Kłamstwo jest całkiem proste. To prawda jest taka skomplikowana.
Jest jak cebula, zawsze znajdziesz kolejną warstwę, jeśli będziesz obierać dalej.
Nie byłam pewna, czy chcę sięgać po Ród. Z jednej strony J.D. Horn kusił mnie motywem wiedźm i urokliwego Savannah, a z drugiej strony odstraszały niebyt przychylne recenzje. Wiedźmy z Savannah miały w sobie zapowiedź tego, co uwielbiam - wiedźmy, czarownice, magię... do tego rodzinny dramat i niewyjaśnione morderstwo. A wszystko to okraszone hoodoo i duchami, rozgrywające się w klimacie gorącego Savannah. To idealny przepis na książkę dla każdego fana fantastyki, prawda? Okazuje się, że jednak niezupełnie.
Czary, zagubione dusze, hoodoo - to codzienność Savannah, pięknego miasteczka kryjącego upiorne sekrety. Cienkiej granicy pomiędzy rzeczywistością ludzi a światem demonów strzeże ród Taylorów, najpotężniejszych czarownic na południu USA. Gdy głowa rodziny umiera w tajemniczych okolicznościach, ktoś musi zająć miejsce lidera i powstrzymać zło, które zaczyna przenikać do miasta…
Mercy Taylor jako jedyna z rodu nigdy nie dysponowała magicznymi mocami. To ona jednak wyciąga czerwony los, który naznacza ją jako wybrankę. Co się za tym kryje? Jak zareaguje jej siostra, Maisie, która dotychczas wydawała się faworytką? I dlaczego narzeczony Maisie nagle nie może oderwać wzroku od Mercy?
(Źródło: Wydawnictwo Feeria Young)
Podeszłam do tej historii ze sporym entuzjazmem, od samego początku przypadł mi motyw sióstr, gdzie jedna z bliźniaczek jest wręcz wypełniona magią, a druga nie posiada jej wcale. Do tego doszła jeszcze cała rodzina Mercy, w której każdy poza nią posiadał moc, przez co dziewczyna była outsiderem. Te rodzinne przepychanki, tajemnice, które skrywali Taylorowie, a nawet dramaty miłosne sprawiły, że w pewnym momencie czułam się, jakbym oglądała trochę mniej zawiłą, okraszoną magią Modę na sukces. A jednak mimo to Ród całkiem mi się podobał, kolejno ujawniane przez autora sekrety zaskakiwały, a perypetie miłosne Mercy były całkiem interesujące. Myślę, że w moim wypadku Wiedźmy z Savannah to takie gulity pleasure, książka która ma sporo wad, ale jednocześnie zapewniająca mi naprawdę świetnie spędzony czas. Naprawdę nie wiem, jak to inaczej nazwać. Kiedy wychodziły na jaw kolejne sekrety Taylorów z jednej strony miałam ochotę się śmiać, a z drugiej byłam tak zaintrygowana tym, co ukrywają, że nie mogłam oderwać wzorku od tekstu. Podobnie zresztą było przy innych wątkach.
Nie jestem pewna, co mogę powiedzieć o bohaterach. Gdzieś umknęło mi dlaczego właściwie Mercy czuje coś zarówno do Jacksona, jak i Patrica. Jedyne, co mogę przywołać teraz w pamięci, to że ten pierwszy był bardzo przystojny, a drugi był najlepszym przyjacielem dziewczyny - to właśnie główne cechy charakteru, które ich określają. Zresztą nie tylko ich. Mnogość bohaterów sprawia, że autorowi zwykle ciężko zagłębić się w ich portret, ale niektórzy całkiem dobrze sobie z tym radzą. Niestety J.D. Horn nie załapał się w to grono i zabrakło mu troszeczkę głębszych portretów jego postaci. Bliźniaczki mają niecałe dwadzieścia lat, ale przysięgam, że gdybym o tym nie wiedziała, dałabym im może po siedemnaście. Zwłaszcza Mercy. Dziewczyna łaknęła zarówno magii, jak i miłości i - patrząc na jej dzieciństwo rozumiałam to, naprawdę, ale jednocześnie czyniło ją to wyjątkowo naiwną, a gdzieś tam zabrakło jej pewnego dystansu i opanowania. Nie jestem pewna, co mogę powiedzieć o Maise, bo nie było jej w fabule przez większość czasu, ale jestem ciekawa, jak potoczą się jej dalsze losy. Natomiast moim ulubionym bohaterem został Oliver i żałuję, że autor nie poświęcił mu więcej czasu, co mam nadzieję zmieni się w kolejnej części.
Styl autora jest lekki i przyjemny w odbiorze, nasycony dialogami, dzięki czemu książkę czyta się naprawdę błyskawicznie. Troszeczkę zabrakło mi opisów, ponieważ osobiście lubię sobie dokładnie wyobrazić bohaterów i miejsce akcji. Czasami też miałam problem, żeby odnaleźć się natychmiast w danej scenie, bo J.D. Horn lubi skakanie pomiędzy wątkami, co nie zawsze wychodziło mu na dobre.
Generalnie Ród to dosyć przeciętna powieść i nie najgorsze otwarcie serii, jeśli miałabym ją ocenić obiektywnie. Podobał mi się pomysł z bliźniaczkami, punkt kulminacyjny zaskoczył, a motyw wiedźm i kotwiczących był dokładnie w moim guście, ale prawdę mówiąc gdzieś tam, to wszystko już było. Wiedźmy z Savannah zostały dla mnie typową książką typu guilty pleasure, ponieważ choć świetnie spędziłam czas z tą opowieścią, nie mogłam nie zauważyć jej wad i niestety pewnego braku oryginalności.
Moja ocena: 6/10
Skończyłam czytać: lipiec 2016 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 6,86/10
Ilość stron: 336
Okładka: miękka
Data wydania: 22 kwietnia 2015 r.
Wydawnictwo: Feeria Young
Tłumaczenie: Jerzy Bandel
Cena (z okładki): 34,90 zł
Książka przeczytana w ramach wyzwania Kiedyś przeczytam