niedziela, 11 października 2015

#24 Recenzja - Collide


Nienawidziła tego, nienawidziła, że zauważał każdą fizyczną
i emocjonalną reakcję, jaką w niej wywoływał.
I nienwidziła tego, jak bardzo go pragnęła.
Niech go szlag.

Czasami zobaczę książkę i natychmiast chcę ją przeczytać - nazwijmy to miłością od pierwszego wejrzenia. Czasami jednak bronię się rękami i nogami przed daną pozycją, a i tak, jakimś cudem, ląduje ona w mojej biblioteczce. Dokładnie tak było z Collide, dopóki nie zaczęły się pojawiać recenzje drugiej części. Właśnie wtedy moje postanowienie poszło w diabły i, w końcu, skusiłam się na zakup tej powieści. Byłabym zachwycona, ale... No właśnie.

Emily przeprowadza się do Nowego Jorku po śmierci matki, aby uciec od bolesnych wspomnień i rozpocząć nowe życie ze swoim chłopakiem Dillonem. Był dla niej ogromnym wsparciem w trudnych chwilach, więc dziewczyna postanawia zrobić kolejny krok w ich związku, jednak nie spodziewa się poznania Gavina Blake'a. Od pierwszego spotkania rodzi się między nimi pożądanie, które przechodzi w coś głębszego. Emily stara się to ignorować, ponieważ kocha Dillona, ale czy potrafi?

Zacznijmy od tego, że spodziewałam się czegoś więcej. Więcej emocji, więcej akcji, więcej niepewności... Wyobraźcie sobie, że idziecie do fantastycznej knajpy i oczekujecie wspaniałego musu czekoladowego, a otrzymujecie babciny sernik. Jest okej, dokładnie taki jak lubicie, ale nie do końca tego chcieliście. Tak właśnie było ze mną i Collide. Jest to bardzo nieregularna książka - z jednej strony fragmenty, które łapią za serce i sprawiają, że nie chce się odłożyć tej historii, z drugiej jednak przerysowane, najczęściej przesłodzone wątki, które sprawiały, że z niesmakiem kręciłam głową. To wszystko sprawia, że ciężko mi jednoznacznie określić swoje uczucia do tej powieści.

Jak można się domyślić występuje tu trójkąt miłosny, który autorki wprost uwielbiają, a czytelnicy często kręcą na niego nosem. Nie jestem wyjątkiem i rzadko określam to jako zaletę, ponieważ irytuje mnie rozczulanie się bohaterki, którego faceta ma wybrać, natomiast tutaj denerwowało mnie, jeszcze bardziej, że dobrze wiem, kto będzie wyborem bohaterki. Wszystko przez skrajnie wykreowanie głównych męskich postaci, przez które z niedowierzaniem obserwowałam kolejne decyzje Emily. Tu zwracam część honoru autorce, bo zdaję sobie sprawę, że chciała poruszyć trudny temat toksycznej relacji. Więc dlaczego część? Plus za pokazanie dlaczego w ogóle Emily kocha Dillona i powodów jej przywiązania do niego, minus za brak jakiejkolwiek finezji w jego działaniach - czyli ponownie - średnia kreacja bohaterów.

Natomiast moja główna bolączka to język. Do bólu wręcz kolokwialny, aż zaznaczyłam sobie fragment, który przepełnił czarę goryczy -Mała, muszę do kibla [...]. Grr, aż zgrzytnęłam zębami. Chętnie sięgnę po Pulse, ale mam szczerą nadzieję, że styl autorki ulegnie poprawie. 

Wspomnę jeszcze o absolutnie zachwycającej okładce, choćby dla której warto mieć tą pozycję na półce ;).

Wysoka ocena może dziwić, skoro praktycznie tylko narzekam, jednak Collide to dosyć dobra, bardzo kobieca książka. Zdecydowanie nie dla przeciwników gatunku, ale wszystkim łaknącym trochę gorącego romansu zdecydowanie polecam. Sama historia jest naprawdę w porządku, chociaż przyznaję, że czytałam lepsze. Jestem ciekawa, co może mi zaoferować Gail McHugh w Pulse.

Moja ocena : 6/10

Skończyłam czytać : wrzesień 2015 r.
Ocena z Lubimy Czytać : 7,57 / 10
Ocena z empik.com : 4,4 / 5
Ilość stron : 351
Data wydania : 17  czerwca 2015 r.
Okładka miękka z zakładkami
Wydawnictwo Akurat
Tłumaczenie Anna Dorota Kamińska
Cena (z okładki) : 34,90 zł


Nigdy nie czułem się jednocześnie tak wstrząśnięty i tak zakochany.
Gdybyś mi powiedziała w dniu, kiedy się poznaliśmy, że złamiesz mi serce
i że mina dni, miesiące, nawet lata, a ból nie przeminie, i tak bym się w tobie zakochał.




Książka przeczytana w ramach wyzwania : 


PS. Nie zniknęłam! Naprawdę, po prostu nie mogę się przestawić z wakacji na studiowanie, przez co brak mi czasu zarówno na pisanie, jak i na czytanie. Mam nadzieję, że do końca października zdołam sobie wypracować jakiś system i powrócę tu na stałe. Dziękuję, że nadal tu zaglądacie i mogę tyko zapewnić, że nadal odwiedzam Wasze blogi i czytam komentarze, chociaż brak mi czasu na odpisywanie na cokolwiek :)).
PS2. To ostatni raz, kiedy wspominam o sprawdzaniu mejli podanych w zgłoszeniach do Book Tour'u. Rozumiem, że jeśli ktoś nie odpowiada, to nie jest zainteresowany przeczytaniem książki.... Listę uczestników zaktualizuję dopiero jutro, także wybaczcie jeśli Was tam nie ma. 


Drogi Czytelniku,
Bardzo miło gościć Cię w moich skromnych progach. Jeśli podobało Ci się tutaj lub masz jakieś zastrzeżenia czy uwagi, daj mi o tym znać. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej :).
Całusy
Ola

PS. Jeśli sam prowadzisz bloga, zostaw link, łatwiej będzie mi Cię odwiedzić, jednak poza nim, chyba wypadałoby napisać coś więcej? ;)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka