Masowe samobójstwa wśród nastolatków zaczęły się nagle,
niespełna cztery lata temu, i wkrótce uznano je za epidemię.
W tamtym czasie jeden nastolatek na troje odbierał sobie życie.
Jasne, samo zjawisko istniało już wcześniej, ale w pewnym momencie,
z dnia na dzień, moi rówieśnicy niemal zespołowo zaczęli skakać z okien
albo podcinać sobie żyły.
Plaga samobójców w pewnym momencie szturmem podbijała blogosferę, widziałam jej recenzje na każdym kroku. Teraz kiedy szum trochę opadł i ja skusiłam się na książkę Suzanne Young i jedyne pytanie, które sobie zadaję to "czemu tak długo zwlekałam?".
Panuje epidemia samobójstw wśród nastolatków. W związku z tym rząd postanowił wprowadzić pilotażowy Program, który zawczasu wyłapie oznaki depresji u danej osoby i wyśle ją na leczenie. Brzmi miło, prawda? Jest tylko jeden mały szczegół, sześć tygodni później pacjent wraca i nie pamięta najważniejszych wydarzeń ze swojego życia. Brat Sloan popełnił samobójstwo, a jej rodzice nieustannie wypatrują u córki oznak depresji, przez co dziewczyna musi stale ukrywać swoje uczucia. Jedyną osobą, przy której nie musi się pilnować jest jej ukochany - James, który obiecuje jej, że wszystko będzie dobrze i wspólnie jakoś sobie poradzą. Tylko że chłopaka dręczą własne demony. Kiedy nad ich głowami zawiśnie groźba, czy uda im się trzymać danej sobie obietnicy?
Ostatnio miałam dość dystopii. Po zakończeniu genialnych Mrocznych umysłów nie mogłam się przekonać do żadnej, aż pojawiły się zapowiedzi Plagi samobójców. Koncepcja autorki zaintrygowała mnie na tyle że musiałam w końcu sięgnąć po tę książkę. Po pierwsze koniecznie muszę pochwalić fabułę i świat przedstawiony, ponieważ to genialny pomysł, którego potencjał nie został zmarnowany. To jedna z tych powieści, które na długo zapadną mi w pamieć oraz wywołały u mnie prawdziwą burzę emocji. Plaga samobójców zmusza do refleksji, zastanowienia się czy jeśli to Was pozbawiono by wspomnień, pozostałyby emocje z nimi związane? Czy miłość warunkują wspomnienia o danej osobie, czy też jest to uczucie stałe, które jest przy nas nawet jeśli nie znamy powodu? I jeszcze to najważniejsze, które do teraz kołacze mi się po głowie: czy naprawdę lepiej jest umrzeć niż stracić siebie, to kim jesteś? Są to tak zwane pytania bez odpowiedzi, a każda kolejna osoba będzie miała inny argument za lub przeciw, dlatego właśnie moim zdaniem Plaga samobójców to świetna książka. Wywoła w czytelniku całą gamę uczuć i nikomu nie pozwolili przejść obok siebie obojętnie.
Autorka ma wyjątkowo dobry styl pisania, przez co pochłonęłam jej powieść dosłownie w dwa dni. Podoba mi się, że miała pomysł na to, co chce napisać, dzięki czemu ta opowieść ma ręce i nogi, natomiast bohaterowie wywoływali we mnie różne odczucia, choć poniekąd rozumiałam motywy wszystkich. Uwielbiam James'a, to jak starał się trzymać wszystkich razem, mimo że sam się rozpadał, jego cięty język i dziwne komplementy. Sloan natomiast jest... w porządku. Z mojej strony to dość łagodne słowa, ponieważ zwykle nazywam bohaterki irytującymi płaczkami, które potrafią tylko się nad sobą użalać, ale tu mogę ją zrozumieć. Dziewczyna żyje pod ogromną presją, musi stale się pilnować, nie może pozwolić sobie na żadne szczere uczucia, ponieważ wisi nad nią nieustanna groźba oznakowania i wcielenia do Programu. Zastanawia mnie tylko dlaczego we wszystkich dystopiach rodzice są tak zaślepieni i przekonani o własnych racjach, że nic do nich nie dociera?
Sięgając po Plagę dobrze wiedziałam na jaki gatunek się piszę, dlatego nie zaskoczy mnie, jeśli w drugiej części autorka skupi się na walce z wielkim, złym systemem. Mój największy ból w stosunku do autorki to dlaczego na siłę stara się wcisnąć czytelnikowi trójkąt miłosny? Zwłaszcza taki, który zupełnie mi nie pasuje. Grrr...
Plaga samobójców to świetna dystopia otwierająca bardzo obiecującą serię. Książka Suzanne Young wstrząsa, zmusza do refleksji, wywołuje uśmiech i łzy. Nie da się przejść obojętnie koło historii Jamesa i Sloan. Jeżeli potraficie przymknąć oko na pewne schematy wynikające z gatunku, otrzymacie fantastyczną lekturę, którą mogę Wam gorąco i szczerze polecić.
Moja ocena: 8/10
Skończyłam czytać: grudzień 2015 r.
Ocena z Lubimy Czytać: 8,04/10
Ilość stron: 500
Okładka: miękka
Data wydania: 23 września 2015 r.
Data wydania: 23 września 2015 r.
Wydawnictwo: Feeria Young
Tłumaczenie: Andrzej Goździkowski
Cena (z okładki): 37,90 zł
Łkałam, przytulona do jego podkoszulka. Przeklinałam Program.
Przeklinałam cały świat. Wrzeszczałam, wyklinając Brady’ego i moich przyjaciół.
Wymyślałam im od tchórzów za to, że nas zostawili. Nie mieściło mi się w głowie,
że mogli nam coś takiego zrobić – zrujnować nam życie, wybierając samemu śmierć.
Krzyczałam tak długo, aż słowa zamieniły się w czysto emocjonalne,
nic nieznaczące ciągi dźwięków. W ten sposób opłakałam niedającą się opisać stratę.
Jako, że kolejny post prawdopodobnie pojawi się dopiero przed Sylwestrem, chciałam Wam życzyć spokojnych, rodzinnych i zaczytanych Świąt. Oby każdy książkoholik znalazł pod choinką jakąś książkę :*.