wtorek, 15 marca 2016

#42 Recenzja - Zdrada [PRZEDPREMIEROWO]


Czasem myślisz, że bardzo czegoś potrzebujesz,
a tak naprawdę powinieneś pozwolić temu odejść.

Niecierpliwie oczekiwałam kolejnego tomu serii Niezwyciężona. Po genialnym Pojedynku, który przecież był dopiero pierwszą częścią nie mogłam się doczekać premiery Zdrady. To miała być przyjemność dawkowana - rozdział jednego dnia, rozdział drugiego... jednak książka Marie Rutkowski wciągnęła mnie bez reszty i już po pierwszym rozdziale wiedziałam, że nie będę mogła się na niczym skupić, jeżeli nie dowiem się, jak się skończy. Czego nie przewidziałam? Tego, że nie będę mogła się na niczym skupić również po jej przeczytaniu oraz tego, że pozostawi po sobie ogromnego kaca książkowego.

Poza opisem recenzja NIE zawiera spojlerów z poprzedniej części.


Czasem zbrodnią jest słuchanie głosu swojego serca…

Większość dziewcząt marzy o królewskim ślubie, o balach, fajerwerkach i ucztach do świtu. Dla Kestrel jednak ślub oznacza życie w klatce, którą sama zbudowała. Obawia się wyznać Arinowi prawdę o zaręczynach: że zgodziła się na małżeństwo z księciem pod warunkiem, że Arin odzyska wolność. Bo czy może mu ufać? I czy może w ogóle ufać samej sobie? Jest przecież mistrzynią iluzji jako szpieg na królewskim dworze. Jeśli zostanie nakryta, jej własny kraj ogłosi ją zdrajczynią. Nie może jednak zrezygnować z podjęcia próby zmiany swojego bezwzględnego świata… co doprowadzi ją do szokującego sekretu.
Jak wysoka może być cena niebezpiecznych kłamstw i niegodnych zaufania sojuszy?

(Źródło: Wydawnictwo Feeria Young)

Marie Rutkowski zdecydowanie wzięła sobie za cel sprawienie, że jej czytelnicy będą zwijać się i skamleć w oczekiwaniu na kolejną część. Naprawdę się jej udało, no bo proszę Was - jak można tak skończyć książkę? I to znowu?! Ja naprawdę nie jestem wyrozumiała, ale polecam zaopatrzyć się w piłeczkę antystresową, bo powieść urywa się w takim momencie, że chce się biec do sklepu i zatopić w kolejną część. Aktualnie mam ochotę przeglądać księgarnie w poszukiwaniu oryginału, choć nigdy nie robię tego, jeśli dana seria ma szansę pojawić się u nas przetłumaczona. To powinno Wam wiele powiedzieć, jak bardzo pragnę kolejnego tomu. Już. Teraz.

Nieczęsto, ale zdarza się, że po przeczytaniu ostatniego zdania w książce ze złami w oczach patrzę przed siebie i zadaję sobie to magiczne pytanie "Jak to się mogło stać?" okraszone najczęściej paroma dodatkowymi, niecenzuralnymi słowami. Oznacza to dwie rzeczy: pierwsza i zapewne dla Was ważniejsza, przeczytana historia zatrzęsła na chwilę moim światem i naprawdę, naprawdę warto po nią sięgnąć oraz drugą, że nienawidzę autora seria/książka awansuje do moich ulubionych. Od dawna wychodzę z założenia, że bardzo dobra powieść to taka, która zatrzęsie moim światem i sprawi, że nie będę beznamiętnie odkładać jej na półkę. Pojedynkowi udało się mnie zachwycić, ale to Zdrada złapała moje serce w żelazną pięść i to po jej zakończeniu mam ochotę zwinąć się w kłębek z przytulonymi do sobie książkami Marie Rutkowski i właśnie tak oczekiwać kontynuacji. 

Najważniejsza sprawa - absolutnie nic nie potoczyło się tak, jak myślałam. Autorka wzięła moje domysły, zwinęła w kulkę i rzuciła do kosza, udowadniając, że potrafi wstrząsnąć czytelnikiem. Dorzucie do tego wspaniale wykreowany świat i bohaterów, którzy potrafili podbić moje serce i macie przepis na powieść, którą pokocham. Arin i Kerstel to jedna z tych niewielu par, których kibicuję z całego serca i nie do końca chodzi mi o sam romans. W momentach pełnych napięcia, kiedy nic nie toczy się po ich myśli, zaciskam pięści i marzę, że jednak uda im się wybrnąć z kolejnej niebezpiecznej sytuacji, że być może tym razem wszystko się uda. Wspomniałam już o tym przy okazji recenzji Pojedynku - uwielbiam Arina, ale jestem zaskoczona, że aż tak zżyłam się z Kestrel, ponieważ niestety rzadko się zdarza, abym pałała sympatią do głównej żeńskiej postaci. Autorce udała się trudna sztuka - wykreowanie głównych bohaterów, takich, że jednej nie jest tylko tłem dla decyzji drugiego, ale oboje są tym rodzajem ludzi, że czytelnik po prostu chce im kibicować.

Zdrada unika symptomu drugiej części i zachwyca niebanalnym rozwojem wydarzeń oraz historią, która pochłania czytelnika bez reszty. Dzięki temu mogę raz jeszcze podpisać się pod własnymi słowami na temat Pojedynku, a seria Niezwyciężona awansowała do grona moich ulubionych powieści. Jeśli macie jeszcze jakiekolwiek wątpliwości czy sięgnąć po książki Marie Rutkowski to nie wahajcie się ani chwili dłużej i wyruszajcie na podbój księgarni, bo ta historia absolutnie nie może Wam przejść koło nosa.

Moja ocena: 10/10

Skończyłam czytać: marzec 2016 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 8,45/10
Ilość stron: 408
Okładka: miękka
Data wydania: 17 marca 2016 r.
Wydawnictwo: Feeria Young
Tłumaczenie: Joanna Wasilewska
Cena (z okładki): 34,90 zł



Te wspomnienia były dziwne.
Były jak sieć krzyżujących się ze sobą, nawarstwiających się blizn, w których
można byłoby próbować dostrzec jakiś schemat, gdyby nie świadomość tego,
że bat trzymał ktoś, kto bił bez umiaru i bez zastanowienia.
Dawne rany wciąż broczyły uczuciami i wciąż piekły.



Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young.


Książka przeczytana w ramach wyzwania:

Książkę możecie nabyć między innymi na empik.com


Drogi Czytelniku,
Bardzo miło gościć Cię w moich skromnych progach. Jeśli podobało Ci się tutaj lub masz jakieś zastrzeżenia czy uwagi, daj mi o tym znać. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej :).
Całusy
Ola

PS. Jeśli sam prowadzisz bloga, zostaw link, łatwiej będzie mi Cię odwiedzić, jednak poza nim, chyba wypadałoby napisać coś więcej? ;)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka