piątek, 22 stycznia 2016

#35 Recenzja - Trawa bardziej zielona



Trawa u sąsiada zawsze jest bardziej zielona.

Jak tylko zobaczyłam plany Wydawnictwa Feeria na ten kwartał, mój wzrok natychmiast przykuła nowa powieść Magdaleny Kołosowskiej. Wyjątkowo 'ciepła' okładka i pozytywny opis dały mi nadzieję, że to idealna powieść na doła i stres (przed sesją) opanowujące mnie w zimowe wieczory.



Znaleźć miłość w najmniej spodziewanym momencie. Odkryć w sobie pasję i pozwolić, by marzenia stały się rzeczywistością. Odrzucić schematy, w które wtłoczyło nas życie, i wreszcie nabrać wiatru w żagle. Otworzyć się na pojawiające się na naszej drodze możliwości i odnaleźć siebie… Nic nie zapowiadało takiego rozwoju wypadków. Pochopnie podjęta decyzja o małżeństwie postawiła 30-letnią Maję na życiowym rozdrożu. Papierowe małżeństwo, praca nie dająca prawdziwej satysfakcji, samotność, poczucie wypalenia. Wszystko zmieniło się jednak podczas krótkiego wypadu z przyjaciółką na Mazury. To tamtejsze spotkanie dało Mai i Moni impuls do życiowych zmian. Życie nie zawsze toczy się jednak liniowo, a konsekwencje pewnych decyzji ujawniają się w najmniej spodziewanym momencie, ku zaskoczeniu otoczenia, a nawet samych zainteresowanych. Trawa bardziej zielona to pogodna i ciepła książka o odnajdywaniu zagubionej pasji życia, o potrzebie bliskości, którą odczuwa każdy z nas.

(Źródło: Wydawnictwo Feeria Young)

To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i długo odkładane z książką polskiego autora. Nie wiem, czy zauważyliście, ale nasi rodzimi autorzy rzadko goszczą w mojej biblioteczce, a jeszcze rzadziej na blogu. Nie jestem do końca w stanie wskazać dlaczego, jednak rzadko udaje się komuś mnie skusić na ich powieści. W tym wypadku Feeria absolutnie urzekła mnie okładką i obietnicą lekkiego romansu na długie zimowe wieczory.

Nowa powieść Magdaleny Kołosowskiej kojarzy mi się z typową komedią romantyczną, tyle że w wersji książkowej. Mamy Majkę i Monię, dwie przyjaciółki, które podczas urlopu na Mazurach poznają dwóch wspaniałych facetów i niemal natychmiast zaczyna między nimi iskrzyć. Niestety w wyniku splotu wydarzeń ich drogi się rozchodzą i wydawać by się mogło, że to, co ich połączyło zakończy się zanim miało prawdziwą okazję, aby się zacząć. Jednak co to by była wtedy za historia? Oczywiście nasi bohaterowie kiedyś tam jeszcze się odnajdą i to w wyniku nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności. Musze się Wam przyznać, że patrzę na tę książkę przez pryzmat tego, że nie wiedziałam, czego powinnam się spodziewać, a przez to niczego nie oczekiwałam. Otrzymałam dokładnie to, na co liczyłam, czyli opowieść, która nie porusza zbyt trudnych tematów i mogłam spokojnie czytać ją po dziesięć stron w przerwach od nauki lub w drodze na uczelnię. To historia o odnajdywaniu się we własnym życiu, o podążaniu za uczuciami i o tym, że czasami warto zaryzykować 'stabilność życiową' dla marzeń.

Styl autorki wyjątkowo przypadł mi do gustu, książkę czyta się naprawdę błyskawicznie. Nie znalazłam tu zbędnych opisów czy specjalnych przestoi w fabule. Narracja jest prowadzona na zmianę przez czworo głównych bohaterów, z których najbardziej polubiłam punkt widzenia Kuby, zresztą jak również jego samego. Odrobinę irytowała mnie egzaltacja Majki i te wszystkie wykrzykniki, zwłaszcza, że odniosłam na początku wrażenie, że jest to specyficzny styl narracji, gdzie bohater zwraca się do czytelnika (choć to uczucie później się zatarło). Jej podejście do małżeństwa jest dość specyficzne, jakoś nie wyobrażam sobie podjąć takiej decyzji na podstawie zakładu, poza tym ciągłe narzekanie na Jacka w żaden sposób nie zmieniało jej sytuacji...

Książka skupia się na Majce, Monice Kubie oraz Pawle i rak naprawdę nie poznajemy zbyt dobrze innych postaci, chociaż to raczej dobrze, ponieważ powieść jest stosunkowo krótka i nie chciałabym zagłębiać się w losy nieznaczących ludzi. Dodatkowo choć bardzo polubiłam tą historię, gdzieś tam z tyłu mojej głowy czai się myśl, że takie rzeczy się nie dzieję, to po prostu za duże zbiegi okoliczności.

Trawa bardziej zielona Magdaleny Kołosowskiej to bardzo dobra powieść obyczajowa, która pozwoli Wam oderwać się na chwilę od szarej rzeczywistości, która czyha za oknami. To książka o dążeniu do spełniania własnych marzeń i o tym, że nigdy nie wiadomo, kiedy znajdzie się prawdziwą miłość. Jeżeli oczekujecie chwili odpoczynku i odstresowania to mogę polecić Wam tą pozycję, bo choć nie ma tu spektakularnych zwrotów akcji, powieść sprawiła, że bardzo miło spędziłam czas.

Moja ocena: 7/10

Skończyłam czytać: styczeń 2016 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 7,56/10
Okładka: miękka
Ilość stron: 310
Data wydania: 14 stycznia 2016 r.
Wydawnictwo: Feeria Young
Cena (z okładki): 34,90 zł


[...] Łup!
- Co pani robi? - usłyszałam nagle obok siebie przerażony męski głos.
Uniosłam oczy. W jednym kuflu miałam nędzne resztki piwa, a przede mną...
przede mną stał najprzystojniejszy facet, jakiego widziałam w życiu. [...]
Nienagannie ubrany, uczesany, ogolony, a na jego stroju widniało milion plam po piwie.
moim piwie... Co ja narobiłam?



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Feeria Young
*Klik*


Książka przeczytana w ramach wyzwania:


Książkę możecie nabyć między innymi na empik.com




Drogi Czytelniku,
Bardzo miło gościć Cię w moich skromnych progach. Jeśli podobało Ci się tutaj lub masz jakieś zastrzeżenia czy uwagi, daj mi o tym znać. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej :).
Całusy
Ola

PS. Jeśli sam prowadzisz bloga, zostaw link, łatwiej będzie mi Cię odwiedzić, jednak poza nim, chyba wypadałoby napisać coś więcej? ;)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka