takie zestawienie wyglądałoby u Was? ;)

O tym jak studia odbierają chęci


Jak pewnie mogliście ostatnio zauważyć ostatnio tak rzadko zaglądam na bloga, że prawie zapominam, że go mam, co mnie absolutnie przeraża  :D. Nie czytam, nie piszę, nie oglądam seriali... wszystko zaczyna i kończy się na nauce... I tak słowem wyjaśnienia mojej nieobecności i potrzeby wyżalenia się o godzinie 1:30 postanowiłam napisać ten post. Dlaczego tak późno? To bardzo smutno zabrzmi (patrząc na to, że wstałam o 7), ale to moja pierwsza wolna chwila dzisiaj.

Słowem wstępu
Aktualnie jestem studentką Politechniki Wrocławskiej, na wydziale Podstawowych Problemów Techniki.Nikt nie neguje faktu, że PWr to jedna z najlepszych uczelni technicznych w Polsce i że od wybranego kierunku będzie zależała ilość nauki - wiedziałam to, wybierając miejsca, gdzie chcę złożyć papiery po maturze. Czego nie wiedziałam? Cóż poza faktem, że mam naprawdę wymagający, wyjątkowo interdyscyplinarny kierunek, to że sporo zależy również od wydziału na jakim będzie się on znajdował. Nie żebym miała jakiś wybór w tym zakresie, ale dopiero później dotarło do mnie, że z jakiegoś powodu władze naszej katery uznały, że studentowi jest potrzebne tu wszystko - począwszy od typowych przedmiotów na uczelniach technicznych takich jak analiza, algebra, czy podstawy fizyki przez chemię, biologię, anatomię, fizjologię, elektronikę, programowanie itd., aż po wprowadzenie do filozofii, przedsiębiorczość czy komunikację społeczną. I oczywiście wszyscy sądzą, że to właśnie ich przedmiot jest najważniejszy.

To nie tak, że nie lubię swoich studiów
Naprawdę! Kiedy myślę sobie o swoim kierunku podoba mi się to, co wybrałam. Jasne, że mam chwile zwątpienia, ale tak serio jestem całkiem zadowolona... Poza momentami, kiedy nienawidzę tego, co muszę zrobić, a ilość obowiązków i nauki zwala mnie z nóg. Ciekawych zajęć jak ze świecą szukać, ale coś tam udaje mi się znaleźć - szkoda tylko, że jest tego tak mało. 
Pierwszy vs drugi rok
Nie wiem, czy to ja byłam mądrzejsza, ale mam wrażenie, że z semestru na semestr nie dość, że potrzebuję coraz więcej czasu na naukę, to mam coraz mniej wolnego. Wszyscy powtarzali, że jak się przebrnie przez pierwszy rok, to później jest już tylko lepiej. No cóż ja tam tego jeszcze nie widzę. I zaczynam mieć dość - autentycznie powoli wysiadam. W poprzednim roku nawet jak były te cięższe tygodnie to jakoś nie miałam problemów ze znalezieniem godziny dziennie dla książki, serialu czy bloga. Teraz nie mam nawet tego. I wiecie, co jest najgorsze? Że mam świadomość, że brak odpoczynku wcale nie zwiększa mojej produktywności, ale ponieważ brakuje mi czasu na sen, nawet nie myślę, żeby dotknąć jakoś powieść. 

Wiem, że się nad sobą użalam
Serio mam taką świadomość. Ale gdzie wylać swoje smutki, jak nie tu? :D I przy okazji trochę wyjaśnić okoliczności swojego zniknięcia ;). Nie porzuciłam czytania, pisania ani bloga, ale aktualnie te trzy rzeczy są na końcu mojej listy priorytetów. Mam nadzieję, że w trakcie przerwy świątecznej (yay, to już za dwa dni!) znajdę trochę czasu na blogowanie, bo naprawdę za tym tęsknię. Jednak prawda jest taka, że na horyzoncie majaczy już widmo sesji zimowej, a zaraz po wolnym czekają mnie zaliczenia z wykładów, ćwiczeń i laborek. I powiedzcie mi jak tu żyć? 


Recenzja - „Bardziej martwa być nie może” Katie Alender

Znajdź ludzi, którzy traktują cię tak, jak na to zasługujesz. Wszystkich innych poślij do diabła.
I nie oglądaj się za siebie.

Rozpoczynający tom tej serii - Złe dzieczyny nie umierają (RECENZJA) - przeczytałam prawie rok temu. Zarówno przy pierwszej, jak i przy drugiej części byłam bardzo zadowolona z tego, co wymyśliła autorka. Dziś, po zapoznaniu się z finałem tej trylogii, przyszedł czas na podsumowanie historii Alexis .

Śmierć Lydii oraz wszystkie dziwne zdarzenia towarzyszące Arltowi i klubowi Promyczek odbiły się na prawie wszystkich zaangażowanych. Nikomu nie łatwo dojść do siebie po wydarzeniach sprzed trzech miesięcy, jednak najgorzej wyszła na tym Alexis. Dziewczyna zaczęła widzieć umarłych. Żeby tego było mało wydaje się, że wszystko pomiędzy nią i Carterem wszystko skończone, nie ma kontaktu z Megan i za wszelką cenę chce chronić siostrę przed dalszym wpływem sił paranormalnych. Wszystko mogłoby się ułożyć, gdyby nie fakt, że codziennie widuje ducha Lydii i zaczynają towarzyszyć temu coraz dziwniejsze zdarzenia. Niedługo Alexis uświadomi sobie, że po raz kolejny dała się wplątać w niebezpieczeństwo zagrażające nie tylko jej, ale i każdemu na kim jej zależy...

Od śmierci Lydii Small minęły trzy miesiące. Alexis marzy o tym, by w końcu jej życie wróciło do normalności. Ale normalni ludzie nie widują gnijących trupów na zdjęciach. Nie muszą sobie radzić z wściekłym duchem Lydii, który czasami posuwa się do przerażających ataków.
Początkowo wydaje się, że Lydia chce się zemścić tylko na Alexis. Ale wkrótce okazuje się, że przyjaciele Alexis są w niebezpieczeństwie, i tylko ona może ich uratować. Gdy wkracza do akcji, uświadamia sobie, że wróg jest o wiele potężniejszy, niż mogłaby przypuszczać… i że ich losy są splątane w sposób, którego się nie spodziewała.
Nawet w najgorszych koszmarach.
(Źródło: Wydawnictwo Feeria Young)

Są takie książki, które mają swój niepowtarzalny klimat i nawet jeśli występują w nich luki fabularne to specyficzna atmosfera, w której rozgrywa się opowieść sprawia, że patrzę na nie łaskawszym wzorkiem. Właśnie to od początku wyróżniało Złe dziewczyny - atmosfera napięcia, grozy, niebezpieczeństwa oraz mnóstwo niewyjaśnionych zagadek. Była bardzo widoczna w pierwszym tomie serii, w drugim trochę przygasła, w trzecim... sama nie wiem. Nie zrozumcie mnie źle, naprawdę przypadł mi do gustu klimat w jakim utrzymana była ta powieść, bo tajemnicze zdarzenia, które przytrafiały się Alexis i to, że odsunęła się praktycznie od wszystkich, nadały specyficzny ton tej książce, ale to nie było do końca to, co zdążyłam pokochać. Być może stało się tak, dlatego że już wiedziałam, czego mogę się spodziewać po stylu Katie Alender, a te wszystkie mroczne wypadki nie poruszały mnie tak jak wcześniej.

Nie do końca wiem, jak mogę oceniać tę historię, bo inaczej patrzę na nią, jak na zakończenie serii, a inaczej jakbym faktycznie miała się skupić tylko na tym, co zaprezentowała autorka. W pierwszym przypadku jestem dużo łaskawsza, niż w drugim, bo choć nie jest to w żadnym stopniu zła książka, to zabrakło w niej tych ulotnych ciemnych mocy, które tak wyraźnie odciskały swoje piętno w pierwszym i drugim tomie. Nie oznacza to wcale, że tu one nie występują, ale mimo to... sam pomysł, choć ciekawy, nie wywołał we mnie takiego dreszczu, czy niepokoju jak te wcześniejsze. Patrząc na tę powieść z punktu widzenia wątków osobowych, bardzo mi się podobało to, co wymyśliła autorka. Świetnie zostało ukazane życie głównej bohaterki po zdarzeniach z Arltem i to jak musiała sobie radzić po stracie Cartera i Megan.

Niezwykle mnie cieszy, że Katie Alender pilnuje, żeby w jej książkach postaci dojrzewały wraz z rozwojem historii, bo autorzy zbyt często trzymają się ram nakreślonych w pierwszym tomie i nie pozwalają bohaterom ewoluować. W tym przypadku zupełnie by się to nie sprawdziło. Po wszystkim przez co przeszła Alexis trudno byłoby uwierzyć, że jej stosunek do świata pozostał taki sam jak w Złych dziewczynach i że podjęłaby takie same decyzje jak wcześniej. Bardziej martwa być nie może to idealny przykład, że osobowość zwłaszcza głównego bohatera musi się zmieniać wraz z rozwojem jego historii. W tym tomie szczególnie widać samotność Lexi, to że mnie ma się do kogo zwrócić ze swoimi problemami. Rozłam pomiędzy nią i Megan, koniec związku z Carterem, a nawet nowa znajomość z Jaredem - wszystko zostało okraszone rozgoryczeniem i smutkiem. O tyle o ile chłopaka mogłam zrozumieć (choć uwielbiałam ich jako parę i byłam wściekła za jego decyzje), to w przypadku dziewczyny przecierałam oczy ze zdumienia. Nie spodziewałabym się po Megan takich wyborów, zwłaszcza odcięcia od siebie przyjaciółki. Jako czytelnik byłam zadowolona, że autorka nie bała się tak pokierować tą bohaterką, ale z drugiej strony miałam ochotę potrząsnąć dziewczyną, żeby w końcu się opamiętała.

Patrząc na wszystkich wątki osobiste poruszone przez autorkę jestem naprawdę zachwycona jak Katie Alender pokierowała tą historią. To jak rozwiązały się sprawy Alexis, zwłaszcza z jej bliskimi było dokładnie tym, co chciałam przeczytać. Jednak patrząc na poprzednie dwie części w tym tomie, choć nie zabrakło grozy i tajemnic, to jakoś nie poruszyły mnie tak bardzo jak wcześniej - być może dlatego, że tak bardzo skupiłam się na wątkach osobistych. Ogólnie rzecz biorąc moim zdaniem Bardziej martwa być nie może, to świetnie zakończenie tej trylogii, chociaż fabularnie jest odrobinę gorsza od poprzednich tomów, to i tak nie zawodzi. Jeśli lubicie opowieści o duchach czających się w ciemnościach, tajemnicach i paranormalnych mocach to zdecydowanie seria dla Was.

Moja ocena: 7+/10

Skończyłam czytać: listopad 2016 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 7,91/10
Ilość stron: 456
Okładka: miękka
Data wydania: 24 listopada 2016 r.
Wydawnictwo: Feeria Young
Tłumaczenie: Jakbub Steczko
Cena (z okładki): 39,90 zł

W ostatecznym rozrachunku musisz wybrać to, co dobre dla ciebie.
Nie możesz żyć dla kogoś innego.
Nie możesz pozwolić poczuciu winy przesądzać o kształcie swojego życia.


Złe dziewczyny nie umierają | Od złej do przeklętej | Bardziej martwa być nie może


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Feeria Young


Książkę możecie nabyć między innymi na empik.com

Stosik #17 i podsumowanie listopada

O tyle o ile listopad zaczął się dla mnie dość dobrze, to jeszcze przed połową wszystko zaczęło brać w łeb... Studia mocno dają mi w kość i póki co nie zapowiada się, aby choć jeden prowadzący miał zamiar odpuścić. Niestety. Przez to nie było mnie w blogosferze od około miesiąca, a te parę postów, które udało mi się wrzucić, napisałam w tak zwanym międzyczasie, np. codziennie przy obiedzie udało mi się sklecić parę słów. Chciałabym napisać, że grudzień widać w bardziej optymistycznych barwach, ale niestety daleko mu do tego <chlip>. Postaram się podziałać trochę na auto publikacji w tym miesiącu, jednak zanim to, to jeszcze wypadałoby coś napisać :D. Na szczęście niedługo nadejdzie przerwa świąteczna (już nie mogę się doczekać!) ;).

Stosik #17
Teoretycznie miałam mocne postanowienie nie kupowania książek przynajmniej do grudnia. Jednak nie da się ukryć, że choć chciałabym się go trzymać, w końcu skusiła mnie jakaś promocja - tym razem padło na księgarnię internetową Bonito ;). Ostatecznie w zeszłym miesiącu moją biblioteczkę zasiliło siedem nowych powieści.

  • Czy wspominałam, że cię kocham? Estelle Maskame - przeczytałam tę książkę jakiś czas temu na czytniku i naprawdę chciałam poznać dalsze losy Eden i Taylera. Jednak okazało się, że e-booki wniosą mnie drożej niż egzemplarze papierowe (co jest aż śmieszne). Więc skoro skusiłam się na dwa kolejne tomy, to jak mogłabym nie postawić obok nich pierwszego? :D Efekt zakupów na Bonito.
  • Czy wspominałem, że cię potrzebuję? Estelle Maskame - j.w.
  • Czy wspominałam, że za tobą tęsknię?  Estelle Maskame - j.w.
  • Bardziej martwa być nie może Katie Alender - ostatni tom serii Złe dziewczyny nie umierają. Jestem już po lekturze, więc możecie spodziewać się recenzji na dniach ;). Egzemplarz do recenzji od Feeria Young.
  • Epidemia Suzanne Young - tom 0,5 Programu, czyli jednej z najlepszych dystopijnych serii, które czytałam przez ostatnie parę lat. Efekt zakupów na Bonito.
  • Co mnie zmieniło na zawsze Amber Smith - (RECENZJA) jedyna książka, której brakuje na zdjęciu, bo aktualnie jest u mojej przyjaciółki ;). To naprawdę dobra książka, o czym zresztą już pisałam, więc zachęcam Was do kliknięcia w link i zerknięcia do recenzji. Egzemplarz od Feeri.
  • Szóstka wron Leigh Bardugo - czy w ogóle muszę pisać, czemu skusiła mnie ta książka? :D Poza oczywiście ślicznym wydaniem, jestem też ciekawa, co jeszcze ma do pokazania autorka, która naprawdę zaimponowała mi w trylogii Grisza. Kolejna perełka z Bonito.

Podsumowanie listopada
Ugh, nie wiem jak to zrobiłam, zwłaszcza, że gdzieś od 15.11 nie miałam czasu absolutnie na nic, ale ogólnie w listopadzie przeczytałam 13 książek, z czego 10 właściwie przez pierwsze dwa tygodnie :D. Szkoda tylko, że pisaniem tak słabo mi szło, ale listopad zdecydowanie był świetny pod względem ilości lektur. W sumie udało mi się przeczytać 4 579 stron, statystycznie 153 strony dziennie. Jak możecie zobaczyć ostatnio królują u mnie głównie romanse i to le lżejsze. Nie jest do końca świadomy wybór, ale mam wrażenie, że mogę winić za to swój brak czasu. Nie jest mi przykro odłożyć na bok romasidło (z kilkoma wyjątkami), ale nawet wołem nie odciągnięcie mnie od dobrej fantastyki :D. Moje zdjęcie jak zwykle odeśle Was do recenzji, jeśli tylko takowa się pojawiła.

  
  
    

Dodatkowo na blogu pojawiła się kolejna odsłona cytatów, które mnie urzekły i serdecznie zapraszam Was do zerknięcia tam ;)
 

Najlepsza książka
Hmm chyba nie jestem jednak w stanie wybrać więc tym razem wymienię dwie - Manwhore i Co ze mnie zostało - dwie skrajnie różne pozycje. Po lekturze Real nie spodziewałam się, że ta Manwhore aż tak mi się spodoba, a uważam, ze Katy Evans naprawdę się spisała, bo to za naprawdę świetny romans. Natomiast w przypadku Co ze mnie zostało odpowiedź znajdziecie w recenzji, ale to naprawdę wartościowa pozycja.
Najgorsza książka
Tu również mam dość trudny wybór pomiędzy Jesteś zagadką a Working it, czyli dwoma powieściami Kendall Ryan, przy obie dostałyby ode mnie taką samą ocenę. Po długich rozważaniach za nieznacznie gorszą uważam tę drugą. Bardzo nieznacznie. To po prostu złe książki, więc polecam trzymać się od nich z daleka.



Blogowo:
Liczba wyświetleń: 2 801 (-24)
Obserwatorzy: 297 (+2)
Dodane posty: 5 (-1)
Facebook: 300 (+10)


Jak Wam minął listopad? Też tak ciężko znaleźć na coś czas? :)


Drogi Czytelniku,
Bardzo miło gościć Cię w moich skromnych progach. Jeśli podobało Ci się tutaj lub masz jakieś zastrzeżenia czy uwagi, daj mi o tym znać. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej :).
Całusy
Ola

PS. Jeśli sam prowadzisz bloga, zostaw link, łatwiej będzie mi Cię odwiedzić, jednak poza nim, chyba wypadałoby napisać coś więcej? ;)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka